Nowości

Agnieszka Graff, Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie

"W latach dziewięćdziesiątych nie zrozumielibyśmy, o co chodzi biskupom, którzy leczenie bezpłodności metodą in vitro nazywają niegodziwością. Obecnie ta dziwna mieszkanka pogardy i okrucieństwa stanowi językową normę: taki jest język polityków, publicystów, hierarchów kościelnych”, pisze autorka. Co się stało w tym czasie? Dlaczego mijająca dekada nie tylko nie przyniosła zmian na lepsze, ale stała się okresem postępującego ograniczania praw kobiet i mniejszości seksualnych w Polsce? Czemu katolicko-narodowy sztafaż odcisnął się tak znacząco na języku debaty publicznej i zyskał realny wpływ na życie milionów Polaków?

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Siedem lat temu, w książce „Świat bez kobiet”, Agnieszka Graff z charakterystycznym dla siebie, inteligentnym i ciętym humorem opisywała mechanizmy i przypadłości polskiego patriarchatu. Nieobecność kobiet w życiu publicznym. Seksizm. Zawłaszczanie języka publicznego przez prawicowych i narodowych propagandystów. Ta ówczesna bezkompromisowa diagnoza niosła jednak nadzieję, że zmiany są możliwe, więcej – są niezbędne, bo nowe pokolenie polskich kobiet – nowoczesnych, ambitnych, wykształconych – na tę marginalizację i lekceważenie się po prostu nie zgodzi.

Najnowsza książka Graff, która niedawno trafiła do księgarń, to lektura dużo bardziej gorzka. „Dziesięć lat temu poglądy na temat prawa kobiet do aborcji były w Polsce podzielone, ale nikt oprócz fanatyków nie użyłby słów niedoszła dzieciobójczyni w stosunku do kobiety, która chciała, zgodnie z obowiązującą ustawą, przerwać zagrażającą jej zdrowiu ciążę.(…) W latach dziewięćdziesiątych nie zrozumielibyśmy, o co chodzi biskupom, którzy leczenie bezpłodności metodą in vitro nazywają niegodziwością. Obecnie ta dziwna mieszkanka pogardy i okrucieństwa stanowi językową normę: taki jest język polityków, publicystów, hierarchów kościelnych”, pisze autorka. Co się stało w tym czasie? Dlaczego mijająca dekada nie tylko nie przyniosła zmian na lepsze, ale stała się okresem postępującego ograniczania praw kobiet i mniejszości seksualnych w Polsce?  Czemu katolicko-narodowy sztafaż odcisnął się tak znacząco na języku debaty publicznej i zyskał realny wpływ na życie milionów Polaków?

Graff analizuje zmiany, jakie zaszły w kraju, przygląda się językowi polskiej polityki, tropi prasowe publikacje i wyciąga wnioski – mamy dziś do czynienia z mechanizmem, w myśl którego „niepokój, związany ze zmianą w zbiorowej tożsamości, niejako rykoszetem odbija się na kobietach i wszelkiej  maści seksualnych odszczepieńcach”. Brzmi znajomo? Psycholodzy nazwaliby to zjawisko rzutowaniem – społeczne lęki i fobie, związane z akcesją do UE, zostały bowiem wyprojektowane na obszar płci i seksualności, zwłaszcza odmiennej.  Przy czym, jak dowodzi Graff,  w polskiej homofobii, już dawno przestało chodzić o miłość czy seksualność samą w sobie, a zaczęło chodzić o Polskę. I o „rozpustną europejskość”,  w której ta krzepka, swojska, jasno określona „polskość” może się rozpłynąć.

Ten lęk przez utratą tożsamości zaowocował stanem, który autorka nazywa „nacjonalizmem w stanie ostrej neurozy”.  Wskrzesza on odwieczny obraz Polski jako oblężonej twierdzy – wszędzie czai się nieprzyjaciel, politycy umierają za Niceę, a hierarchowie kościelni wzywają do odnowy i zwarcia szeregów, by dać odpór złu, które idzie ku nam z liberalnej i moralnie zgniłej Europy.  Aby zażegnać kryzys trzeba oczywiście powrócić do systemu „tradycyjnych wartości” – odmieńców napiętnować jako wrogów narodu, a kobiety ustroić w konwencjonalne, archaiczne atrybuty…   Kobiety stały się więc „zakładniczkami” prawicowych snów o potędze.  To samo spotkało mniejszości narodowe. „Fantazja o szczęśliwej patriarchalnej rodzinie ma być oazą stabilności, bezpieczna przystanią, wolną od zawirowań historii. Tłumaczy to dlaczego sprzeciw wobec praw kobiet i zakaz parad równości stały się znakiem rozpoznawczym kulturowej specyfiki Polski w UE”.  Zwłaszcza że, dodaje złośliwe Graff, w kwestiach ekonomicznych i politycznych pole od negocjacji było raczej niewielkie. 

Główne niebezpieczeństwo, na jakie wskazuje dziś Graff, polega na zawłaszczeniu dyskursu publicznego przez Kościół katolicki i narodowców. W rezultacie ludzie o odmiennym systemie wartości wycofują się z dyskusji światopoglądowych, zostawiając prawo do definiowania takich pojęć jak tożsamość narodowa czy patriotyzm fundamentalistom. „Trzeba odzyskać inny, zapomniany w Polsce język”, pisze Graff. Pytanie brzmi, jak to zrobić, skoro nawet partia o wyraźnie liberalnych korzeniach, nosząca w dodatku w nazwie słowo „obywatelska”, wyraźnie wpisała się w te obowiązujące trendy, rozpoczynając swoje rządy (co jest szczególnie znamienne) od rezygnacji z Karty Praw Podstawowych?

Agnieszka Graff, Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie, WAB 2008


(kaj)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*