Nowości

Karczmarze i słodownicy

Pierwsze pisemne informacje o produkcji piwa we Wrocławiu pochodzą z drugiej połowy XIII wieku. Dzięki zachowanym do dziś dokumentom z tamtych czasów, wiemy, że monopol na produkcję i sprzedaż chmielowego napoju mieli wyłącznie właściciele karczem oraz bogaci mieszczanie obdarzeni przywilejem browarniczym, tzw. Brauurbar.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Pierwsze pisemne informacje o produkcji piwa we Wrocławiu pochodzą z drugiej połowy XIII wieku. Dzięki zachowanym do dziś dokumentom z tamtych czasów, wiemy, że monopol na produkcję i sprzedaż chmielowego napoju mieli wyłącznie właściciele karczem oraz bogaci mieszczanie obdarzeni przywilejem browarniczym, tzw. Brauurbar.

Interesów wrocławskich browarników strzegło też, nadane 31 stycznia 1272 roku przez Henryka IV Probusa, prawo mili, surowo zabraniające budowy karczem w promieniu jednej mili od Wrocławia.

Karczmarze
mogli produkować określoną ilość piwa wyłącznie w podziemiach swojej kamienicy i tam też je sprzedawać. Z karczmarzami ściśle współpracowali słodownicy, których słodownie były zlokalizowane na tyłach ulicy Świdnickiej pomiędzy dzisiejszymi ulicami Kazimierza Wielkiego i Menniczą oraz przy ulicy św. Antoniego i Ruskiej. Według historyka Haliny Okólskiej – słodownicy w jęczmień i pszenicę zaopatrywali się w Młynie Siedmiu Kół, który stał nad Czarną Oławą, mniej więcej w miejscu, gdzie dziś jest skrzyżowanie ulicy Kazimierza Wielkiego z ulicą Krupniczą.

Oprócz karczmarzy
piwo warzyli i sprzedawali również bogaci mieszczanie. W średniowiecznym Wrocławiu było ich około 350, a ich kamienice stały w Rynku oraz przy ulicach: Świdnickiej, Oławskiej, Kuźniczej, Szewskiej, Łaciarskiej, dawnej św. Wojciecha – dziś Wita Stwosza, na Nowym Targu i na Wyspie Piaskowej. Każdy z nich, zgodnie z prawem, miał wyznaczone konkretne dni w roku, w których mógł produkować chmielowy napój. O fakcie tym informował wówczas okolicznych mieszkańców, wywieszając przed swoim domem specjalną flagę.

Pierwsze wzmianki
o Piwnicy Świdnickiej pochodzą z początków XIV wieku. Dzięki zapiskom w najstarszej księdze rachunków miejskich Henricus pauper, dowiadujemy się, że najpopularniejszym napojem spożywanym w ratuszowej piwnicy było piwo sprowadzane ze Świdnicy. Swój niepowtarzalny smak napój ten zawdzięczał pilnie strzeżonym recepturom oraz wodzie, którą czerpano z najgłębszej studni na Śląsku, znajdującej się w pobliżu Świdnicy.

Od początku wrocławscy rajcy
uczynili ze sprzedaży świdnickiego piwa dochodowy interes i wprowadzili zarządzenie, na mocy którego trunek ten można było sprzedawać wyłącznie w ratuszowej piwnicy. Kiedy kapituła wrocławska usiłowała przełamać ten monopol i zaczęła piwo ze Świdnicy potajemnie sprowadzać do karczem na Ostrowie Tumskim, doszło w roku 1381 do śmiesznej, ale tragicznej w skutkach, wojny piwnej, zwaną też wojną popią.

W pierwszych latach swojej działalności
Piwnica Świdnicka, na mocy zarządzenia wydanego przez władze grodu, była lokalem przeznaczonym wyłącznie dla wyższych sfer. To oczywiście nie podobało się wrocławskiemu plebsowi, który tak długo walczył o prawo wstępu do ratuszowej piwnicy, aż rada miasta musiała w 1428 roku wydać specjalne zarządzenie, na mocy którego do lokalu wejść mogli wszyscy, którzy figurowali w księdze miejskiej. Specjalny ordynek, czyli regulamin, zakazywał gościom palenia tytoniu i posiadania przy sobie noży oraz sztyletów.

Piwo świdnickie
zawsze było bardzo drogie i nie wszyscy mogli sobie na nie pozwolić. Dlatego też w roku 1500 wybudowano przy ulicy Kotlarskiej browar, w którym produkowano piwo jasne, zwane Białym Baranem. Kilkanaście lat później browar ten przeniesiono do kamienicy Pod Złotym Dzbanem oznaczonej numerem 22 i stojącej na wprost ratusza. Z Piwnicą Świdnicką była ona połączona wysokim i szerokim podziemnym tunelem (zachował się do dzisiaj), którym beczki z piwem przewożono wozem zaprzęgniętym w dwa konie. Mówiono wówczas, że jest we Wrocławiu takie miejsce, gdzie wóz nad wozem jeździ.

Od ponad stu lat
wejścia do Piwnicy Świdnickiej strzegą dwie postacie wykute w śląskim piaskowcu. Z lewej strony lekko wstawiony mężczyzna, który wraca do domu, niosąc w dzbanie zapas piwa. Z prawej jego żona w długiej opończy trzyma w ręku zdjęty z nogi drewniany chodak. Będzie nim zapewne witać podchmielonego małżonka. Taką rodzajową scenkę, ku przestrodze bywalców gospód, wyrzeźbił Christian Behrens, nauczyciel Hugona Lederera.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*