Syndrom Solpolu

Sławny „Solpol” – dom handlowy obok Kościoła św. Doroty – ma zostać zburzony! Informacja ta uskrzydliła niektórych wrocławskich dziennikarzy: oto triumf dobra nad złem, piękna nad brzydotą, czyli to rozsądna decyzja.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Sławny „Solpol” – dom handlowy obok Kościoła św. Doroty – ma zostać zburzony! Informacja ta uskrzydliła niektórych wrocławskich dziennikarzy: oto triumf dobra nad złem, piękna nad brzydotą, czyli to rozsądna decyzja. Decyzja, jak powinien domyśleć się intelektualnie sprawny czytelnik, nie tyle podjęta przez właściciela obiektu, Zygmunta Solarza-Żaka, z powodów ekonomicznych, ile na skutek nacisków ze strony tych licznych estetów i obrońców piękna architektury oraz wrażliwej na piękno opinii publicznej.

Zapewniam naszych Czytelników, że jeśli milioner coś burzy, i jeśli to coś jest zbudowanym niespełna 20 lat temu gmachem w centrum miasta, i jeśli nie było przedtem trzęsienia ziemi, to na pewno milioner nie burzy tego gmachu z powodów estetycznych, ale wyłącznie ekonomicznych. „Solpol” od lat stał właściwie pusty, tylko na parterze działa jakiś buciany bazar, chętnych, jak widać, do handlowania w samiutkim centrum stolicy Dolnego Śląska nie było i nie ma – więc trzeba zburzyć i postawić w miejscu domu handlowego dom przynoszący pieniądze. Proste.
W świecie wielkiego biznesu takie rzeczy się zdarzają, a nawet gorsze. Przy czym niepojęte jest dlaczego akurat ta inwestycja okazała się nietrafiona, czyli błędna. W każdym razie gdyby mnie pan Zygmunt Solorz-Żak zapytał w roku 1990, czy warto inwestować w dom handlowy na ulicy Świdnickiej – dałbym mu słowo honoru, że warto. I różne tęgie głowy od strategii inwestowania, marketingu, badania rynku i analiz rozwoju pisały dokładnie to samo w ekspertyzach zamawianych przez inwestora.

I to jest  sedno problemu: że we Wrocławiu – inaczej, niż we wszystkich polskich i europejskich miastach – na najgłówniejszej i najbardziej reprezentacyjnej już od ponad 700 lat ulicy handel zdycha i żaden sklep nie może utrzymać się dłużej niż dwa lata. Tego nikt nie pojmie i nikt nie wytłumaczy. Dlatego też Zygmunt Solorz-Żak pozbył się udziałów  „Solpolu II” a nowy właściciel zamienił tę handlową galerię na siedzibę kancelarii prawnych, developerów i biznesowych doradców. Pasuje do ciągu kantorów bankowych, w jaki zamienia się Świdnicka…
W miejscu zburzonego „Solpolu” Zygmunt Solorz-Żak postawi budynek jeszcze większy (bo zajmujący niezagospodarowaną dotąd działkę z tyłu obiektu) i w tym budynku będzie jeszcze więcej banków, developerów, doradców finansowych, brokerów i firm ubezpieczeniowych. Plus, być może, kilka apartamentów dla prezesów. I cztery butiki dla żon tych prezesów lub mężów prezesek.

W tej sytuacji rozpisywanie się tygodniami o brzydocie „Solpolu” i jego koniecznym  wyburzeniu jest jak zajmowanie się estetyką piżamy i szlafroka ciężko chorego w szpitalu, a nie jego dolegliwościami. Zamiast publicznej dyskusji o planach przestrzennych, o polityce władz miasta w kształtowaniu funkcji miejskich w ścisłym centrum i poza nim, aktywnym (w procedurach przetargowych, w ustalaniu stawek czynszu najmu) sterowaniu procesem inwestycyjnym (co, gdzie) – dyskutujemy o urodzie stojących domów!
Wrocławianom nie podobał się kolor i architektura budynku – stwierdza autor portalu OtoWrocław i dodaje, że nie podobał się także Adamowi Grehlowi, wiceprezydentowi miasta. Co do wiceprezydenta, zgoda, bo ów na różnych łamach opowiadał, że „Solpol” nie pasował do przestrzeni miejskiej, kolorem zakłócając spokój. Ale skąd autor wie, że „Solpol” nie podoba się wrocławianom? Pytał ich o to, prowadził rzetelne badania statystyczne?

Bo mnie się akurat taka – powiedzmy – ekstrawagancja architektoniczna podoba, nawet bardzo. Projektant zdecydowanie chciał, żeby ten budynek był inny. A nie podoba mi się – bardzo nie podoba! – dobudowanie trapezowego monstrum na zabytkowej bryle hotelu i kawiarni Monopol. Uważam to za absolutny skandal. Jakim cudem miejski architekt i konserwator zabytków wydali zgodę na zniszczenie zabytkowej bryły –  nie wiem. W każdym razie dziennikarze nie zwrócili na ten szczegół uwagi; czyżby „Solpol” zasłonił im Monopol?

Starożytni głosili: de gustibus non est disputandum. Nie dyskutuje się o gustach. Jeśli nie ma zgody co do uroku wrocławskich krasnali (ja, prosty człowiek, jestem absolutnie ZA!), jeśli emocjonalne spory budzi uroda fontanny na Rynku (piękna nie jest, to prawda), to trudno sobie wyobrazić, byśmy wszyscy zgadzali się co do wartości estetycznej architektury. Nie ma takiej możliwości.
Kilka lat temu zajmujący się psychologią środowiskową badacze pokazali dwóm grupom – architektów i nie-architektów – zdjęcia 40 budynków. I okazało się, że budynki najbardziej podobające się architektom są jednocześnie tymi, które nie-architektom podobają się najmniej! A w przypadku „Solpolu” nawet architekci nie są zgodni. „To blichtr. Projektant z pewnością zafascynowany był duchem epoki, ale zapomniał, że architektura ma służyć na wieki pokoleniom” – mówi Gazecie Wyborczej architekt Krystian Biesiekierski. „To jeden z najodważniejszych i najciekawszych projektów w powojennym Wrocławiu. Pokazuje, że nie baliśmy się nowych rozwiązań” – powiada Piotr Fokczyński, dyrektor wydziału architektury w urzędzie miejskim. Itd., itp…

Bo nie dyskutuje się o gustach. Ale jakiś czas temu wrocławscy dziennikarze z pełnym uwielbieniem donosili, że jacyś tam goście z magistratu postanowili wyburzyć budynki mieszkalne na Nowym Targu. Bo szpecą. Nieważne, że tam mieszkają ludzie, że mają swoje mieszkania na własność, że to jest praktycznie – jeśli nie gwałcić prawa – niewykonalne. Ważne, że dla urody – konieczne. I jakie ambitne, w sam raz dla Miasta Spotkań i  Europejskiej Stolicy Kultury…

„Urzędnicy chcą zmienić ulicę Świdnicką” – to tytuł jednego z tekstów Gazety Wrocławskiej. Ale tekst nie jest o tym, że bankrutują na tej ulicy sklepy i że nawet bar „Barbara”, który przetrzymał 30 lat komunizmu, umarł w latach 90. i nie może się odrodzić, co jest wręcz absurdalnie niepojęte i trzeba jakoś to choćby próbować wyjaśnić (KFC w miejscu byłych Delikatesów ma się świetnie, dlaczego znakomicie usytuowany w tym samym miejscu, gotowy lokal gastronomiczny umarł?). Nie, tekst jest o tym, że urzędnicy wiedzą, że powinno być inaczej. Tyle.
Doprawdy, władza może sobie robić co chce, a nawet nic nie robić. Media i tak będą się zachwycać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*