Nowości

Zwycięstwo

Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego: pracownikowi przysługuje dodatkowy dzień wolny za święto przypadające w dzień wolny od pracy. To fantastyczna wiadomość przede wszystkim dla wszystkich górników, hutników, milionów urzędników, tych, którzy zatrudnieni są na etatach. Dla tych, którzy roboty nie mają albo pracują na zleceniach czy „na czarno” – to wiadomość taka sobie.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego: pracownikowi przysługuje dodatkowy dzień wolny za święto przypadające w dzień wolny od pracy. Jeśli na przykład święto Trzech Króli przypada w niedzielę, to należy ludziom tych Trzech Króli „oddać” w inny dzień. 

I dobrze. Zawsze lepiej mieć jeden dzień pracy mniej, niż jeden dzień pracy więcej. Zwycięstwo „Solidarności” – która poszła wojować o ten dzień dodatkowy do TK – jest całkowite, bezsporne i imponujące. Gratulacje! To fantastyczna wiadomość przede wszystkim dla wszystkich górników, hutników, milionów urzędników, tych, którzy zatrudnieni są na etatach.  

Dla tych, którzy roboty nie mają albo pracują na zleceniach czy „na czarno” – to wiadomość taka sobie. Bo oto – jakby to ujął uczony ekonomista, a już na pewno liberał – praca w Polsce po tym wyroku stała się dla pracodawcy droższa. To on będzie musiał zapłacić za ten dzień wolny (ale o tym już przewodniczący nie powiedział) i jeszcze mniej będzie chętny do podpisywania etatowych umów.

Ten wyrok Trybunału mógłby być doskonałym pretekstem do debaty o sprawach ważnych, czyli o pieniądzach, o ekonomii i o odpowiedzialności. Mógłby sprowokować redaktorów gazet i telewizyjnych wydawców do poprowadzenia obywatelskiej edukacji. Mógłby – ale nie sprowokuje, bo są tematy ważniejsze, cycki Felicji, ekshumacje, profesor na premiera, wojna w PZPN itp.

Liberałowie mówią: „Nie ma darmowych obiadów”. Ja nie jestem gospodarczym liberałem, wręcz przeciwnie, ale też tak mówię. Bo za prezenty – czy to dla pracodawców, czy dla pracobiorców – ktoś musi zapłacić. Zawsze jest coś za coś. Więc jeśli związek zawodowy (albo jakaś partia czy sekta) wojuje o dłuższe urlopy macierzyńskie, dodatkowe dni wolne od pracy albo wyższą płacę minimalną – to musi pokazać konsekwencje realizacji takich postulatów i źródła finansowania. 

Na przykład urlopy macierzyńskie (a przedtem lekarskie zwolnienia w czasie ciąży, a później lekarskie zwolnienia na chore dziecko) spowodowały, że młoda mężatka ma szanse na etat tylko w państwowych instytucjach i wielkich firmach. W małych szans nie ma; właściciel kilkuosobowej firmy musiałby  być samobójcą, gdyby wziął sobie na etat pracownika, którego ciągle nie będzie w pracy, ale formalnie będzie i to nietykalny!

Czy to znaczy, że nie ma być macierzyńskich urlopów? Ależ być muszą! Jednak – drodzy posłowie i feministki – nie na koszt pracodawcy czyńcie dobro i politykę prorodzinną, ale na koszt państwa. Czyli i pracodawców i pracobiorców, bo podatki płacimy wszyscy.

Wędrujący po świecie kapitał czyni współczesne państwa (nawet USA!) w zasadzie bezradnymi w sferze polityki gospodarczej. Koreańczycy w kilka miesięcy mogą przenieść swoja fabrykę z Bielan Wrocławskich do Wietnamu na przykład. Gdzie wolnych od pracy dni i gwarancji pracowniczych jest mniej. Trybunału Konstytucyjnego to nie obchodzi. Związkowców obchodzić musi! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*