Aktywizacja na papierze

źródło: fotolia.com źródło: fotolia.com

Staże, szkolenia, roboty publiczne czy prace interwencyjne w niewielkim stopniu przyczyniają się do aktywizacji osób bezrobotnych. Tak przynajmniej wynika z raportów Najwyższej Izby Kontroli. 

Aktywizację uznaje się za skuteczną, jeśli osoba bezrobotna znalazła zatrudnienie na wolnym rynku w ciągu trzech miesięcy od zakończenia stażu czy szkolenia i nie powróciła w tym czasie do rejestru bezrobotnych. W ostatnich latach tak rozumiana skuteczność  staży, wyliczona przez NIK, wynosiła od 33 do 39 proc., a szkoleń od 18 do 21 proc. Po upływie roku od zakończenia aktywizacji wskaźniki skuteczności były jeszcze niższe: trwałość zatrudnienia dla nowo zatrudnionych po stażach wahała się od 23 do 29 proc. i od 12 do 17 proc. po szkoleniach.

Co ciekawe, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie dysponuje rzetelną wiedzą  dotyczącą efektów aktywizacji. To znaczy dysponuje, ale…  znacznie bardziej optymistycznymi, bo zawyżonymi o blisko 30 proc. wskaźnikami. Powodem jest, jak zauważa NIK,  stosowany w ministerstwie system informatyczny Syriusz, który zlicza wszystkie osoby ogółem wyrejestrowywane z rejestru bezrobotnych, także te, które niekoniecznie znalazły stałą pracę, a tylko zostały zakwalifikowane do udziału w jednym z projektów aktywizujących.

Równie niemiarodajne są dane dotyczące skuteczności poszczególnych form aktywizacji, m.in. tworzenia stanowisk pracy, jednorazowych dotacji na podjęcie działalności gospodarczej, robót publicznych i prac interwencyjnych. Te formy aktywizacji zawodowej traktowane są bowiem jako efektywne już w chwili przekazania środków, niezależnie od tego, ile osób i na jak długo otrzymało pracę. W efekcie za wskaźnik skuteczności przyjmuje się liczbę utworzonych lub doposażonych stanowisk, nie zaś rzeczywistą liczbę bezrobotnych, którzy dzięki aktywizacji uzyskali zatrudnienie. Tymczasem praktyka pokazuje, że „zatrudnione” w ten sposób osoby wracają do rejestru bezrobotnych nawet już po kilku dniach. Na zwolnione miejsce kierowane są, niekiedy kilkakrotnie, inne osoby.

            Problemem jest także nagminna praktyka nadużywania staży jako źródła darmowej pracy. Pracodawcy chętnie wykorzystują te formę, bo nie ponoszą kosztów staży (płaci się za nie ze środków Funduszu Pracy).

Rekordziści  organizowali we współpracy z urzędami nawet po kilkadziesiąt staży, przyjmując na nie po kilkudziesięciu bezrobotnych. Po zakończeniu programu nie zatrudniali jednak najczęściej ani jednego bezrobotnego stażysty, bądź zatrudniali tylko pojedyncze osoby. Urzędy pracy tolerują ten proceder, bo zgodnie z przepisami organizator stażu nie ma obowiązku zatrudnienia stażysty, urzędnicy z kolei nie mają instrumentów prawnych, pozwalających na narzucenie takiego warunku w umowach z organizatorami.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*