Nowości

Bez solidarności (2007 rok)

Milionowe rzesze członków o nowej ustawie wiedzą tylko, że „daje za darmo mieszkania”. Co jest prawdą, bo lokatorzy mieszkań wybudowanych „przed Balcerowiczem” będą mogli swoje lokatorskie prawo do lokalu przekształcić na własnościowe za cenę spłaty umorzonej kiedyś części kredytu wartości nominalnej. Inaczej mówiąc – za warte nieraz kilkaset tysięcy mieszkania zapłacą po kilkaset złotych

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Niedługo wejdzie w życie nowa ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych. Już teraz wywołuje ona falę dyskusji, chociaż na razie w głównie wśród działaczy spółdzielczych. Milionowe rzesze członków o nowej ustawie wiedzą tylko, że „daje za darmo mieszkania”. Co jest prawdą, bo lokatorzy mieszkań wybudowanych „przed Balcerowiczem” będą mogli swoje lokatorskie prawo do lokalu przekształcić na własnościowe za cenę spłaty umorzonej kiedyś części kredytu wartości nominalnej. Inaczej mówiąc – za warte nieraz kilkaset tysięcy mieszkania zapłacą po kilkaset złotych.

Oczywiście, dla tych spółdzielców, którzy nie wykupili swoich mieszkań – szacuje się, ze jest ich 12-15 procent – jest to wiadomość fantastyczna. I ta grupa nie będzie pytać, dlaczego posłowie rozdają cudze (spółdzielcze) mienie. Jednakże te blisko 90 procent mieszkańców starych zasobów, którzy zapłacili po kilkanaście a nieraz nawet kilkadziesiąt tysięcy za przekształcenie – o to zapyta. Jakże to bowiem jest, że tym zapobiegliwym, którzy kosztem dodatkowego wysiłku, wielu wyrzeczeń kupowali mieszkania pokazuje się, że lepiej było nic nie robić i czekać na poselską darowiznę. Przecież wszyscy wiedzą, że wśród tych, którzy mieszkań nie wykupili, tylko niewielka część, to ludzie naprawdę ubodzy, a większość wolała wydawać pieniądze na inne cele, niż mieszkaniowe. I ci właśnie są teraz wynagrodzeni.

Ale to tylko jeden watek dyskusji. Bo posłowie, świadomi skandalu, tym, którzy mieszkania kupowali drogo dali prawo do niepłacenia na fundusze remontowe. Bowiem pieniądze z przekształceń były przeznaczane na fundusze remontowe właśnie. W intencji i jawnych komentarzach ustawodawców to prawo miałoby być formą rekompensaty i naprawienia owej niesprawiedliwości, której – zdaniem niektórych posłów! – dopuszczać się miały spółdzielnie, każąc sobie płacić za przekształcenia. Część poirytowanych członków spółdzielni zapewne podzieli ten tok rozumowania i przetoczy się przez polskie spółdzielnie mieszkaniowe fala agresji. Jeśli zaś chodzi o meritum, to posłowie musieli mieć świadomość absurdalności tego prawa do niepłacenia na remonty (przecież te stare domy popadłyby w kompletna ruinę!) i decyzje w tej sprawie zostawili walnym zgromadzeniom. Spółdzielcy zapewne nadal będą chcieli remontować swoje domy i zbierać na remonty pieniądze, ale co będzie na zebraniach awantur, obelg i napaści – to będzie. I o to chodzi.

W istocie na najnowsza ustawa jakby wieńczy rozpoczęte blisko piętnaście lat temu działania zmierzające do likwidacji spółdzielczości. Nie wiadomo dlaczego spółdzielnie mieszkaniowe są przez klasę polityczną traktowane jak dzieło szatana. Akurat spółdzielczość – również mieszkaniowa – na całym świecie funkcjonuje znakomicie, w polskich miastach budynki spółdzielcze wyglądają o niebo lepiej od tych byłych komunalnych, przekształconych we wspólnoty, a w samych spółdzielniach procedury demokratyczne są przestrzegane, jak nigdzie (co nie znaczy, że wszędzie jest bardzo dobrze i nigdzie się spółdzielcy nie kłócą). Jeśli coś generalnie szwankuje w spółdzielniach, to…zainteresowanie spółdzielnią ze strony członków i ich aktywność a zebraniach. Ale to inna sprawa.

Idea spółdzielczości (a ma ona już 150 lat!) to najkrócej rzecz ujmując – idea solidaryzmu. Spółdzielnia to samopomoc, wspólne działanie, maksimum demokracji (dlatego w spółdzielniach nie głosuje się udziałami). I ten właśnie solidaryzm spółdzielczy likwiduje się kolejnymi nowelizacjami ustaw. Teraz wprowadza się na przykład obligatoryjny obowiązek nie tylko rozliczania wszystkich kosztów wyłącznie w ramach konkretnej nieruchomości (ten obowiązek wprowadziła poprzednia nowelizacja), ale zakazuje już nawet finansowania wydatków jednej nieruchomości z konta innej nieruchomości.

Nie będzie więc już można finansować niezbędnych prac (dziury w dachu, pilnego remontu windy, awarii instalacji elektrycznej itp.) księgując tylko wydatki na koncie danej nieruchomości i tolerując chwilowy, dłuższy lub krótszy, bilans ujemny. Nic z tych rzeczy: albo są na koncie nieruchomości pieniądze, albo trzeba je pożyczyć, albo – jeśli zgody na pożyczkę nie będzie – zaniechać remontu. A więc to co było siłą spółdzielni mieszkaniowych, co sprawiało, że domy były remontowane, awarie usuwane, ciepło i woda dostarczane nawet, kiedy część lokatorów zalega z opłatami – to akurat teraz będzie zabronione ustawą. Co gorsza, jedne domy zostały wyremontowane wspólnym wysiłkiem wszystkich mieszkańców (zgodnie z solidaryzmem spółdzielczym) ale teraz, po wejściu w życie nowej ustawy, ich mieszkańcy już nie odwdzięczą się tym, których domy czekały w kolejce do niezbędnych remontów. Ci biedacy, chociaż współfinansowali remonty innych – również wykupując swoje mieszkania! – teraz zostaną bez żadnej pomocy. Ten podział i poczucie krzywdy zaowocuje wrogością i agresją. I o to chodzi.

Najbardziej wpływowi politycy, nie tylko zresztą z rządzącej koalicji, nie ukrywają, że chcieliby działalność spółdzielni mieszkaniowych zredukować do roli zarządcy wielu nieruchomości. W przypadku SM „Wrocław Południe” byłoby to zarządzanie 87 nieruchomościami mieszkaniowymi i prawie 11 tysiącami lokali. Przypomnijmy: na zarządcy spoczywa obowiązek uregulowania należności za wodę, ciepło, gaz, bo to z zarządcą dostawcy mediów mają podpisane umowy. Nowa ustawa utrudnia ściąganie długów od niepłacących terminowo lokatorów: pozwala rozpoczynać proces windykacji dopiero wtedy, kiedy członek nie płaci ponad 6 miesięcy (!) a dodatkowo – co jest istnym curiosum – pozwala lokatorowi zaskarżać wszystkie podwyżki i w trakcie procesu płacić po staremu. Dotyczy to również tych podwyżek, na które spółdzielnia-zarządca nie ma żadnego wpływu: za gaz czy wodę. Bolesne konsekwencje takich rozwiązań spadną na tych uczciwych, terminowo płacących, bo już spółdzielnia nie będzie mogła wziąć „z innej kupki” aby załatać nagły brak pieniędzy na to czy tamto. Skończy się zaś wszystko awanturą. Nie posłowie będą winni, ale – dla zdesperowanych ludzi – spółdzielnia.

I wtedy okaże się, że politycy mieli rację: spółdzielnie są złe i następna nowelizacją ustawy je po prostu rozwiąże. Zostaną dziesiątki tysięcy małych, samodzielnych wspólnot. Zarządzaniem nimi zajmą się prywatne firmy. Do których zysków ani płac prezesów żaden lokator nie będzie się miał prawa wtrącać. Ani też żądać połatania dachu albo naprawy windy, bo to będzie tylko sprawa kasy. Spółdzielczy solidaryzm i solidarność niebogatych przejdą do historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*