Bez wyroku

jeśli można zdeptać prawa światowej sławy kardiologa, jeśli można sponiewierać wybitnego biznesmena dla kaprysu – to co Ciebie, drogi Czytelniku może spotkać ze strony aparatu państwa…?

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Czytam w gazecie, że sąd nie zgodził się na posadzenie w areszcie …73 letniego dziadka. Prokurator koniecznie chciał zamknąć starca, bo ten poturbował na działkach innego dziadka. Prokurator postępował, rzec można, instynktownie: taki w Polsce obyczaj, żeby, jak się tylko da, aresztować. A później – jak się ostatnio dowiedzieliśmy – pewna pani, oskarżana o zdefraudowanie bankowych pieniędzy, siedzi 22 miesiące (prawie dwa lata!) w areszcie, bez przepustek i wypisek, a prokuratura przez te 22 miesiące nie zdołała napisać i dać do sądu aktu oskarżenia… Co, nawiasem mówiąc, wysoki sąd akceptuje, bo przecież ten areszt pozwala przedłużac!

To, co się dzieje w Polsce z państwem prawa, to już woła o pomstę do nieba. Areszt stał się dla naszych policjantów, prokuratorów (a nawet niektórych sędziów) zwyczajnym sposobem ułatwiania sobie pracy. Ludzie – nie tylko sławny Marek  Dochnal – potrafią być trzymani w aresztach latami! Latami! Wykonuje się na nich bez osądzenia winy karę bezwzględnego pozbawienia wolności (zwykle surowszego, niż więzienie, bo bez widzeń, bez przepustek, bez korespondencji). Co powinno być wyjątkiem stosowanym wobec zbirów terroryzujących świadków basebolowym kijem – spowszedniało.

Owszem, wypuszczono z aresztu żołnierzy z Iraku. Nie poszedł siedzieć prezes sporej spółki giełdowej, który został na lotnisku potraktowany, jak mafioso – dopadła go grupa antyterrorystyczna, skuła i wpakowała do aresztu. Czy to są jednak tylko incydenty, czy zmiana sposobu myślenia – nie wiadomo.

Za co bowiem antyterroryści ścigali biznesmena na lotnisku? Ano za to, że jakiś pan piłkarz oskarżył go o – uwaga! – sfałszowanie umowy o pracę. Czyli o czyn zagrożony rozprawę przed sądem pracy! Przecież to się w głowie nie mieści! Ale jakiemuś ważnemu prokuratorowi i innemu pułkownikowi od służb się mieściło, prawda. Pan Ziobro, pan Gosiewski a nawet sympatyczny katolik pan Cymański – oni nadal uważają, że zamknięcie dr G. w cuchnącej brudnej celi, z kiblem w kącie, w towarzystwie tłumu kryminalistów było w porządku.

W 1424 roku król Jagiełło zatwierdził przywilej neminem captivabimus nisi iure victum – gwarancję nietykalności osobistej bez wyroku sądowego. 600 lat temu dla Polaków było oczywiste to, co dzisiaj, nie tylko dla pana Ziobry, ale i dla wielu Polaków oczywiste nie jest: że najpierw ma być sąd i wyrok – potem kara, najpierw ma być domniemanie niewinności, fundamentalna zasada sprawiedliwości, najpierw prawa obywatela a nie wygoda państwa, policjantów, prokuratorów i sądów.

To w Twoim Czytelniku interesie. Bo jeśli można zdeptać prawa światowej sławy kardiologa, jeśli można sponiewierać wybitnego biznesmena dla kaprysu, jeśli nic nie znaczą dorobek, opinia, poręczenia szacownych autorytetów – to co Ciebie, drogi Czytelniku, za którym nie wstawi się żadna telewizja ani profesura czy kapituła, może spotkać ze strony aparatu państwa…?
Wyobraź to sobie.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*