Biopaliwowa pułapka

Od jakiegoś czasu nie mogłem znaleźć w mediach żadnych wypowiedzi ekologów na temat wyższości biopaliw i biokomponentów nad benzyną i olejem napędowym. Postanowiłem więc sprawdzić dlaczego. Wyszło mi na to, że jest to jedna wielka hucpa i to na dodatek dosyć kosztowna, a ja kilka lat temu do jej propagowania przykładałem ręce.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Od jakiegoś czasu nie mogłem znaleźć w mediach żadnych wypowiedzi ekologów na temat wyższości biopaliw i biokomponentów nad benzyną i olejem napędowym.  Postanowiłem więc sprawdzić dlaczego. Wyszło mi na to, że jest to jedna wielka hucpa i to na dodatek dosyć kosztowna, a ja kilka lat temu do jej propagowania przykładałem ręce.

O biopaliwach i biokomponentach po raz pierwszy informowaliśmy w „Gazecie Południowej” dziesięć lat temu („Rzepakowy napęd” nr 13 (55) z 2001 roku). Ówczesny wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa Sejmiku Dolnośląskiego Stanisław Stefanko twierdził: „Paliwo ekologiczne, o których tu piszę, jest to produkt powstający w trakcie estryfikacji rzepaku. Dodatkowo w procesie produkcyjnym otrzymujemy glicerynę, lecytynę oraz brykiet opałowy powstający ze sprasowanej słomy rzepakowej. Mieszkańcy dużych miast, na przykład Wrocławia, powinni być szczególnie zainteresowani rozwojem tej produkcji, bo gdyby w zbiornikach miejskich autobusów zamiast tradycyjnego oleju napędowego było biopaliwo, spadek zanieczyszczenia powietrza byłby natychmiast odczuwalny (…)”. I dalej: „Poza ewidentnymi korzyściami dla środowiska, wdrożenie produkcji „rzepakowego” paliwa umożliwiłoby wreszcie rozwiązanie problemów z zagospodarowaniem terenów skażonych, zdegenerowanych przez przemysł. (…). Dlaczego, zamiast ograniczać uprawy i opowiadać, że to koszt postępu – nie powiększać areału upraw rzepaku, buraków, może ziemniaków i przerabiać tego wszystkiego na mniej śmierdzące i mniej szkodliwe ekonomiczne paliwa?”.

Dwa lata później i ja dołączyłem do grona entuzjastów „wsiowego paliwa” („Paliwo niezgody” nr 1 (87) 2003 rok). A stało się to po lekturze raportu „Biokomponenty w paliwach silnikowych na Dolnym Śląsku”. Naukowcy pisali w nim, że „zwiększenie stężenia etanolu w benzynach powoduje obniżenie węglowodorów w gazach spalinowych oraz nie powoduje zmian w pracy silników”. Poza tym dolewanie do paliwa etanolu miało zmniejszyć naszą zależność od importu ropy oraz stworzyć nowe miejsca pracy na wsi. Nic dziwnego, że mając takie argumenty w ręku apelowałem do ówczesnego Prezydenta RP o inicjatywę ustawodawczą oraz aby nie słuchał fachowców związanych z przemysłem petrochemicznym, którzy „od lat hamują rozwój produkcji biopaliw i biokomponentów w naszym kraju”.
Po ośmiu latach okazało się, że to raczej „hamulcowi” mieli rację, a nie miłośnicy „wsiowego paliwa”.

Z raportu Worldwatch Institute

wynika, że globalna produkcja biopaliw osiągnęła w 2010 r. poziom 105 mld litrów. Największym producentem biodiesla jest Unia Europejska, gdzie wytworzono w 2010 r. 53 proc. całej światowej produkcji tego paliwa. Zaś największymi producentami biododatku do benzyny, jakim jest etanol, są USA (49 mld litrów) i Brazylia (28 mld litrów). Przy czym w USA niemal cały etanol pochodzi z przerobu kukurydzy, zaś w Brazylii – z trzciny cukrowej.

Na świecie nadal dominują biopaliwa I generacji, czyli te oparte na bezpośrednim przetwarzaniu zbóż paszowych, kukurydzy lub trzciny cukrowej na bioetanol oraz wytwarzaniu biokomponentów z oleju roślinnego, zwykle palmowego. Miały one bowiem zagospodarować nadwyżki ziarna zbóż i kukurydzy, wchłonąć nadwyżki oleju palmowego z rynku azjatyckiego i poprzez system subwencji stworzyć nowe miejsca pracy. Jak się w praktyce okazało, były to jednak tylko pobożne życzenia.

Pierwszy kryzys przypadł na lata 2007-2008, ale niewiele o nim pisano. Wzrosły wtedy ceny podstawowych zbóż, kukurydzy, ryżu, rzepaku, olejów i wołowiny. Tylko między październikiem 2007 r. a lipcem 2008 r. ceny ryżu wzrosły o 80 proc. Niemal równie wysokie były wzrosty cen pszenicy i kukurydzy. W drugiej połowie 2008 r. drożały dla odmiany głównie oleje. Po wyhamowaniu cen w 2009 r., w I kwartale 2010 r. ceny zaczęły znowu rosnąć. Co na to ekolodzy? Zachowali wyniosłą ciszę.
Wzrost globalnej konsumpcji zbóż według FAO był już o wiele niższy na początku obecnej dekady niż w dekadach lat 60. i 70. ubiegłego wieku i taki sam jak w latach 80. Spadała także ilość zbóż przeznaczonych na pasze. Tylko jeden wskaźnik, który konsekwentnie rósł to wykorzystanie zbóż na cele przemysłowe. 

Autorzy raportu stwierdzili wręcz, że „realny wzrost zapotrzebowania na zboża i oleje dla celów przemysłowych został spowodowany rozwojem branży biopaliwowej”. Podobnie dzieje się z olejami roślinnymi. Jak stwierdza raport, „wzrost zużycia olejów roślinnych do celów konsumpcyjnych stopniowo spadał w latach 90. i po 2000 r. ( z 4,4 proc. do 3,3, proc. rocznie), za to eksplozywnie rosło ich zużycie na cele przemysłowe. W latach 2000-2010 rosło ono od 11 do 24 proc. rocznie”.
Raport FAO stwierdza więc wprost, że gdyby nie biopaliwa, światowy bilans żywnościowy byłby zrównoważony.

 „The Times” ujawnił

fragmenty raportu sporządzonego dla Unii Europejskiej. Wynika z niego, że „część z najczęściej używanych biopaliw opartych na olejach roślinnych jest wysoce niewydajna i nie spełnia standardów Komisji Europejskiej. Zgodnie z wytycznymi unijnymi, litr biopaliwa powinien w porównaniu z tradycyjnym paliwem redukować emisję szkodliwych gazów o 35 proc. Jak jednak wykazują badania, olej palmowy zwiększa emisję gazów do atmosfery aż o 31 proc. Trzeba bowiem do emisji powodowanej przez sam proces przerobu dodać szkody, jakie wywołuje wypalanie lasów deszczowych pod plantacje. A emisja CO2 jest wtedy tak duża, iż przerobienie dwutlenku węgla, jaki spowodowało wypalenie lasu, zajęłoby drzewom średniej wielkości plantacji 840 lat”. Unijnych wytycznych nie spełniają także paliwa wytwarzane z oleju rzepakowego i sojowego.

Z kolei według danych dziennika „The Guardian”, wszystkie badania, nawet te prowadzone przez Departament Rolnictwa USA wykazały, że masowa uprawa kukurydzy na etanol powoduje „nieodwracalne szkody w środowisku”. Dodatkowo etanol uzyskiwany z tejże kukurydzy wcale nie jest „zielonym paliwem” – proces konwersji pochłania bowiem bardzo duże ilości wody i energii, o wiele większe niż w przypadku przerobu trzciny cukrowej. Przyczyną takiego pędu do uprawy kukurydzy stały się subsydia biopaliwowe przeznaczone dla producentów kukurydzy paszowej, która miała być przerabiana na etanol. Obecnie 40 proc. amerykańskiej kukurydzy przerabiane jest na etanol, podczas gdy w 2001 r. było to 6 proc. Jednak nie przekłada się to na zużycie biopaliw w USA. Zdaniem FAO, USA używa głównie tańszego etanolu z trzciny cukrowej, wykupując produkcję brazylijską. Swój własny, droższy i czasem gorszej jakości sprzedaje m.in. do Unii Europejskiej, jako biokomponent, zarabiając w ten sposób na unijnych subwencjach biopaliwowych.

Niestety w 2006 roku,

rządy koalicji PiS- LPR- Samoobrona dostrzegły w biopaliwach wielką szansę na szybki i spektakularny sukces. Po prostu już nie druga Japonia, ale drugi Kuwejt. Wyliczano: po pierwsze, miały zwiększyć się dochody rolników. Po drugie, miały dostarczyć taniego paliwa. Po trzecie, miały chronić środowisko zgodnie z unijnymi wytycznymi.  Po czwarte wreszcie, miały utworzyć nowe miejsca pracy przy przerobie rzepaku na biopaliwa. Oślepione taką wspaniałą wizją szybkiego rozwoju kraju rządy Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego przygotowały i przeprowadziły przez parlament w 2006 r. ustawę o biopaliwach i biokomponentach ciekłych oraz rok później rozporządzenie o tzw. Narodowych Celach Wskaźnikowych (NCW).

To ostatnie rozporządzenie było ważniejsze niż sama ustawa. Wyznaczało ono bowiem procent biopaliw silnikowych i biokomponentów, jakie w danym roku trzeba mieszać z paliwem. W przypadku oleju napędowego są to estry metylowe kwasów tłuszczowych pochodzące z przetworzonych olejów roślinnych, w przypadku benzyny – bioetanol.

To rozporządzenia było tak  bardzo „nowoczesne” , że wysforowało nasz kraj „przed orkiestrę”. Ustawiało bowiem Polskę wraz z Niemcami, Francją i Austrią w europejskiej biopaliwowej awangardzie. I tak w 2010 roku przy unijnej średniej 4 proc. biopaliw polski NCW wynosił 5,75 proc. W roku 2011 wzrósł on do 6,21 proc. W roku 2012 będzie to już 6,65 proc. Za każdym razem jest to nieco ponad 1,5 proc. więcej niż średnia unijna.

Rzecz jednak w tym, że autorzy ustawy biopaliwowej wyraźnie postawili na rzepak jako źródło do produkcji biopaliw. Po skoku areału produkcji w ciągu dwóch lat rzepak zaczął drożeć, bo olej rzepakowy jest jednym z głównych olejów używanych w polskim przetwórstwie spożywczym. Toteż szybko na rynku zjawiły się tańsze surowce z importu. W efekcie, jak twierdzi Krajowa Izba Biopaliw, tylko 27 proc. etanolu z przerobu roślinnego (bioetanolu) i 41 proc. estrów wykorzystywanych do produkcji biokomponentów pochodzi z krajowych wytwórni. Resztę, wykorzystywaną przez krajowe koncerny paliwowe, bierze się z importu – głównie ze względu na cenę. Podobnie więc jak cała Unia, Polska dotuje wytwórców bioetalonu i biokomponentów poza jej granicami (m.in. z Brazylii i USA, Argentyny i krajów Azji), a nie w kraju. Stąd, biopaliwo i biokomponenty są drogie.
W połowie kwietnia br. na IV Spotkaniu Branży Petrochemicznej „Polski Rynek Biopaliw – Debata 2011” resort gospodarki zaprezentował projekt nowelizacji ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, przyjęty przez Radę Ministrów 12 kwietnia br. Umożliwi ona dodawanie do 7 proc. biokomponentów do oleju napędowego, ale już nie wprowadzenie benzyny E10. Brakuje też systemu certyfikacji surowców, zgodnego z normami unijnymi. W optymistycznym scenariuszu miał być on gotowy w III kw. obecnego roku, czyli będzie to już zmartwieniem nowej ekipy rządzącej.

Jak napisał „Financial Times”

 w końcu maja tego roku, Global Bioenergy Partnership (GBEP), organizacja z siedzibą w Rzymie, grupująca przedstawicieli agencji rządowych i organizacji międzynarodowych z 23 krajów rozwiniętych i rozwijających się, zarekomendowała program stopniowego wycofywania subsydiów biopaliwowych. GBEP stwierdziła przy tym, iż biopaliwa pierwszej generacji wytwarzane z kukurydzy w USA, zbóż i roślin paszowych w Europie i oleju palmowego Azji

zwiększają emisję gazów cieplarnianych i wpływają destabilizująco na rynek żywności.

A że nie jest to organizacja, która rzuca słowa na wiatr i dysponuje solidnymi materiałami dowodowymi, więc dlatego ekologom odebrało mowę, a mnie chęć do pisania o cudownym lekarstwie na paliwową galopadę cen. Po prostu dałem się podprowadzić i tyle. Przepraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*