Cinema Paradiso

fot. M. Dz. fot. M. Dz.

 

 Kilka tygodni temu zburzono jedno z najstarszych wrocławskich kin – „Polonię” przy ulicy Żeromskiego. Ten sam los spotkał wcześniej kino „Pionier”, z mapy miasta zniknęły też „Lwów”, „Lalka” czy „Ognisko”. Nie zamierzam jednak oprowadzać Czytelników po nieistniejących już kinowych salach – to raczej próba zrozumienia tego, co się w kinie wydarzyło przez ostatnie dekady i czemu małe kina nie wytrzymały próby czasu.

 

Brytyjski reżyser Peter Greenaway w rozmowie z Katarzyną Rój i Janem Pelczarem powiedział kiedyś: „Gdy byłem dzieckiem, matka nie pozwalała mi chodzić do kina, gdyż uważała, że to marnowanie czasu w tak niehigienicznym miejscu. Kino umarło dokładnie 30 września 1983 r., kiedy w każdym domu w Stanach Zjednoczonych i Europie pojawił się pilot do telewizora. Wówczas narodziło się zjawisko zappingu – skakania po wszystkich dostępnych kanałach telewizyjnych”.

Chyba wszyscy mamy świadomość, że myślenie o kinie jako magicznym iluzjonie  jest już przeżytkiem. Ba, wydawało się archaiczne już nawet w czasach, gdy Mieczysław Fogg wyśpiewywał swój szlagier: „Małe kino? Czy pamiętasz małe, nieme kino?”, a przecież lata 60. to prawdziwie złota era kina w Polsce.

Pierwszym kinem w powojennym Wrocławiu

była „Warszawa”, która powstała w miejscu przedwojennego „Palast-Theater”, przy ówczesnej ulicy Świerczewskiego. Otwarto ją 16 czerwca 1945 roku (pierwszym wyświetlanym tam filmem był „Majdanek”). Trzy miesiące później działały już „Polonia” przy ul. Żeromskiego i „Pionier” przy Jedności Narodowej. W kolejnym roku powstały kina: „Śląsk”, „Tęcza”, „Fama” oraz „Odra”. Wrocławianie polubili filmowe seanse – pod koniec 1946 roku liczba widzów sięgnęła 1,5 mln.

Żadne z tych kin już dzisiaj nie istnieje.

„Pionier” – oferujący różnorodny repertuar: od „Power Rangers”, przez drugą i trzecią część „Obcego”, po „Niezwykłe przygody Włochów w Rosji” –  został doszczętnie zniszczony podczas powodzi w 1997 roku i później jego remont stał się po prostu nieopłacalny. Zburzono go w 2014 roku.

„Polonia” – kino, które jako pierwsze pokazało wrocławianom  Almodovara, nim jeszcze Hiszpan stał się w świecie znany (hiszpańskie dialogi lektor, według przekazów, czytał wówczas na żywo) – nie wytrzymała twardych rynkowych realiów i została zamknięta. Kilka lat później w budynku otwarto klub nocny, jednak nie przetrwał on długo. Obiekt kupiła za milion złotych firma Global i choć deklarowała chęć modernizacji budynku, to jednak jego stan techniczny był na tyle niezadowalający, że ostatecznie postanowiono obiekt rozebrać. Powstanie tam najprawdopodobniej budynek mieszkalny.

Kino od czasów magicznego iluzjonu  

zmieniło się diametralnie. Z jednej strony film stał się bardzo istotnym i ważnym środkiem artystycznego wyrazu, z drugiej kino zaczęło stanowić popularną i łatwo dostępną rozrywkę. Stąd podział – bardzo uproszczony – na kino „artystyczne” i „masowe”, a wraz z nim na dwa rodzaje kin – studyjne i komercyjne.

Jak niegdyś na antenie Polskiego Radia Wrocław mówił Jacek Szymański, związany przez dziesiątki lat z Dyskusyjnymi Klubami Filmowymi, wynalazek kina studyjnego pojawił się w Polsce w latach 60. To była, jak już wspomniałem, złota era kina. W 1965 roku w całym kraju działało łącznie 3935 kin, a w samym tylko Wrocławiu 31.

Dwadzieścia  lat później kin było już o połowę mniej, podobnie jak widzów.

Tuż po transformacji ustrojowej liczba kin spadła jeszcze bardziej – do 1400, a łączna frekwencja wyniosła ok. 38 mln widzów. (Dla porównania, roczna frekwencja na przełomie lat 50. i 60. wynosiła ok. 200 mln widzów)

W tym czasie wiele instytucji związanych z kinem i filmem straciło patronat państwa. Film musiał zacząć na siebie zarabiać, a, jak łatwo przewidzieć, człowiek, en masse istota leniwa, wolał wybierać prostsze w odbiorze produkcje filmowe, których przekaz bez trudu rozumiał. Z drugiej strony nowe technologie zmieniły znacząco sposób spędzania wolnego czasu, a seanse filmowe przeniosły się na coraz mniejsze ekrany – telewizorów albo komputerów.

Mimo to, według Centrum Badania Opinii Społecznej, pójście do kina jest dla Polaków ciągle najczęstszym sposobem uczestnictwa w kulturze. W 2016 roku 39 proc.  Polaków było w kinie więcej niż jeden raz. Podejmowanie aktywności kulturalnych – pisze w swoim raporcie CBOS – związane jest przede wszystkim z wiekiem, miejscem zamieszkania i wykształceniem; generalnie częstsze jest wśród osób młodszych, lepiej wykształconych i mieszkających w większych miastach.  Zróżnicowanie w zależności od wielkości miejscowości wskazuje, że istotnym czynnikiem wpływającym na częstość uczestnictwa w kulturze jest dostępność placówek kultury. Dotyczy to zwłaszcza kina.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego,

w 2009 r. w Polsce działało 455 kin. Tendencja była spadkowa, choć znacząco przybywało tzw. multipleksów, czyli kin wielosalowych. Multipleksy to jednak domena wielkich miast. 80 proc. rynku stanowiły wciąż małe kina, ale przyciągały tylko ok. 15 proc. widowni. Tymczasem, jak zauważa  Fundacja Obserwatorium w  raporcie „W małym kinie”: w wielu miejscowościach – dotyczy to zwłaszcza miejsc oddalonych od większych ośrodków, w przypadku których dojazd nie jest ani łatwy, ani tani, ani przyjemny – kina są i mogą być ważnym i jednym z nielicznych punktów spotkań lokalnej społeczności.

Powróćmy jednak do Wrocławia. W zmieniającej się rzeczywistości takie kina jak „Lwów”, „Lalka”, „Polonia” – choć cieszyły się pewną popularnością – stały się po prostu nierentowne.

– Warunki nie są tam najlepsze, szczególnie zimą, kiedy sale są niedogrzane. Szacujemy, że doprowadzenie do stanu używalności tego kina i sprawienie, że miejsce będzie na siebie zarabiać, kosztowałoby tyle, ile inwestycja Dolnośląskie Centrum Filmowe – mówił o kinie „Lwów” Rafał Bubnicki, wicedyrektor Odra-Film, właściciela kina.

Z podobnymi problemami borykało się kino „Lalka”, które mieściło się w budynku dzierżawionym od Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa. „Lalkę” i „Lwów” zamknięto w 2011 roku.

 

Umarł król, niech żyje król

W tym samym 2011 roku otwarto Dolnośląskie Centrum Filmowe. O dawnych kinach Odry-Filmu – „Warszawie”, „Lalce”, „Lwowie” i „Polonii” – przypominają nazwy jego czterech sal. DCF łączy nowoczesną i modną formę multipleksu z atrakcyjnym dla widza „studyjnego” repertuarem. Sam pojawiałem się tam często i nie odniosłem nigdy wrażenia, by DCF narzekał na brak widowni. To samo można zresztą powiedzieć o Nowych Horyzontach – największym w Polsce multipleksie prezentującym kino artystyczne.

Mam więc nieodparte wrażenie, że cichy płacz za dawnymi kinami lub głośny protest w ich obronie nie wynika z potrzeby chwili. To raczej wyraz najgłębszej tęsknoty za iluzjonem, za odświętnością seansu, jego celebrowaniem – w starym stylu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*