Nowości

Czas szczerości

Wszystko wskazuje na to, że grudzień zostanie ogłoszony w naszym mieście „Miesiącem szczerości” i to szczerości kompletnej, takiej aż do bólu.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Wszystko wskazuje na to, że grudzień zostanie ogłoszony w naszym mieście „Miesiącem szczerości” i to szczerości kompletnej, takiej aż do bólu. Właściwie sygnał do jego obchodów dał chyba przez przypadek dawny wiceprezydent, a obecnie senator. Zapytany znienacka przez młodego bezczelnego dziennikarza, po co Wrocławiowi Narodowe Forum Muzyki odpowiedział bez namysłu i zupełnie na trzeźwo (cytuję w miarę dokładnie): „a po to, aby wrocławskie elity miały gdzie się spotykać”. 

Inaczej mówiąc, w tej gigantycznej budowli nie będzie ważna główna sala koncertowa, popisy specjalistów od instrumentów dętych, rżniętych i kopanych czy też trele pieśniarzy, ale kuluary dostępne tylko dla miastowych prominentów. Taka szczerość godna jest najwyższego uznania, choć koledzy partyjni senatora są innego zdania.

Dziennikarzowi zabrakło jednak na tyle tupetu, aby zapytać senatora wprost o listę miejscowej elity, kto ją układa i kto jej pilnuje, aby nie dostał się na nią jakiś parweniusz czy, nie daj boże, proletariusz. Może pacholę doszło do wniosku, że kiedy ta superbudowla zostanie oddana do użytku (a tak szybko to nie nastąpi, bo wykonawca uciekł), to skład osobowy elity zostanie mocno zmieniony. 

Na przykład ostatnio wiceprezydent został wyrzucony z posady przez prezydenta i jest w tej chwili człowiekiem całkowicie wolnym od jakiejkolwiek pracy. Co więcej, nawet jeżeli zrobi karierę w biznesie, to mogę się założyć, że na salony już nie będzie wpuszczany, a więc jest już poza elitą.

Podobny los spotkał jednego z dyrektorów MPK, który ku swemu zaskoczeniu dowiedział się, że odpowiada za to, by pasażerowie podróżowali sprawnymi autobusami. Szkoda, że mu to uświadomiono w tak bolesnej formie.

No a opozycja nagle nabrała wiatru w żagle i domaga się kontroli we wszystkich spółkach komunalnych pod hasłem „prawda czasu, prawda ekranu”. Na zachętę przypomina, że żadna duża wrocławska inwestycja albo nie została zakończona w terminie, albo jeszcze się ślimaczy, a jedno co je łączy, to fakt, że wszystkie są rozliczane nie przez księgowych, ale przez sądy powszechne. 

Trzeba przyznać, że magistrat zareagował na sugestie opozycji bez entuzjazmu, ale również bez zbędnej zwłoki. Najpierw zarządził kontrolę w spółce Hala Stulecia, a następnie w spółce Wrocław 2012. W tej pierwszej będą badane okoliczności organizowania imprez, które przyniosły „planowane straty”, w tej drugiej wszystkie działania od chwili poczęcia do dnia dzisiejszego. Jeżeli chodzi o tę ostatnią, to już pierwszy rzut oka w dokumenty upoważnił kontrolerów do stwierdzenia, że zatrudnieni w niej pracownicy nie posiadają kwalifikacji do zarządzania tego typu przedsięwzięciem i należy ich wymienić na innych. Jakie będą dalsze ustalenia rewidentów, mam nadzieję, że dowiemy się niebawem.

Znawcy polityki kadrowej magistratu twierdzą jednak na łamach środków masowego przekazu, że pracownicy zwolnieni ze spółki Wrocław 2012 nie pójdą do pośredniaka na bruk, tylko trafią do nowej spółki magistrackiej, która będzie nadzorować gospodarkę śmieciową w mieście. 

Ciekawe, że jeszcze nie wiadomo, jak będą opodatkowani mieszkańcy za wywóz śmieci, ale już magistraccy urzędnicy wyliczyli, że spółka musi zatrudniać co najmniej 60 (słownie: sześćdziesiąt) ludzi, bo inaczej nie poradzi sobie z tym zagadnieniem. 

Oczywiście opozycja, jak to opozycja, nie dość, że ma uwagi co do wysokości opłat za wywóz śmieci, to jeszcze całkowicie neguje potrzebę powoływania kolejnej magistrackiej spółki. Ciekawe, czy kiedy opozycja będzie u władzy, to nie będzie prowadzić polityki prorodzinnej oraz wyznawać zasady pełnego zatrudnienia swoich najbliższych „po mieczu, kądzieli i wartościach ideowych”? – pytają magistraccy urzędnicy. No cóż, poczekamy – zobaczymy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*