DIALEKTYKA

Byłem w Neapolu, kiedy funkcjonariusze IPN odbierali z rąk generałowej pudła z teczkami i ogłosili światu, że w tych pudłach są kwity na Bolka. Dowiedziałem się o tym z CNN. Przerzuciłem na inne stacje i okazało się, że i w CBS, i we włoskiej RAI, i w niemieckiej ARD, i w Russia Today tę sensację nadawano zaraz po informacji o zamachu bombowym w Turcji. To był przez dwa dni światowy news!

Na kogo jeszcze są w tych pudłach kwity, światowej opinii publicznej nie powiedziano, ale to, jak wiadomo, kwestia politycznych dyspozycji. Pokazywano natomiast uradowaną twarz polskiego prezydenta Dudy, ogłaszającego, że III RP jest komuszym bękartem, ministra Waszczykowskiego triumfalnie oznajmiającego, że Wałęsa był marionetką służb (czyli że komuchy same siebie obaliły), i cytowano panią premier, mówiącą, że prawda jest najważniejsza.

Zdumiewające! Bo jeszcze dzień przed moim wyjazdem do Włoch słyszałem, że największą troską rządzących Polską jest obrona godności i dobrego imienia Narodu oraz krzewienie bogobojnego, chrześcijańskiego patriotyzmu.

– Jeśli jednak uznamy oficjalnie, że Solidarność była agenturą SB, a w Magdalence i przy Okrągłym Stole siedzieli spiskowcy, to jest problem – zastanawiał się znajomy hydraulik wiozący mnie swoim wypasionym polonezem z lotniska do domu. – Bo wedle obowiązującej niezłomnego Prezydenta i cały PiS interpretacji historii, prawdziwym przewódcą i twórcą sierpniowych porozumień był zamordowany Lech Kaczyński. Obecny również w Magdalence, przy Okrągłym Stole, a później, wraz z bratem Jarosławem, organizujący zwycięską kampanię prezydencką Lecha Wałęsy. Jak to będzie wyjaśnione?

– Niech pan lepiej patrzy na światła, a nie rezonuje – żachnęła się z tylnego siedzenia pani magister. – Ta pańska skłonność do komplikowania prostych spraw jest doprawdy irytująca. A tu trzeba patrzeć na wszystko całościowo i dialektycznie. Co oznacza, że nie ma prawdy obiektywnej, a jest tylko prawda obiektywnie słuszna w określonym momencie historycznym. Zarówno na gruncie historycznym, jak kulturalnym, prawnym czy gospodarczym zresztą.

I żeby to twierdzenie uzasadnić, pani magister opowiedziała o nowej strategii rozwoju premiera Morawieckiego. Będziemy odbudowywać własny, polski przemysł, stawiać na innowacje, na kompetentne kadry, rozwój, nie damy się zamknąć w pułapce średniego rozwoju, a za 15 lat Polacy będą zarabiać tyle, ile Niemcy. Żeby to jednak uczynić, najpierw władza musi wyczyścić do spodu całą administrację rządową i wszystkie rady nadzorcze i zarządy spółek państwowych. Łącznie ze stadninami koni arabskich.

– Na tym polega dialektyka – emocjonowała się pani magister na tylnym siedzeniu – A wyjaśnił mi to sam Mateusz Morawiecki w tygodniku „Polityka”. Pokazał dialektyczne uwarunkowania, ograniczenia, ideowe pryncypia dobrej zmiany.

Faktycznie. Wicepremier zapytany o mianowanie wszędzie działaczy PiS, rezygnację z konkursów i wymagań kompetencyjnych, wyjaśnił, że te globalne czystki to tylko wymiana postkomunistycznych nominatów na patriotów. I dodał, że menagerowie i urzędnicy mają realizować politykę rządu i partii, więc słuszne jest mianowanie wiernych i dyspozycyjnych członków partii. O Trybunale Konstytucyjnym wicepremier powiedział, że słusznie go się likwiduje, bo zahamował lustrację, a jego skład osobowy jest z czasów PRL (dotyczy to, jak należy rozumieć, również kawalera papieskiego orderu i działacza opozycji prezesa Rzepińskiego).

Lenin mówił, że kadry są wszystkim i trzeba wymieniać burżujów na komunistów (nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera albo dyrektora). Jeszcze rok temu Mateusz Morawiecki, wówczas prezes wielkiego banku i ważny działacz gospodarczy, prędzej by sobie język odgryzł, niż przyznał w tej sprawie rację Leninowi i że trzeba wymieniać fachowców na patriotów. Ale ta dialektyka, ale ta ideowa konieczność, ale prezes…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*