Nowości

Do siego roku!

Okres bożonarodzeniowy to szczególny czas, w którym odżywają tradycje – także te językowe. Jasełka, kolędy, życzenia pełne są zwrotów mających swoje korzenie jeszcze w staropolszczyźnie, dziś już nieużywanych w języku powszednim, czasem nawet niezrozumiałych – po które sięgamy od święta i które w związku z tym sprawiać nam mogą nie lada kłopot, także ortograficzny.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Okres bożonarodzeniowy to szczególny czas, w którym odżywają tradycje – także te językowe. Jasełka, kolędy, życzenia pełne są zwrotów mających swoje korzenie jeszcze w staropolszczyźnie, dziś już nieużywanych w języku powszednim, czasem nawet niezrozumiałych – po które sięgamy od święta i które w związku z tym sprawiać nam mogą nie lada kłopot, także ortograficzny.

Typowym przykładem są staroświeckie, ale pojawiające się czasem na kartkach pocztowych czy witrynach sklepów życzenia „Do siego roku!”, pisane – bywa – łącznie, czyli błędnie. Błędu tego nie ustrzegł się nawet sam prezydent Komorowski, co zresztą szeroko i złośliwie później komentowano – na fasadzie Pałacu Prezydenckiego na Krakowskim Przedmieściu tuż przed ubiegłorocznym Sylwestrem pojawił się oto rozświetlony napis: Dosiego roku.

Skąd ta pomyłka?

Niezrozumiałe dziś słówko „si” (w rodzaju  żeńskim – „sia”, w nijakim – „sio”) pełniło w języku staropolskim  funkcję zaimka wskazującego, oznaczającego „ten”. „Do siego roku” znaczyło więc po prostu „do tego roku” i takie właśnie życzenia składano sobie niegdyś podczas wigilijnej kolacji – by w zdrowiu doczekać szczęśliwie początku nowego roku .

Dziś zwrot ten oznacza raczej życzenia pomyślności obejmujące cały przyszły rok, tak czy siak (kolejny związek frazeologiczny, w którym ostał się ów zakonserwowany staropolski  zaimek) należy go jednak pisać osobno!

Kłopotliwa bywa także „kolęda”. To pierwotnie oznaczające noworoczną wesołą pieśń (i noworoczny upominek) słowo wywodzi się z łacińskiego „calendae” – tłumaczonego jako „pierwszy dzień miesiąca” – ma więc etymologię wspólną ze słowem „kalendarz”. Dlaczego więc zapisujemy je odmiennie?

Nie zawsze tak było. Jeszcze sto pięćdziesiąt, dwieście lat temu używano z powodzeniem obu form: „kolęda” i „kolenda”. I tak na przykład w wydanym w 1855 roku przez warszawską drukarnię Jana Jaworskiego „Kalendarzu astronomiczno-gospodarskim na rok przestępny 1856” znajdujemy dedykowaną czytelnikom „Kolendę” autorstwa Władysława Syrokomli do muzyki Stanisława Moniuszki na sopran i alt z fortepianem:

My przed wami dziś stajem

Staroświeckim zwyczajem,

W Nowy Rok niesiem piosnkę w ofierze;

Gdy nadzieją duch rośnie,

Kolendujem radośnie,

Posłuchajcie nas szczerze!

Ponad miasty nad wioski

Niechaj czuwa duch Boski

Dary łask niech rozsypie w narodzie –

Czy biesiada, czy praca

Niech wam serca obraca

Ku miłości i zgodzie.

 

A Opatrzność co chwila

Niech was groszem zasila.

Szczęść wam Bóg! I panowie, i prości!

Mając grosza obficie,

Toć Kalendarz kupicie,

Liczyć dzionki radości.

 

 

Z czasem utrwaliła się jednak – i jest obecnie jedyną obowiązującą – pisownia przez „ę”. Samo znaczenie zmieniło też słowo.

Dzisiaj mało kto kojarzy kolędy z radosnymi przyśpiewkami czy też życzeniami na Nowy Rok („Kolęda Marcina – gęś i dzban wina”),  ale  przede wszystkim – z pieśniami bożonarodzeniowymi, które z kolei jeszcze do siedemnastego stulecia nazywano raczej kantykami.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 104)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*