Nowości

Giętkie języki

Na językach / autor:jk

„Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa” – tę frazę Słowackiego zna chyba każdy, nawet ten, który poety nigdy nie czytał. I choć Słowacki nie polityków przecież miał na myśli, dzisiaj to oni, niestety, nie poeci, trzymają rząd dusz i kształtują umysłowy klimat epoki. A języki mają nieszczęściem i giętsze, i prędsze od głowy.

Oto minister Waszczykowski w wywiadzie udzielonym „Bildowi” dowodzi, że „świat złożony z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą z wszelkimi przejawami religii, ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami”. Lider Nowoczesnej, Ryszard Petru, chwali się, że ukończył ośmioklasową podstawówkę, a potem czteroletnie gimnazjum i chyba właśnie ten rodzaj szczególnej edukacji pozwala mu twierdzić, że Piłsudski dokonał przewrotu majowego w 1935 roku, a obowiązująca w Polsce Konstytucja ma już 225 lat i „trzyma się świetnie, choć PiS uparł się, by przymusowo przeszła lifting”. Krystyna Pawłowicz ucisza posłankę opozycji słowami „teraz ja mówię, myszko agresorko” i radzi jej, by szła wylewać swoje frustracje lewackie gdzie indziej. Robert Winnicki z Kukiz 15 grzmi w sejmie: „odpowiedź, dlaczego nie chcemy przyjąć 7 tysięcy uchodźców, imigrantów, terrorystów, jest bardzo prosta; nie potrzeba 7 tysięcy, wystarczy 7, żeby zrobić zamach i to jest najlepsza odpowiedź: zero imigrantów, zero uchodźców, zero terrorystów Polsce”. Arcybiskup Hoser (nie jest politykiem, ale też czuje potrzebę wypowiadania się publicznie) przekonuje, że stres podczas gwałtu uniemożliwia zapłodnienie. Kamila Gasiuk-Pihowicz w ferworze publicznej debaty, na słowa polityka PiS „gdy skończy pani swoją inwokację, to chętnie się odniosę”, odpowiada wzburzona: „ale bardzo proszę kulturalnie, bez epitetów”. Minister Kownacki straszy Francuzów widelcem. Poseł Grupiński nazywa Kaczyńskiego „Kubą Rozpruwaczem polskiej demokracji”. Jarosław Kaczyński wspomina o fatalnym genie zdrady narodowej i określa protestujących przeciw poczynaniom władzy ludzi „najgorszym sortem Polaków”. Poseł Piotrowicz krzyczy z sejmowej mównicy „precz z komuną!”, a Ryszard Czarnecki ciągle walczy z wrogiem: „jesteśmy w sytuacji frontowej, a na froncie nie uruchamia się klubów dyskusyjnych i nie ma debat oksfordzkich”.

Absurd goni absurd, bzdura goni bzdurę, lapsus goni lapsus. Zachwycone tymi igrzyskami media łapią każdy bełkot i puszczają w eter, bo nic tak nie podkręca oglądalności, jak sensacyjki i swary. Faktycznie, nie czas na debaty oksfordzkie, bo kto by ich słuchał? Ma być prosto i łatwo, choć niekoniecznie przyjemnie. Gdy oglądalność rośnie – politycy rosną wraz z nią, w zdumiewającym przekonaniu, że wypowiedzieć mogą wszystko. Zawsze. I na każdy temat. A zdezorientowana publisia tkwi w tym odmęcie prawd, nieprawd, półprawd, fantazji i mitów, często nie umiejąc odróżnić, czym jest jedno, czym drugie.

Kto wie, może miał rację marszałek Kuchciński wyrzucając dziennikarzy z przestrzeni sejmowych? Po co burzyć złudzenia. Ukazywać, że król jest nagi. Odsłaniać świat tego dziwacznego umysłowego chaosu, gdzie inwektywa myli się z inwokacją, Imperium Rzymskie upada w szczycie swej potęgi, Konstytucja 3 maja obowiązuje do dzisiaj, uchodźców utożsamia się z terrorystami, Baltazara z Belzebubem, a rosyjska caryca Katarzyna II staje się najsłynniejszą bohaterką afery Amber Gold. 

Niegdyś radiowa Trójka honorowała autorów najbzdurniejszych wypowiedzi tytułem Srebrnych Ust. Nowa, odmieniona już Trójka zarzuciła tę tradycję. Może i słusznie. Pretendentów do tytułu jest zbyt wielu.

Można by, parafrazując barda, westchnąć tylko z cicha: masz takie polityczne elity, Polaku, na jakieś zasłużył. Ale czy faktycznie tak gorzka musi być ta puenta?

 

 

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 104)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*