Nowości

Komary w natarciu

Na zdjęciu dr Jarosław Pacoń, fot. Tomasz Lewandowski Na zdjęciu dr Jarosław Pacoń, fot. Tomasz Lewandowski

W tym roku wrocławianie zmagają się z plagą komarów. Na samych osiedlach nie jest najgorzej, jednak popołudniowe spacery do pobliskich parków nie należą do przyjemności, a o odpoczywaniu nad wodą na razie można zapomnieć. Skąd tyle komarów w mieście i jak sobie z nimi radzić?

Dr Jarosław Pacoń z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wyjaśnia, że dzięki bezśnieżnej zimie i suchej wiośnie sezon wylęgów komarów, który normalnie zacząłby się w marcu,  przesunął się na maj i czerwiec. Natura zaczęła nadrabiać opóźnienia i po majowych opadach w krótkim czasie pojawiły się komary wczesnowiosenne, majowe i letnie – stąd tyle tych owadów w mieście. Rozwój od jaj do dorosłego owada trwa od 2 do 6 tygodni, jest związany z wodą stojącą (rozlewiska, stawy, nawet oczka wodne) i uzależniony od temperatury otoczenia. Dlatego ciepłe i wilgotne lata to więcej komarów, chłodna i bezdeszczowa pogoda hamuje ich rozwój. W Polsce występuje ok. 50 gatunków i odmian komarów, z których najczęściej spotykane są komar widliszek (Anopheles), komar brzęczący (Culex) i komar leśny – doskwierz (Aëdes). Krwiopijne są tylko samice, samce odżywiają się sokami roślinnymi. Samice potrzebują krwi do wytworzenia jaj. Oprócz ludzkiej może to być krew ssaków, ptaków, a nawet gadów. W ciepłych porach roku komary żyją ok. 2-3 miesiące, ale zapłodnione samice mogą zimować np. w jaskiniach lub piwnicach i wtedy żyją do 8 miesięcy, a na wiosnę składają jaja. Komary zaczynają atakować przed zmierzchem, ich aktywność utrzymuje się do godziny 21-22, rano budzą się około godziny 5-6 i atakują przed południem. W wilgotne i pochmurne dni mogą być aktywne przez cały dzień. Nie znoszą silnego słońca i suchego powietrza.

Wyzwanie dla miasta

Od ponad 20 lat Wydział Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miejskiego Wrocławia oraz pracownicy naukowi Uniwersytetu Wrocławskiego realizują „Wrocławski program kontroli liczebności komarów”. Rozpoczynają monitorowanie populacji komarów w marcu, a kończą swoje działania w październiku. W tym roku jednak komarów jest tak dużo, że stosowane w poprzednich latach środki okazują się niewystarczające. W ostatnich tygodniach zostały wykonane zabiegi zarówno preparatem mikrobiologicznym, jak i chemicznym – wyjaśnia Grzegorz Rajter z Urzędu Miejskiego Wrocławia. – Aplikacja preparatów odbywa się wyłącznie na terenach zieleni wzdłuż dolin rzecznych, parków, skwerów. Jeśli tylko warunki pogodowe pozwolą, czyli nie będzie padać przez minimum 24 godziny, nie będzie wiać, a temperatura powietrza nie przekroczy 24 stopni Celsjusza – jesteśmy gotowi do przeprowadzenia kolejnych zabiegów z wykorzystaniem preparatów chemicznych. Decyzje o ich wykonaniu podejmowane są na bieżąco. Planowane są kolejne zabiegi odkomarzania: metodą naziemną, preparatem chemicznym w parkach: Złotnickim, Leśnickim, Stabłowickim, Skowronim, Andersa, Południowym, Sołtysowickim, Szczytnickim, Biskupim i Słowackiego oraz na terenach wzdłuż terenu Bystrzycy, zaś metodą agrolotniczą, preparatem chemicznym – wzdłuż terenów zieleni w dolinach rzek: Widawy, Odry, Ślęzy i Bystrzycy. W tym roku miasto na realizację powyższych zadań przygotowało 400 tys. zł.
 – dodaje.  
Wg dr Jarosława Paconia z Uniwersytetu Przyrodniczego opryski są najskuteczniejszą metodą na komary w mieście Na świecie, na terenach malarycznych, jest wykorzystywana  endotoksyna bakterii Bacillus thuringiensis israelensis, która niszczy tylko komary, a nie szkodzi innym owadom – wyjaśnia naukowiec.– W Polsce też się ją wykorzystuje, działa na larwy komarów rozwijające się w wodzie. Postacie dorosłe mogą być zwalczane chemicznie preparatami na bazie permetryny. Opryski miejskie z reguły robione są z samolotów, na mniejszych obszarach można stosować opryski chemiczne z bezpiecznymi dla ludzi i zwierząt substancjami. W parkach i sadach można wieszać domki dla nietoperzy, podobne do tych lęgowych dla ptaków. Jeden nietoperz może upolować od kilkuset do kilku tysięcy komarów w jedną noc. W naszym klimacie larwami komarów żywią się  słonecznice, wzdręgi i karasie – dodaje.Oprócz nietoperzy skuteczne w walce z komarami są również jerzyki. Jeden ptak w ciągu doby może zjeść nawet 20 000 tych owadów. Warto na terenach osiedli montować budki dla jerzyków, jednak ich przesiedlenie wymaga wiedzy i pomocy specjalistów.   

Sposób na komara

Mimo prowadzonych oprysków, populacja komarów w mieście nadal jest bardzo liczna i wszystko wskazuje na to, że tego lata musimy liczyć się z ich towarzystwem.  Choć w Polsce komary nie przenoszą malarii, jednak i tak powinniśmy chronić przed nimi siebie i zwierzęta domowe.  – Ukąszenia komarów są nie tylko nieprzyjemne, ale mogą też być źródłem zakażenia pasożytami – wyjaśnia dr Jarosław Pacoń. – Mogą roznosić np. nicienie skórne. To wspólny dla ludzi i psów pasożyt. Wywołuje bolesne zmiany skórne. Komar, kłując chore zwierzę, staje się żywicielem pośrednim larw nicieni i przekazuje pasożyta swoim kolejnym „ofiarom”. U psów, zwłaszcza na terenach w pobliżu zbiorników wodnych, gdzie komary bywają wyjątkowo dokuczliwe, liczba przypadków dolegliwości z powodu nicienia skórnego wzrasta, a dziesięć lat temu stwierdzono pierwsze przypadki u ludzi. To zresztą nie jedyny nicień przenoszony przez komary: notowane są już w Polsce przypadki nicienia sercowego. Ślina samicy komara wpuszczana w czasie ssania krwi zawiera szereg obcych białek mogących wywoływać stany zapalne i reakcje alergiczne, szczególnie gdy nie możemy się powstrzymać i drapiemy – dodaje.

Z domowych sposobów na komary używane są siatki w oknach, lampy komarobójcze oraz spraye osobiste zawierające substancję DEET (do 15% dla dzieci, do 30% na skórę i do 50% na odzież). Dr Jarosław Pacoń nie poleca fumigatorów odstraszających komary, montowanych w gniazdkach elektrycznych, bo uwalniają one substancje chemiczne, które wdychamy. Botanicy podpowiadają swoje metody na komary. – Są rośliny, które wytwarzają olejki, jakich komary zdecydowanie nie lubią – mówi prof. Ewa Fudali z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. – W nierównej walce z tymi krwiopijcami możemy wykorzystać np. pachnące gatunki, które można posadzić nawet w skrzynkach balkonowych czy doniczkach na parapecie, jak lawenda i melisa indyjska – dodaje.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*