Lisek

Na językach / autor:jk

Odezwała się do mnie nasza stała Czytelniczka, by, świeżo po powrocie znad Bałtyku, podzielić się taką oto refleksją: „codziennie przemierzałyśmy z wnuczką drogę przez lasek do plaży i z powrotem i, proszę mi wierzyć, nie spotkałyśmy tam, poza ptakami, które lepiej słychać niż widać, żadnego zwierzęcia. Żadnego – poza lisem, ale nie było to w lesie – lis siedział na chodniku w samym środku wielkiego osiedla, w którym mieszkałyśmy”. Wnuczka była wniebowzięta, Czytelniczka nieco zaskoczona i nieco zaniepokojona tą niespodziewaną obecnością, a że – jak to z przedszkolakami bywa – posypały się zaraz rymowanki, wierszyki i powiedzonka na temat lisków, pyta więc Czytelniczka, skąd ten lisek-chytrusek, szczwany lis i tym podobne, i skąd w ogóle ten lis pośród ludzi. Bo może był wściekły?

Z liskami mam podobne doświadczenia. Pierwszy, jakiego w życiu widziałam, pojawił się przy nasypie kolejowym obok Arkad i przebiegł sobie spokojnie wzdłuż  kawiarnianych stolików, by zniknąć gdzieś w krzakach na wysokości Capitolu. Był ciepły, letni wieczór, wokół pełno ludzi, głośna muzyka, a jednak lisek nie wydawał się ani przestraszony, ani zagubiony, przeciwnie, sprawiał wrażenie, jakby wracał do domu i wiedział, dokąd zmierza. Gdzie znalazł schronienie? I czemu nie w ustronniejszym miejscu, tylko w sercu miasta?

To akurat wydaje się proste. Zwierzęta zrobiły się równie wygodne jak ludzie i migrują w poszukiwaniu łatwego pożywienia. A gdzie znajdą łatwiejsze niż to śmietnikowe, pozyskiwane w pobliżu ludzkich siedzib? Stąd coraz powszechniejsze w mieście kuny, dziki, a nawet borsuki, które widziano ostatnio w okolicach Bielan.

O borsukach nie mamy zbyt wielu powiedzonek, poza snem (który jest równie mocny jak niedźwiedzi) i stanem samotności (zborsuczeć to, według Doroszewskiego, upodobnić się do borsuka, stać się nietowarzyskim i zdziwaczeć). Co innego lis – ten bohater wielu bajek. Powiedzenie „szczwany lis” to pokłosie staropolszczyzny. Lisa „szczwano”, czyli „szczuto”. To frazeologizm  (konkretnie imiesłów dziś już bardzo rzadko stosowanego czasownika) używany na okoliczność polowania – lis szczuty przez psy musiał wykazać się przebiegłością i ujść pościgowi. Tak często mu się to udawało, że powstało nowe, przenośne znaczenie słowa „szczwany”: sprytny, przebiegły, wytrawny.

A co z liskiem-chytruskiem? Dziś słowo „chytry” kojarzy nam się z dusigroszem, skąpcem. W sumie nie bez przyczyny, bo prasłowiańskie „chytati” opisuje postępowanie kogoś pomysłowego, szybko działającego i – przede wszystkim –  „łapiącego” coś dla siebie. Słowo to już w staropolszczyźnie nabrało pejoratywnego charakteru. Ale w przypadku liska nie chodzi oczywiście o dobra materialne, tylko o bystrość i rozumność. Lis jest zatem na tyle szybki i pomysłowy, by zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Istnieje również słowo „szelma”, dziś już nieczęsto używane (a szkoda, bo ładne, i niezawierające w sobie żadnej językowej agresji), na określenie spryciarza, hultaja i ladaco, o którym wspominamy z mieszaniną dezaprobaty, ale też niejakiego podziwu. Aleksander Brückner, nasz znakomity językoznawca, pisze, że było to u Słowian bardzo powszechne wyzwisko, a wzięło się z niemieckiego „schelm” – od dawnej nazwy bydlęcej zarazy. Co ciekawe, w Polsce nabrało ono szybko zabarwienia nieszczególnie negatywnego, bardziej  żartobliwego. Wszak o lisach też często mówimy – szelma.

Czy lisy sprawiają psikusy? –  nie wiem. Ale psikus to kolejne słowo, któremu warto się przyjrzeć. Psikus to tyle, co psie ugryzienie. Jeszcze w XVI wieku pisało się to i odmieniało rozdzielnie: psi kus, psiego kusa, psiemu kusowi itd. „Kus” to dawny „kęs”, czyli „ukąszenie”. Początkowo było to zatem podstępne ugryzienie, chapnięcie, by stać się – z czasem – działaniem wymierzonym przeciw komuś, a ostatecznie, w XIX wieku, w złagodzonej już formie, po prostu figlem, żartem.

Że psikusy w naturze się zdarzają, wiemy z ostatnich doniesień prasowych. Oto w Berlinie, nad jeziorem Teufelsee, dzik ukradł plażującemu tam nudyście plastikową torbę z laptopem.  Golas biegnący za zwierzęciem stał się natychmiast przebojem internetu. Z kolei niemieckie media poinformowały o lisie, który ukradł (również w Berlinie) ponad sto par pozostawionych przed drzwiami butów. Po co lisowi sto par butów, nie wiadomo. O wiele łatwiej zrozumieć dzika (to też doniesienie z nieodległej przeszłości), który w Legnicy na ul. Oświęcimskiej zjadł dzieciom pierogi. Policja szybko przybyła na miejsce i przegoniła napastnika. Po pierogach ślad nie został, ale i po dziku też nie.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*