Metoo

Rozpętana za sprawą amerykańskiej aktorki Alyssy Milano na Facebooku akcja „metoo” wstrząsnęła nie tylko Hollywood, ale można powiedzieć całym światem, chociaż światem bez Afryki, Azji, Ameryki  Południowej, Australii i Oceanii oraz, rzecz jasna, Antarktydy. Miliony kobiet opowiadają w Internecie, jak to były i są molestowane przez szefów, znajomych, nieznajomych, a też wujków, kumpli męża, kolegów z pracy, no, nie sposób wyliczyć!

Polki oczywiście też są w tej potępieńczej akcji obecne, i na swojskim koncie „jateż” masowo dzielą się swoimi doświadczeniami z samczą agresją, chamstwem, przemocą. Można powiedzieć – oto nowa odsłona, kolejny etap feministycznych zmagań – kobiety postanowiły skończyć z prawem facetów do ich poklepywania, obmacywania, komentowania wyglądu ich pośladów, biustów, czyli traktowania jak obiektów do seksualnego wykorzystania.

Życzę paniom sukcesów w tej walce. Naprawdę. Ale jestem pesymistą, a to z powodu obserwacji politycznej polskiej rzeczywistości. I nie jestem zresztą w tym osamotniony, bo w „Polityce” na przykład (nr 44) przeczytałem znakomity esej Martyny Bundy, w którym autorka – po bardzo błyskotliwym przedstawieniu historii feministycznych zmagań i stanu obecnego praw kobiet – stawia wyraźną tezę o wzmagającej się konserwatywnej kontrofensywie. Ale, jako prawdziwa feministka, postanawia być optymistką.

Ja natomiast, będąc feministycznie ambiwalentny, uważam, że nadziei nie ma. I już. Bo faktycznie: jest kontrofensywa, i to jaka! Zupełnie poważnie dyskutowany był kilka tygodni temu projekt ustawy, w myśl której ciężarne panie mają być zamykane w odosobnieniu, jeśli ich postępowanie narażałoby zdrowie, o życiu nie wspominając, poczętego obywatela RP. To znaczy, że ktoś (komisja parafialna, lotne zespoły kontrolne ministra Radziwiłła, specgrupy ministra Ziobry?) miałby oceniać, że ta czy tamta ciężarna pali, pije albo się, za przeproszeniem, łajdaczy i można ją zamknąć. I co? Nic! Żadnych protestów, krzyku kobiet pod niebiosa, awantury, jak stąd do Strasburga, chociaż przy takiej ustawie nakaz – który niebawem Sejm uchwali – rodzenia dzieci bez rąk, nóg a nawet mózgu to zupełny drobiazg.

Nasz Sejm od ponad 20 lat – za krótką przerwą, kiedy rządziła w nim zastraszona niby-lewica –  zdominowany jest przez osobniki obojga, niestety, płci zakotwiczone mentalnie gdzieś w końcu XIX wieku. Akceptowane są prawa wyborcze i zdolności kredytowe kobiet i tyle. Zachodni konserwatyści to, według polskich kryteriów, postępowa lewica! Przypomnijmy, że nasz rząd – a był to rząd Platformy! – przez trzy lata nie chciał ratyfikować konwencji tzw. antyprzemocowej! Bo – jak podpowiadał rządowi Episkopat a także prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Zoll – nasze prawo przecież nie pozwala bić kobiet, a ta konwencja to zamach na polską rodzinę i cywilizację. Co prawda, w walce o głosy Platforma podpisała tę konwencję, ale rząd PiS obiecał jego wycofanie. Dlaczego obietnicy nie spełnił, tego nie wiem, bo mógł. Może dlatego, że zlikwidował dofinansowywanie wszystkich fundacji i organizacji pomagającym maltretowanym kobietom i rodzinom i uznał, że to wystarczy.

Feministki czerpią optymizm z incydentalnych wydarzeń, jakim był na przykład sławny Marsz Parasolek. A przecież to tylko kilkaset tysięcy kobiet w całym kraju. Całym! W którym kobiet w wieku reprodukcyjnym i starszych żyje jakieś 15 milionów. I większość tych dorosłych pań albo nie idzie na wybory, albo stawia wyborczą kreskę na listach partii, które jawnie głoszą, że kobiety są przede wszystkim brzuchami do rodzenia dzieci, że mają słuchać męża, prać, gotować i Bogu dziękować, że im tak dobrze. A jeśli znajdą jeszcze czas i siły, aby wspomóc domowy budżet zawodową pracą – to niech pracują i odprężają się po pracy przy weekendowym myciu okien.

I kiedy widzę w telewizji – niekoniecznie narodowej – młodą dziewuchę, która mówi, że polityka jej nie interesuje, to wiem, że gdy będą w Internecie wpisy pokazujące, jak sobie baby same zgotowały swój los, ta dziewczyna napisze: „Metoo”. Ale to będzie, że nie „jateż” byłam ofiarą, ale „jateż” ofiarą być chciałam…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*