Miasto możliwości

 

Szacuje się, że we Wrocławiu mieszka już około 80 tysięcy Ukraińców i stanowią oni ponad 12 procent jego mieszkańców. Piszę „szacuje się”, bo  trudno jest ustalić dokładną liczbę – ludzie cały czas się przemieszczają. Wybierają Wrocław wcale nie z sentymentu, ale przede wszystkim dlatego, że ma on opinię najbardziej przychylnego migrantom miasta w całej Polsce.

 

– We Wrocławiu czułem się jak w domu i wcale nie dlatego, że obecnie mieszka tu dużo Ukraińców i język ojczysty słyszałem wszędzie, ale dlatego, że to miasto mnie przyjęło – mówi Andrii Kozynskyi, który mieszkał we Wrocławiu 6 lat, a obecnie żyje we Francji. – Według mnie Wrocław jest idealnym miastem pod względem wielkości oraz możliwości. Przyjechałem tu na studia, ponieważ na Ukrainie pomimo dobrych wyników nie przyjęli mnie na uczelnię. We Wrocławiu nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem pracy. Bardzo komfortowo mi się mieszkało i byłem świadkiem szybkich zmian i rozwoju. A jeśli chodzi o życie kulturalne, to nie wiem, czy jest inne miasto na świecie, w którym tyle się dzieje. Mam tu teraz sporo przyjaciół, a wyjechałem ze względu na swoją naturę, a nie dlatego, że coś mi się nie podobało. Na pewno jeszcze tu wrócę.

Polscy pracodawcy ubiegają się licznie o pracowników z Ukrainy, bo brakuje rąk do pracy.

W Powiatowym Urzędzie Pracy we Wrocławiu w 2017 roku zarejestrowano aż 117 tysięcy oświadczeń od pracodawców, którzy chcą zatrudnić cudzoziemców i 95 proc. stanowią właśnie Ukraińcy.  Do tej pory imigranci musieli najpierw otrzymać pozwolenie na pracę, czyli dostać zaproszenie od polskiego pracodawcy lub z uczelni, które często organizują specjalne programy dla cudzoziemców. Od 1 stycznia 2018 roku obowiązują jednak nowe zasady zatrudniania cudzoziemców w ramach tak zwanej procedury uproszczonej, która pozwala wykonywać pracę w Polsce bez konieczności wcześniejszego uzyskania zezwolenia.

Niektóre zawody, na przykład specjaliści IT, są szczególnie poszukiwane, więc firmy rekrutujące same wyszukują takich pracowników i sprowadzają ich do Polski, zapewniając przy tym pomoc dla całej rodziny.

To jednak margines – na ogół ludzie sami zgłaszają się do agencji pracy, a to nie zawsze daje gwarancje, że praca będzie na nich czekać. Ba, niejednokrotnie zdarza się, że przyjeżdżając do Polski są pozostawieni sami sobie.

– Mąż dostał ofertę pracy z agencji i przyjechaliśmy do Wrocławia najpierw tylko we dwoje, zostawiając na Ukrainie dzieci. Nie znaliśmy jeszcze języka, a na miejscu okazało się, że oferta pracy jest fałszywa. Byliśmy przerażeni, pamiętam jak siedliśmy na ławce w parku obok Wzgórza Partyzantów, a potem poszliśmy do kościoła. Tam uzyskaliśmy pomoc. Jedna wrocławianka wręcz przyjęła nas do swojego domu na jakiś czas za darmo. Pomagałam jej w ogródku. Mąż znalazł pracę w tydzień, bo jest mechanikiem samochodowym z 15-letnim doświadczeniem – opowiada Lena Horbunova.

 

– Twarz dzisiejszej emigracji to głównie ludzie ze wschodniej oraz centralnej Ukrainy

– mówi Artem Zozulia, prezes Fundacji „Ukraina” we Wrocławiu. – Większość ludzi nie przyjeżdża tu wcale z sentymentu, bo to głównie zachodnia Ukraina była związana z Wrocławiem,  ale dlatego, że na przykład ich dziecko wcześniej studiowało w Polsce i rodzice dowiedzieli się dzięki niemu o różnych możliwościach – dodaje.

Główne przyczyny migracji Ukraińców to przede wszystkim kryzys gospodarczy (Ukraina jest dziś, obok Mołdawii, najbiedniejszym krajem europejskim). Ludzie nie mogą znaleźć pracy lub praca jest tak słabo opłacana, że trudno utrzymać się z przeciętnej pensji. Szanse na osobisty rozwój są niewielkie,  niełatwo też dostać się na studia. Problemem jest również ogromna szara strefa i korupcja, a sytuację pogarsza jeszcze wojna na wschodzie, której reperkusje odczuwane będą przez wiele lat.

– Większość osób szuka przede wszystkim lepszych warunków finansowych, bo mając dwie prace na Ukrainie nie zarabia się tyle, co w jednej pracy w Polsce – mówi Kozynskyi.

Ukraińcy podkreślają, że dla nich Polska to kraj, który nie tylko się rozwija, ale  daje też możliwość indywidulanego rozwoju. Co więcej,  w Polsce kwestie prawne i podatkowe są bardziej przejrzyste, jest też wiele instytucji, które pomagają chociażby w założeniu własnego biznesu.

– Byłam zdziwiona, że tutaj można tak normalnie pójść do pracodawcy i wręczyć swoje CV, na Ukrainie taka osoba z ulicy nie budzi na ogół zaufania – mówi Horbunova.

Choć wielu przyjezdnych ma wyższe wykształcenie, często zaczyna jednak od najprostszych prac, chociażby od sprzątania. Tak jak Lena Horbunowa, która z wykształcenia jest przedszkolanką, ma także wykształcenie muzyczne,  ale wierzy, że kiedyś będzie mogła znaleźć pracę w swoim zawodzie.

Urząd Miasta Wrocławia prowadzi rozmaite działania, mające pomóc nowym przybyszom w aklimatyzacji, organizuje spotkania adaptacyjne i kursy językowe. W  lipcu 2017 roku, na wniosek wrocławskich aktywistów, powołano pełnomocnika ds. ukraińskich, którym została wiceprezydent miasta Anna Sarycz. W mieście działa też prężnie wspomniana już Fundacja „Ukraina”, założona przez honorowego konsula Ukrainy we Wrocławiu, Grzegorza Dzika.

– Misją naszej fundacji jest przede wszystkim stworzenie przestrzeni wielokulturowej oraz pomaganie w adaptacji ludziom, którzy przybywają z Ukrainy, aby mogli jak najszybciej realizować swój potencjał i przydawać się miastu – mówi Zozulia. – Przy organizacji, w Centrum Ukraińskiej Kultury i Rozwoju, na ulicy Ruskiej, działa Punkt Informacyjny, który udziela konsultacji prawnych i edukacyjnych.  Organizujemy też wydarzenia kulturalne i integracyjne. Zgłasza się do nas również wielu Polaków, którzy interesują się między innymi nauką języka ukraińskiego – dodaje.

 

Nie wszystko jest jednak takie różowe,

bo aby ustabilizować swoje życie w Polsce, trzeba najpierw uzyskać pozwolenie na pobyt stały lub co jakiś czas przedłużać pozwolenie na pobyt czasowy. Zezwolenia we Wrocławiu wydaje Urząd Wojewódzki, jednak w ubiegłym roku strona internetowa, za pośrednictwem której można było składać wnioski, została przez urząd zablokowana, a Ukraińcy, żeby umówić się na wizytę z Kierownikiem Oddziału Legalizacji i Pobytu Pracy, mogą dzwonić do urzędu tylko raz w tygodniu, na telefon, który działa jedynie półtorej godziny.

– Nasz niepełnosprawny syn nie ma żadnej ulgi, bo MOPS przede wszystkim pyta o stały meldunek, a żeby go uzyskać, potrzebujemy najpierw karty stałego pobytu. To jest dla nas najtrudniejsze  – mówi Horbunova.

Decyzje zapadają bardzo długo, a ubiegający się o karty Ukraińcy często nawet nie wiedzą, na jakim etapie są ich sprawy. Urząd zaś na razie nie widzi potrzeby, aby coś w tych działaniach zmodyfikować.

 

Ukraińcy podkreślają, że lokalni mieszkańcy pomagają im na każdym kroku.

– Cały czas słyszę różne historie z osiedli mieszkalnych, jak to sąsiedzi pomogli rodzinie ukraińskiej, na przykład znaleźć przedszkole dla dziecka – mówi Zozulia.

– Nie spodziewaliśmy się tak wielkiej pomocy, a otrzymujemy ją od początku naszego przyjazdu. Jeden pan oddał nam całą zastawę, inna pani telewizor. Nasz młodszy syn ma autyzm i dwa miesiące zajęło nam znalezienie dla niego szkoły, ale urzędnicy i nauczyciele nam pomagali. A kiedy dziękowałam, pani z Wydziału Edukacji powiedziała, że trzyma za nas kciuki – mówi Horbunova.  – Jestem też zdzwiona, że przez półtora roku w gimnazjum nie zapłaciłam ani złotówki, mój syn dostał za darmo podręczniki i ma szansę poprawiać złe stopnie. Na Ukrainie nauczyciele krzyczą na dzieci i nie dają szansy na poprawki. Dodatkowo trzeba płacić za wszelkiego rodzaju wnioski i remonty – dodaje.

Puentując ten tekst, sięgnę po przykład Irlandii, która w ostatnich latach z życzliwością przyjęła wielu emigrantów, w tym tych przybywających licznie z Polski.

– Kiedyś wszystko w naszym kraju było w jednym odcieniu, teraz jest wielokulturowo, a zaśniedziała trochę wyspa zaczęła tętnić nowym życiem. Na co dzień spotykają się różne kultury, robimy zakupy w międzynarodowych sklepach, widać więcej energii, a ludzie zmieniają się na lepsze. Mieszkałam przez lata w Londynie, a teraz z radością wróciłam do mojego kraju, który dzięki emigrantom naprawdę niesamowicie się zmienił – mówi Liza Bolton.

Podobnie dzieje się dziś we Wrocławiu, a losy Ukraińców pokazują, że jest w nas wrażliwość na drugiego człowieka i chęć wspólnego działania. To dobra prognoza na przyszłość.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*