Nowości

Most między Wrocławiem a Helem?

Z punktu widzenia geografii trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek mogło łączyć nasze miasto z Helem. Okazuje się jednak, że odległość nie jest przeszkodą, by tak być mogło, szczególnie jeśli do tego połączenia dochodzi na płaszczyźnie teatralnej.

Z punktu widzenia geografii trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek mogło łączyć nasze miasto z Helem. Okazuje się jednak, że odległość nie jest przeszkodą, by tak być mogło, szczególnie jeśli do tego połączenia dochodzi na płaszczyźnie teatralnej. Tym razem za sprawą osoby Wiesława Gerasa, wrocławianom znanego z organizacji Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora,  a mieszkańcom i gościom Helu – z Festiwalu jednego aktora,  który od tego roku został mu przekazany.

 

 Forum monodramu w Helu jest inicjatywą Olgierda Łukaszewicza, istniejącą z powodzeniem od 2007. Znany aktor wymyślił, że do tego malowniczego, małego miasteczka sprowadzi teatr choć na cztery tygodnie w czasie wakacji. Na miejsce swoich działań wybrał Remizę Ochotniczej Straży Pożarnej, która w tym roku po raz szósty przeobraziła się w „Teatr w remizie”. 

Na scenie tego nietypowego teatru przed miejscowymi i wczasowiczami prezentowali się zapraszani przez Łukaszewicza trzej-czterej aktorzy w sezonie, dysponujący dwoma wieczorami – niedzielnym i wtorkowym. Wśród zaproszonych znaleźli się albo jego przyjaciele z macierzystego teatru, albo ci, których spotkał w Helu lub okolicach przypadkiem. 

Jak dotąd w Helu wystąpiło ponad 20 aktorów dobrze znanych wrocławskim miłośnikom teatru jednoosobowego: Irena Jun, Jarosław Gajewski, Wiesław Komasa, Bogusław Kierc, Janusz Stolarski, Olgierd Łukaszewicz…. W pierwszym roku, otwierając sezon, zaprezentował się sam pomysłodawca w przygotowanym przez siebie monodramie pt. „A kaz ta POLSKA, a kaz ta?” na podstawie tekstów Stanisława Wyspiańskiego. Wrocławska publiczność jeszcze nie zna tego spektaklu, ale są plany, by go pokazać na przyszłorocznych Spotkaniach z teatrem jednoosobowym.

 Łukaszewiczowe Spotkania muszą być wyjątkowo ważne dla regionu, skoro są tak hołubione przez tamtejsze władze, które nie szczędzą nań środków. 

– Mają taką oprawę i reklamę, jakiej nie widziałem na żadnym festiwalu w kraju, a i za granicą” – przyznaje zaskoczony Geras. 

Organizatorzy podobną estymą otaczają i aktora, i widza. Pierwszego zapraszają na 4-5 dniowy „urlop nad morzem”, w czasie którego ma dwa występy, drugiemu stwarzają możliwość uczestniczenia w spektaklach bezpłatnie. Towarzyszący spektaklom ceremoniał wyzwala swoistą magię wokół przedsięwzięcia Łukaszewicza, dlatego zawsze są nadkomplety. 

 Nowy organizator zachował kanwę Łukaszewiczowego pomysłu, ale zaproponował własne rozwiązania. Geras przyjął zasadę, że będzie pokazywał tylko sprawdzone spektakle, takie, które wcześniej oklaskiwała dość wybredna publiczność Wrocławia i Torunia. Postawił na różnorodność tematyczną, odmienne doświadczenia monodramistów wynikające z racji wieku, a także koloryt wypływający z innej narodowości i kultury. 

Motywem przewodnim tegorocznej edycji uczynił połączenie pierwiastków wrocławskich z helskimi, dowodząc tym samym, że więcej nas łączy, niż dzieli. Jako ukłon w stronę regionu pokazał aktorów pochodzących z okolic – Krzysztofa Gordona z Sopotu oraz Krzysztofa Grabowskiego z Gdańska (ówczesnego studenta wrocławskiej PWST), a także amatorkę, laureatkę słupskiego konkursu monodramowego – Jagodę Rall. Z grona wrocławskich aktorów wybrał lalkarkę – Anię Skubik – niezwykle ciekawą osobowość teatralną. Novum tak dla realizatorów, jak i publiczności okazał się gość z Estonii – Viatcheslaw Rybnikov – wielokrotnie prezentujący swoją twórczość podczas wrocławskich Spotkań TJA. 

– Trochę bałem się spektaklu Rybnikova, bo grał po rosyjsku, ale niepotrzebnie, ponieważ nie ma bariery językowej, jeśli aktor mówi przekonująco. Zrobił na widzach wielkie wrażenie – wyznaje po fakcie zadowolony Wiesław Geras. 

Nowy szef wprowadził nowe obyczaje. Co ciekawe, gawędy o festiwalach mono i spektaklu, który będzie prezentowany, czy zbieranie autografów do broszur poświęconych kolejnym artystom szybko stały się obowiązującą normą.

 O swoim pierwszym roku w nowej funkcji, choć nieobcym działaniu, Wiesław Geras mówi: – To niepowtarzalna, znakomita przygoda. 

Tak bardzo go zafrapowała, że program artystyczny na następny rok ma już gotowy, a i pomysł uruchomienia przy Wiejskiej 82, gdzie mieszkają znajomi dziennikarze, Salonu dyskusyjnego, też jest na ukończeniu. 

 Jedyne, co w tej sytuacji można, to trzymać kciuki za pomyślną przyszłość Festiwalu i głównego organizatora:  Urząd Miasta oraz patrona, burmistrza Mirosława Wądołowskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*