O co chodzi?

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Dziwna rzecz z tym Trybunałem. Dla jednej części Polaków to ostatnia już reduta państwa prawa i jego obrona jest obroną demokracji; dla innej części Polaków to Trybunał „ubecki”, „zdradziecki”, polityczna przybudówka Platformy i komuny, przeto wymiana jego składu jest patriotycznym obowiązkiem.

W związku z tym 12 grudnia przez centrum Warszawy przeszła wielotysięczna demonstracja w obronie Trybunału, a mniejsze demonstracje odbyły się też w kilku miastach Polski. Natomiast dnia następnego jeszcze głośniejszy pochód Polaków wspierał działania Jarosława Kaczyńskiego, żądał wręcz likwidacji tej sędziowskiej przeszkody na drodze zapowiadanych reform.

I tu rodzą się, Drogi Czytelniku, pytania, na które trudno znaleźć rozsądną odpowiedź. Trudno, jeśli – jak to od zawsze stara się czynić „Gazeta Południowa” – nie chce się wpisać do któregoś z partyjnych obozów. Jeśli się nie chce kierować emocjami, a chce się coś zrozumieć.

Bo oto „ubeckim” i „zdradzieckim” nazywa się skład sędziowski, który przez ostatnie 20 lat wspierał ze wszystkich sił na przykład kościół katolicki w jego żądaniach. Przykłady? Oto najbardziej znane: uznanie, że religia w szkołach nie jest sprzeczna z konstytucyjną zasadą świeckości szkoły i prawem do nieujawniania przez obywateli swoich przekonań religijnych (a trzeba je ujawnić wpisując, bądź nie, dziecko na religię); uznanie, że za bezprawne decyzje Komisji Majątkowej odpowiada materialnie nie Kościół, który te majątki przejął, ale Skarb Państwa, czyli podatnicy; uznanie za konstytucyjną klauzulę sumienia, czyli prawa lekarza do odmowy wykonania procedur medycznych, jeśli lekarz uzna je za niezgodne z jego sumieniem (chodziło przede wszystkim o badania prenatalne, ale zgodnie z tą wykładnią, lekarz, który uważa, jak głoszą niektórzy księża, że cierpienie uszlachetnia, może zaniechać radykalnej antybólowej terapii terminalnego pacjenta).

Nawiasem mówiąc, pisaliśmy w „GP” o wyroku Trybunału uznającego, że prawo do koszernego uboju, a więc do mordowania w rzeźniach zwierząt bez ich ogłuszania, narażania ich na niewymowne cierpienia, jest zgodne z Konstytucją, albowiem nakazy religijne są ważniejsze od wszystkich innych (i na dodatek Trybunał uznał, że taki koszerny ubój na eksport, a nie tylko na własne potrzeby wiernych, też jest w porządku).

Zważywszy to orzecznictwo, nie sposób nie zapytać: dlaczego Jarosław Kaczyński jest przeciw temu Trybunałowi, a jego wierne media nazywają sędziów „ubekami” i „zdrajcami”? Dlaczego Prezes – ogłaszający, że prawdziwy Polak to tylko katolik – chce usunąć z prezesury Trybunału prof. Rzepińskiego, który w lutym otrzymał z rąk kardynała Nycza najwyższe papieskie odznaczenie, Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice, i który, odbierając ten krzyż, mówił „Jestem szczęśliwy, bo jestem Polakiem, chrześcijaninem i katolikiem. To Kościołowi zawdzięczamy w dużej mierze to, że po latach zaborów i totalitaryzmów możemy mówić i myśleć po polsku”.

Dlaczego milczy – tak przecież aktywna zazwyczaj – hierarchia kościelna, kiedy się atakuje jej najwierniejszego z wiernych rzecznika? Czemu biskupi opuścili profesora Rzepińskiego?

I ostatnie pytanie: dlaczego środowiska liberalne, wolnomyślicielskie, genderowe, lewicowe tak bardzo angażują się w obronę Trybunału, którego niektóre orzeczenia wzbudzały w tych środowiskach tak wielkie sprzeciwy i protesty? Czy dlatego, że niektóre wyroki może i były kontrowersyjne, ale jednak podejmowane samodzielnie, niezależnie i niezawiśle?

Inaczej mówiąc, a właściwie inaczej pytając: o co naprawdę toczy się teraz ta wojna?

Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*