ODWAŻNI

Zawsze nadchodzi czas, kiedy po rewolucji władzę tracą byli bojownicy, a zyskują ją ci, którzy – kiedy było naprawdę niebezpiecznie – chowali się po kątach, milczeli. I kiedy jest już bezpiecznie – nadrabiają zaległości. W takich to czasach zawsze też – jak wiadomo –  odwaga tanieje a rozum drożeje.

W II Rzeczpospolitej wraz z upływem lat przybywało legionistów; po II wojnie – z biegiem lat puchły szeregi ZBOWiD (organizacji kombatanckiej zrzeszającej żołnierzy i członków ruchu oporu), a po zwycięstwie wyborczym „Solidarności” pojawiły się liczne rzesze walczących z komuną (prokurator Piotrowicz czy artysta Pietrzak to tylko najśmieszniejsze przykłady). Jakże dzielnie, jakże pryncypialnie i jakże bezkompromisowo dzisiejsi posłowie walczą z komuną i z „esbecją”. Aż miło posłuchać, jacy są odważni.

Ale są wystąpienia, które tą szczególną odwagą naprawdę imponują. Jak wywiad wicepremiera Glińskiego, w którym oznajmił, że to Lech Kaczyński jest postacią ważną dla „S” i dla polskiej polityki ostatnich czterech dekad, a Lech Wałęsa to tylko element kultury popularnej o zasięgu globalnym, taka polska Myszka Miki. Imponująca intelektem myśl – że połączone izby Kongresu USA zgotowały stojącą owację Micky’emu Mause, że popularna maskotka otrzymała Nagrodę Nobla, o tym, że Myszka była prezydentem Polski już nie wspominając, bez wątpienia zasługuje na wieczną pamięć.

Fakt, że profesor Gliński wykazał się odwagą już wcześniej, bo dzielnie walczył z komuną: pisząc rozprawy o społeczeństwie obywatelskim będąc na profesorskim etacie w PAN. A w grudniu 1981 został nawet zatrzymany za udział w akcji protestacyjnej i ukarany grzywną. Nic więc dziwnego, że nie zabrakło teraz odwagi w obronie posady wicepremiera; bo już nie wystarczy walczyć z lewactwem, unicestwiać genderowe teatry i sławić, jako jedynych patriotów, żołnierzy wyklętych. To już potrafi każdy i dopiero śmiałym twierdzeniem, że brat Lech wszystkim kierował, a drugi Lech był tylko pacynką, Myszką Miki – można zaimponować prezesowi.

Można w naszej najnowszej historii znaleźć równie odważne wystąpienia. Premiera Cimoszewicza na przykład, który oznajmił powodzianom, że „trzeba się było ubezpieczyć”. Różnica oczywiście jest zasadnicza: Cimoszewicz powiedział prawdę i przegrał przez to wybory, natomiast Gliński powiedział, co powiedział, dzięki czemu wygra w wyścigu do ucha prezesa. Odwaga bowiem, jak uczy mędrzec, różne ma oblicza i różne są intencje (i konsekwencje) jej prezentacji.

Odważne było niegdysiejsze wystąpienie Urbana (rzecznika rządu Jaruzelskiego), który oznajmił – w obliczu nałożonych przez Reagana na Polskę sankcji gospodarczych – że sankcje są nieskuteczne, bo „rząd zawsze się wyżywi”. I chociaż twierdzenie jest absolutnie prawdziwe, to do historii przeszło jako przykład ostatecznego cynizmu. Ale też odwagi. A nie widzę dzisiaj rządowego polityka, który równie szczerze i odważnie powiedziałby publicznie, że izolacja Polski i wyprowadzenie nas z Unii Europejskiej – a taki jest nieskrywany specjalnie cel obecnej polityki – akurat ministrom i posłom nie zaszkodzi, nadal będą mieli pracę, apanaże, limuzyny, swoje kliniki i co tam jeszcze?

Był kiedyś wicepremier nazwiskiem Goryszewski, który oznajmił, że nieważnie jest, czy Polska będzie biedna, czy bogata, byle była katolicka. To też było odważne wystąpienie, ale zakończyło karierę tego polityka. Bo były to czasy, kiedy jeszcze rozum był nie do końca sponiewierany. Dzisiaj czasy są inne, dzisiaj po tych słowach zostałby premierem. W końcu taką myśl wyjawił sam prezes na Krakowskim Przedmieściu: że będziemy wolni, choćbyśmy mieli zostać samotni w Europie. To też odważna koncepcja…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*