Nowości

Ona

Na językach / autor:jk

Jest, obok miłości, jednym z najczęstszych przedstawień w kulturze. Brzydka i budząca odrazę lub piękna, pociągająca. W kapturze. Z kosą. W tańcu. Czasem na wozie zaprzężonym w czarne woły. W rozmowie mistrza Polikarpa, na obrazach Breugla i Holbeina, w „Siódmej pieczęci” Bergmana. Ona. Śmierć.

         Pisanie o niej w biały dzień zakrawa na nieprzyzwoitość. Bo w końcu, co to za temat na felieton, nawet językowy? Ale pretekstu dostarczył jeden z naszych Czytelników, pytając o pochodzenie słowa „nieboszczyk” oraz – czy prawdą jest, że „oznacza ono kogoś, kto dotknął (a właściwie uszczknął) nieba”?

         Nie. Nieboszczyk z niebem nie ma – poza podobieństwem fonetycznym – niczego wspólnego. Co prawda, Krystyna Długosz-Kurczabowa w swoim „Wielkim słowniku etymologiczno-historycznym” notuje takie wtórne skojarzenie – w opozycji do XVI-wiecznego „piekłowszczyk”, oznaczającego człowieka potępionego – ale to tylko ciekawostka historyczna. Właściwym źródłosłowem jest tu staropolskie „niebożec”(zmarły), który wywodzi się od dawniejszego jeszcze *nebogъ (pozbawiony wszystkiego), a ono  z kolei – wprost od prasłowiańskiego *bogъ (bóg), oznaczającego pierwotnie „dostatek, szczęście i dobrobyt”.  To na tej właśnie podstawie ukształtowały się rozmaite późniejsze formacje: bogaty, ubogi, niebogaty, ale także zboże, nieborak (niebożak), no i nieboszczyk właśnie.

         Ciekawa jest również rodzina wyrazów zbudowana wokół czasownika „mrzeć” (zemrzeć, wymrzeć, umrzeć, śmierć itp.), mająca korzenie aż w jęz. praindoeuropejskim: *mrt-, *mor-, *mer. Spekulacje budzi zwłaszcza sama „śmierć”(ś-mrt”), a konkretniej przedrostek *sъ nieznany w prajęzyku. Można czasami natknąć się na hipotezę, że oznaczał on „coś dobrego właściwego, odpowiedniego” (byłaby więc śmierć odpowiednikiem zejścia naturalnego w przeciwieństwie do na przykład mordu). Nie ma jednak żadnych przekonujących dowodów na potwierdzenie tych spekulacji.

Istnieje oczywiście jeszcze słowo „trup”(od pie. *treup – kłoda, pień) i trudno w tym zestawieniu je pominąć, ale jest ono używane niechętnie i tylko w odniesieniu do zmarłego bezimiennego lub takiego, z którym nie łączy nas  emocjonalna więź. Może jest zbyt namacalne, zbyt mocno kojarzy się z atrybutami śmierci, z ciałem, rozkładem i wszystkim tym, o czym staramy się zapomnieć?

Bo przecież język chroni nas, a może raczej my sami, za pośrednictwem języka, staramy się chronić przed tym, co tak przerażające w swej ostateczności. Używamy więc niedopowiedzeń, omówień, metafor. Mówimy: „odszedł”, „zasnął snem wiecznym”, „znalazł odpoczynek”, „stanął do ostatniego apelu”, „pożegnał się ze światem”, „powiększył grono aniołków”. Pobrzmiewa w tych staraniach nie tylko lęk przed złamaniem tabu, ale też coś z epikurejskiego „póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas”.

Jakże pięknie wyraziła to Szymborska w wierszu „O śmierci bez przesady”: „Kto twierdzi, że jest wszechmocna / sam jest żywym dowodem, / że wszechmocna nie jest”.

Nawet jeśli jest to dowód bardzo tymczasowy.

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 104)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*