Pantha rei

Na językach / autor:jk

 

 

„Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, mawiają często ludzie, chcąc podkreślić, że nie zamierzają już wracać do tego, co było. Lub ci, którzy marzą o tym, by spalić za sobą wszystkie mosty i rozpocząć życie od nowa, z dala od nielubianej przeszłości.

Zabawne, że na określenie ucieczki od powtarzalnej, jak sądzimy, sytuacji, wybrano sobie akurat myśl człowieka, który widział życie jako ideę wiecznego ruchu. Ciągłej metamorfozy, transformacji i odmiany.

Nie ma chyba drugiej tak często powtarzanej starożytnej sentencji i jednocześnie drugiej — tak niewłaściwie rozumianej. A wręcz — rozumianej całkowicie opacznie.

Być może dlatego, że cytujemy ją wyjątkowo niedokładnie.

U Heraklita z Efezu (tak, to on był autorem koncepcji wiecznej zmiany jako zasady rządzącej światem) nie ma wcale niechęci ani lęku przed powrotem do tego, co było. Jest raczej przeświadczenie, że tego, co było, nie da się ani odtworzyć, ani tym bardziej przeżyć po raz drugi, bo to „coś” już uległo przemianie. Nie będzie zatem — bo nie może być — tym, czym jawiło się niegdyś. Będzie zupełnie nowe, będzie inne.

„Pantha rei”, twierdził Heraklit, „wszystko płynie”, bo taka jest natura wszechrzeczy.  Tę migotliwość i zmienność (ludzi, świata, materii) najłatwiej przedstawić za pomocą metafory — stąd obraz rzeki, dynamicznej, niestałej, będącej w ciągłym ruchu.

„N i e   s p o s ó b  wejść dwa razy do tej samej rzeki — tłumaczył filozof —  bo już napłynęły do niej inne wody”. Innymi słowy: rzeczywistość zmienia się w czasie nieustannie, a my zmieniamy się wraz z nią. Każdy moment, zdarzenie, kontakt oraz kontekst są więc jedyne w swoim rodzaju i nigdy się nie powtórzą. Tę myśl genialnie uchwyciła w jednym z najbardziej znanych swoich wierszy — „Nic dwa razy się nie zdarza” —Wisława Szymborska.

Czemu więc fascynującą wersję Heraklitowego „nigdy tak samo” uprościliśmy do banalnego przecież „nigdy więcej”? 

Bo bezpieczniej jest wierzyć, że tylko my się zmieniamy, a to, co wokół, już niekoniecznie… Zmienność, ulotność i wielowymiarowość (ludzi, materii, zdarzeń) zbyt nas przerażają, by stawić im czoła. Definiowanie każdego na nowo — jaki to wysiłek! O ileż wygodniej rozbroić świat słowem, nadać mu etykietę i zamknąć w szufladzie. Opisany i skatalogowany raz na zawsze, unieruchomiony niczym motyl pod szkłem, nie sprawi nam więcej żadnej niespodzianki.

To dlatego tak przywiązujemy się do własnych osądów — tylko one dają nam złudzenie trwałości.

Dwa i pół tysiąca lat temu dostrzegł to Heraklit: „Niewielu ludzi zastanawia się nad rzeczami, które dzieją się wokół nich, a jeśli się o nich uczą, dalej ich nie rozumieją, dając wiarę swoim własnym mniemaniom”.

A co, jeśli rzeczywistość zacznie nagle wymykać się tym mniemaniom? Tym gorzej dla rzeczywistości, oczywiście.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 95)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*