Nowości

Pociąg do skarbu

 

Skarby, które na Dolnym Śląsku mieli pozostawić naziści, od lat budzą wielkie emocje pasjonatów historii i mniejszego lub większego kalibru poszukiwaczy skarbów, przygód i tajemnic. Tym razem gorączka złota przyciągnęła tłumy do Wałbrzycha, a jej powodem jest legendarny „złoty pociąg”, który ma być ukryty gdzieś między 61. a 65. kilometrem trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych.

Media lotem błyskawicy zelektryzowała wieść, którą przekazała lokalna, wałbrzyska telewizja w połowie sierpnia. Oto dwaj mężczyźni – Polak oraz Niemiec – za pośrednictwem kancelarii prawniczej prowadzonej przez byłego senatora skierowali do wałbrzyskiego starostwa powiatowego pismo, w którym zawiadomili o znalezieniu długiego na 150 metrów pociągu pancernego z okresu II wojny światowej, który mogły wypełniać „przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe czy szlachetne kruszce”. Za swoje znalezisko mężczyźni chcieli 10 proc. znaleźnego – odsetka wartości tego, co w owym pociągu miałoby się znajdować.

Urzędnicy starostwa podkreślali, że sprawa jest poważna i nie jest to żadne „pitu-pitu” w sezonie ogórkowym.

Dzień-dwa później o pociągu tym słyszała już cała Polska i wtedy też przylgnęło do niego określenie „złoty” – tak zatem „złoty pociąg” stał się czołowym tematem ogólnopolskich mediów, a szybko także tych światowych. Wyobraźnia zbiorowa działała bardzo mocno i prześcigano się w domysłach, co też w tym składzie może się znajdować – słynne „złoto Wrocławia”, zrabowane dzieła sztuki, precjoza i biżuteria czy może tajna dokumentacja projektowa nieznanej nam dotąd „wunderwaffe”? Bursztynowa Komnata? Filozoficzny kamień?

Równie mocno spekulowano, gdzie też pociąg może się znajdować – powtarzały się przypuszczenia, że w ukrytym pod ziemią tunelu, między 61. a 65. kilometrem trasy kolejowej łączącej Wrocław z Wałbrzychem, a zatem między stacjami Świebodzice a Wałbrzych Szczawienko.

Co ciekawe, już kilkanaście lat temu pewien emerytowany górnik z Wałbrzycha, Tadeusz Słowikowski, miał wskazać dokładnie miejsce ukrycia „złotego składu” – konkretnie chodzi o nasyp przy 65 kilometrze wspomnianej trasy. Słowikowski przez długie lata badał  tajemnice nazistowskiego pociągu, podobno tuż po wojnie dostał wskazówki od niejakiego Schultza, zawiadowcy stacji Wałbrzych-Szczawienko. Wiedzą Słowikowskiego, a była to wiedza całkiem spora, interesować się miała bezpieka. Ostatecznie, dopiero w 2003 roku miał sposobność zbadać miejsce rzekomego ukrycia pociągu, ale, jak twierdzi, został stamtąd przepędzony przez podejrzanych osiłków. Teraz syn pana Tadeusza ma za złe znalazcom, że wykorzystali wszystko to, co było dziełem życia ojca.

26 sierpnia na specjalnej konferencji prasowej wiceprezydent Wałbrzycha potwierdził, że ratusz przyjął zgłoszenie o znalezisku, co było jednoznaczne z tym, że znajduje się ono na terenie podlegającym jurysdykcji urzędu miasta. Dwa dni później generalny konserwator zabytków, Piotr Żuchowski, na konferencji w Warszawie dodał, że „pociąg istnieje na 99 procent”, czego potwierdzeniem miało być widziane przez niego zdjęcie georadarowe. Zdjęcia jednak żadnego (ani innego dowodu na potwierdzenie swych słów) nie pokazał.

I wtedy się zaczęło! Do końca sierpnia, a konkretnie do 28 sierpnia, o sprawie „złotego pociągu” sporo się mówiło, jednak w głównej mierze tylko mówiło.

Po tym dniu słowo zamieniło się w czyn i w pogoni za złotem do Wałbrzycha ruszyli poszukiwacze skarbów, a zaraz za nimi reporterzy.

W pogoń za konserwatorem ruszyli natomiast prawnicy – zajmujący się zabytkami prawnik Piotr Lewandowski, prezes zarządu Fundacji Thesaurus, złożył zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa:

– Naszym zdaniem doszło tu do przekroczenia uprawnień, wymuszenia działań innych służb i organów publicznych w celu usunięcia nieistniejącego zagrożenia – tłumaczył Lewandowski. I dodawał, że zamieszanie wokół pociągu, do którego przyczyniła się też nieprofesjonalna, niczym nieumotywowana wypowiedź generalnego konserwatora, może sprawić, iż zaczniemy być odbierani na świecie niepoważnie. A to cios wizerunkowy.

Prawnicy zainteresowali się również tymi, którzy rozpowszechniali skany i treść zawiadomienia, jakie wpłynęło do starostwa powiatowego w Wałbrzychu – twierdząc, że powinni ponieść z tego tytułu konsekwencje. Najpierw podejrzenia padły na lokalne medium, potem mówiono co nieco o zbytnim gadulstwie w samym starostwie. Pełnomocnik znalazców twierdził zaś niedawno, że w tej sprawie trafiło już zawiadomienie do prokuratury.

Co więcej, również sami znalazcy – Andreas Richter i Piotr Koper – szybko znaleźli się na cenzurowanym. Początkowo nie ujawniali oni swojej tożsamości, kontaktując się z przedstawicielami władz i mediami za pośrednictwem pełnomocnika. „Wyjścia z cienia” dokonali na antenie telewizji na początku września. Wiadomo, że byli członkami Stowarzyszenia Dolnośląska Grupa Badawcza, a Piotr Koper był nawet jego wicedyrektorem. Obaj są przedsiębiorcami zajmującymi się badaniami gruntowymi i w ramach działalności dysponują poważnym sprzętem do podziemnych poszukiwań. Przyznają, że po ujawnieniu się, otrzymują telefony z pogróżkami. Podobnie zresztą jak wspomniany Tadeusz Słowikowski.

5 września wyrzucono Kopera i Richtera ze Stowarzyszenia Dolnośląska Grupa Badawcza na mocy „uchwały Zarządu Stowarzyszenia”, co może oznaczać, że DGB nie wiedziało o działaniach związanych ze „złotym pociągiem”, które dwóch członków grupy prowadziło. Kwestia znaleźnego, którego zażądali, była równie szeroko komentowana i nie każdy z komentujących był zdania, że coś się panom znalazcom należy.

Przy okazji wyszło, że już kilka miesięcy temu parę osób wiedziało o rzekomym znalezisku. Sam generalny konserwator zabytków przyznał, iż kilka tygodni wcześniej rozmawiał o tym w swoim gabinecie ze znajomym. Okazało się również, że rok temu ktoś przedłożył zdjęcia georadarowe pokazujące rzekomy pociąg w Muzeum Wojska Polskiego.  

W tej sensacyjnej sprawie trudno jednak o konkrety: ktoś, coś, gdzieś –rzekomo, ponoć, być może… Nic więc dziwnego, że sceptyków przybywa.

Wojewoda dolnośląski, Tomasz Smolarz mówił mediom wprost:

– Walor poznawczy zgłoszenia nie jest wyższy od tych, które pojawiały się w ostatnich latach i dziesięcioleciach. Nie ma tam nic nowego.

Niezależnie od  samego pociągu – poszukiwacze, którzy na wieść o nim przybyli do Wałbrzycha, stali się dla miasta prawdziwą żyłą złota.

Zjechali tysiącami, by eksplorować teren, licząc, że jeśli nawet nie dokopią się do skarbu, to może chociaż znajdą coś pośledniejszego… Wielu z nich to zupełni amatorzy i początkujący poszukiwacze, choć zdarzają się także bardziej doświadczeni i lepiej wyposażeni.

Rozpoczęła się zatem prawdziwa gorączka złota, Klondike nad Pełcznicą.

Za poszukiwaczami ściągnęli dziennikarze – z najodleglejszych krajów, od Chin po USA. No i mnóstwo turystów, którzy dopytują się nieustannie o „złoto Wrocławia” i precjoza, które mogą znajdować się w pancernym pociągu.

Ten zalew przyjezdnych starano się tamować – w tym celu zebrał się nawet specjalnie powołany sztab kryzysowy. Wprowadzono patrole straży ochrony kolei, straży leśnej oraz policji, wydano zakazy wstępu w pobliże torów oraz do lasu przy słynnym już 65. kilometrze.

Mimo tych zakazów Wałbrzych przeżywa swoje złote dni. Jak by nie patrzeć, jest to dlań ogromna szansa, by zrzucić z pleców brzemię „miasta biedaszybów”, a przyjąć złotą koronę „miasta skarbów”.

I, trzeba przyznać, w Wałbrzychu dobrze to rozumieją, kując żelazo, a właściwie złoto, póki gorące – na pniu sprzedają się teraz koszulki ze złotym pociągiem, a w planach już są kubki, czekoladki, magnesy na lodówkę, latarki itp.

Ba! Planowane są nawet wycieczki „śladami złotego pociągu”, a także dodatkowe ekspozycje i atrakcje w tamtejszych muzeach i centrach kultury. Wałbrzyska Stara Kopalnia wyszła przed szereg i wystąpiła do Ministerstwa Kultury, by po wydobyciu pociąg trafił na stałą wystawę do tutejszego Muzeum Przemysłu.

W dodatku karuzela medialna ciągle się kręci, a środki masowego przekazu na całym świecie huczą o pociągu, i – przy okazji – o Wałbrzychu.

Na taką kampanię, szacują władze Wałbrzycha, miasto musiałoby wydać co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*