Nowości

Polityka i historia

Po zdobyciu miasta Beziers, zapytano opata Citeaux – współdowodzącego krucjatą (armia była francuska) – jak odróżnić katolików od heretyków. Duchowny miał wtedy odpowiedzieć:Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Polityka i historia
Działo się to w roku 1209, w czasie krucjaty przeciw katarom. Po zdobyciu miasta Beziers, zapytano opata Citeaux – współdowodzącego krucjatą (armia była francuska) – jak odróżnić katolików od heretyków. Duchowny miał wtedy odpowiedzieć: „Tuez-les tous. Dieu reconnaitra les siens”. Czyli:
 

Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich.

To jeden z najsłynniejszych cytatów w historii. A wymordowano wtedy ponoć 20 tysięcy ludzi.
Pytanie na rok 2008: Czy można potępić pobożnego opata sławnego klasztoru i wierne mu pobożne hufce z taką gorliwością mordujące bliźnich w imię Chrystusa?

Otóż – nie można!

Nie można dokonywać ocen (wartościowania) zdarzeń i ludzi przeszłości bez uwzględnienia kontekstu społecznego – a więc systemu poglądów, wartości, kanonów prawa, obyczajów. A elementarna wiedza o tamtych czasach (a już na pewno wiedza historyka) ukazuje nam ówczesnych ludzi bezwzględnie i autentycznie wierzących w realnie istniejące diabły, w czarownice, w bezpośrednie ingerencje Boga w życie codzienne i – przede wszystkim – w nicość życia ziemskiego. W porównaniu z przeciętnymi ludźmi średniowiecza, gorliwi wyznawcy naszego ojca Rydzyka są zdeklarowanymi heretykami, apostatami, odszczepieńcami i przestępcami (bo prawa boskie były prawami państwowymi)!

Nie można Inkwizycji, która spaliła na stosie Giordana Bruno, zamknęła Galileusza, zakazała czytać dzieł Kopernika i która zamęczyła w lochach i na stosach setki tysięcy ludzi, oceniać wedle dzisiejszych pojęć o prawdzie, sprawiedliwości. Nie można miejskiej gawiedzi sprzed czterystu lat, która z rozkoszą obserwowała, jak kat kołem łamie zbrodniarza albo wyrywa język bluźniercy – uznać za zdeprawowaną czy sadystyczną. Nie można – takie wtedy były prawa, obyczaje i taka była normalność.
 

Dla profesjonalnego badacza badanie kontekstu społeczno-obyczajowego i

unikanie moralnych ocen


historycznych postaci jest oczywiste. Ale takie kryteria profesjonalizmu, takie zasady, taki warsztat historyka to – umówmy się – kwestia może trzech pokoleń historyków, i to tych najwybitniejszych. To naukowe obyczaje stosunkowo świeże i, co nieustannie obserwujemy, nadal rzadkie w środowisku zawodowych historyków.

Pokusa, aby pisać pod polityczne zamówienie (dawniej się mówiło: na zamówienie mecenasa) jest cały czas bardzo silna. Panowie Cenckiewicz, Gontarczyk, Żaryn czy Dudek z IPN to osobniki absolutnie typowe, normalne. IPN po prostu zajął miejsce Instytutu Historii KC PZPR, dyspozycyjni, gorliwi i pozbawieni skrupułów historycy IPN zastąpili takich samych historyków partyjnych. Cele i metody działania są identyczne. Bo historycy zawsze byli potrzebni politykom i ideologom, aby uzasadnić ich prawo do moralnej nieomylności.
 

W gruncie rzeczy historia badań i pisania historii jest

historią manipulacji.


W ogóle nie wiadomo czy istnieje w historii kategoria Prawdy. Czy postać św. Wojciecha byłaby najświętszą i największą polską ikoną, gdyby nie ambicje polityczne Bolesława? Nic podobnego. Co więcej, gdyby to Prusowie opisali ówczesne zdarzenia, jakże inny byłby to portret Adalberta Sławnikowica: kłótliwego czeskiego fanatyka, który przyszedł i wyciął a potem zbezcześcił ich święty gaj. I zginął tak, jak zginąłby każdy Prus, który demonstracyjnie sikałby w pałacowej kaplicy Chrobrego.

Albo inna ikona polskiej historii – św. Stanisław. Prawdę o nim i o wydarzeniach przekazuje nam Gall Anonim czy Kadłubek? Pierwszy mając jeszcze bezpośrednie relacje pisał, że nie wie kto miał rację – biskup zdrajca czy książę Bolesław. A drugi, prawie sto lat później i w zupełnie innej politycznej rzeczywistości, już ma pewność: zbrodniarzem był król. Zaś u Długosza król osobiście rąbał biskupa, którego członki się cudownie zrastały…
 

I tak to się przez stulecia toczy:

dialog między prawdą materialną a prawdą moralną,

między uczciwością badacza a potrzebą politycznych dysponentów, którzy badaczom płacili. Niezależność sądów zazwyczaj była ekstrawagancją. W minionych wiekach taka niezależność mogła nawet prowadzić do lochu lub na stos, więc chętnych było niewielu. Dzisiaj takiego ryzyka już nie ma, ale za to jakie są pokusy! Pieniądze, kariera, sława…

W II Rzeczpospolitej tabuny historyków podnosiły zasługi Marszałka i wkład Legionów w odzyskanie niepodległości. Ale całe rzesze równie uczonych ich kolegów podkreślały, że to jednak Dmowski opatrznościowym był mężem. W PRL ani Marszałek, ani Dmowski nie byli bohaterami, ale Róża Luksemburg, Waryński i ruch robotniczy pod światłym kierownictwem PPR i WKP(b). Dzisiaj zupełnie nie wiadomo kto najbardziej wywalczył niepodległość, bo zajmuje nas Powstanie Warszawskie, Katyń i Okrągły Stół.

Generał Anders Powstanie nazwał zbrodnią, Kaczyńscy nazwali zwycięstwem i zbudowali Powstaniu pomnik. Katyń jest dla jednych potworną zbrodnią Stalina (który wymordował ponad 10 milionów ludzi, różnych narodowości, ale jednak głównie Rosjan), dla drugich – rosyjską zbrodnią ludobójstwa na narodzie polskim. Okrągły Stół przedstawić można jako wielki sukces Polaków, którzy się wreszcie porozumieli; a można jako spisek esbeków z ich agentami czyli wielką zdradę.

Nie są więc ani niczym nowym ani dziwnym rozgrzewające dzisiaj emocje działania pracowników IPN czy innych historyków służących Macierewiczowi, Olszewskiemu czy braciom Kaczyńskim. Gorliwa służba idei lustracji jest wszak tym samym co gorliwa służba Inkwizycji, Sanacji, Endecji, Kominternowi czy WRON. Mogli niegdyś historycy uzasadniać nazwanie Pisudskiego agentem, mogli Dmowskiego mianować renegatem – mogą i dzisiaj nazwać Wałęsę zdrajcą. Wystarczy pominąć w rozważaniach i ocenach ów historyczny kontekst – ówczesne realia, mentalność, trudność wyborów. I pominąć pewne niewygodne fakty, czyli pisać prawdę, ale niecałą…
Nic nowego.

Chociaż zawsze pozostaje otwarte pytanie: czy historycy polityczni, dyspozycyjni, dokonując fałszerstw i uproszczeń czynią tak świadomie, czy też rzeczywiście wierzą, w to co piszą. Nie wiadomo zresztą, co gorsze: cynizm czy fanatyzm.
 

WAŻNE! POWYŻSZE UWAGI NIE DOTYCZĄ TYCH LICZNYCH, NA SZCZĘŚCIE, HISTORYKÓW, KTÓRZY NIE SPRZEDAJA SWOICH UMIEJETNOCI NA JARMARKU POLITYKI. BYLI TACY PRZED WOJNA, BYLI PO WOJNIE I SĄ DZISIAJ.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*