Nowości

Polski Bond 2009

Może jest ważne, co kto wziął i co dostał, kto i z kim i gdzie rozmawiał, kto i co komu obiecywał. Dla naszej klasy politycznej i równie zdegenerowanego świata mediów są to na pewno sprawy najważniejsze, fundamentalne i jedyne: podsłuchy, filmiki, insynuacje i cywilne mordy. To ich świat. Ale dla bytu społecznego, dla trwania państwa, dla etyki nie to jest ważne – ale metoda!

Miliony Polaków codziennie, a przynajmniej raz w tygodniu, wygłaszają błagalne „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego” . I nie bez powodu: jądrem całej teologii i filozofii chrześcijańskiej jest pojęcie grzechu i skruchy. Skrucha jest absolutnie koniecznym (bardziej, niż pokuta) warunkiem wybaczenia, bo jest wyznaniem swojej słabości. To jest ta prawda, którą głosił Zbawiciel, o tym piszą wszyscy Ewangeliści, tym zajmowali się Ojcowie Kościoła  – człowiek słabym jest i może ulec pokusom, walczyć więc trzeba z Szatanem – odwiecznym przecież bytem, wszechmocnym kusicielem, sprawcą wszystkich naszych nieszczęść, od Adama biorącego jabłko począwszy.

Oto jądro rozważań etycznych: wolność człowieka i jego odpowiedzialność za czyny. Od kiedy Nowy Testament zerwał z biblijnym rozumieniem winy i kary (odwetu), świat się zmienił i we wszystkich systemach wartości – religijnych i naukowych – pojęcie występku (grzechu) jest rozważane i oceniane w związku z motywami i okolicznościami, a więc kondycją człowieka.

I oto państwo w całej swej potędze staje się Kusicielem. Państwowa instytucja w sposób podstępny, wyrafinowany i bezwzględny doprowadza człowieka do grzechu: wykorzystuje jego słabość. Szkoda, że zajęci obroną godności jaja i zygoty kościelni hierarchowie nie mają czasu i głowy na zajęcie się tymi makabrycznymi praktykami. Kościół źdźbło widzi – jakąś nieszczęsną Alicję Tysiąc, którą niszczy całą swoją potęgą – a nie widzi belki większej od licheńskiej wieży świątynnej: Szatana w czystej postaci na państwowym etacie.

 Że Kościół tej degeneracji wartości nie widzi, jest równie straszne, jak działalność pana Kamińskiego i jego superagenta Tomasza.
Może jest ważne, co kto wziął i co dostał, kto i z kim i gdzie rozmawiał, kto i co komu obiecywał. Dla naszej klasy politycznej i równie zdegenerowanego świata mediów są to na pewno sprawy najważniejsze, fundamentalne i jedyne: podsłuchy, filmiki, insynuacje i cywilne mordy. To ich świat. Ale dla bytu społecznego, dla trwania państwa, dla etyki nie to jest ważne – ale metoda!

Agent Tomasz nie wnikał w przebraniu, z fałszywymi dokumentami, z przydanymi mu przez państwo apartamentami, limuzynami, walizkami pieniędzy w środowiska bandytów, w gniazda terrorystów. Nie! Cała ta potężna struktura ministra Kamińskiego polowała na chirurga, który bierze koperty. Potem  – chcąc utopić Leppera – uczyniła przestępców z dwóch jakichś gości. Polując na Tuska, agent Tomasz przez ponad rok uwodził i doprowadził do przestępstwa nieszczęsną Beatę S., następnie uwiódł Weronikę M.-P., a potem – polując na Jolantę Kwaśniewską –  skusił do ominięcia podatkowej powinności jakiegoś pośrednika od nieruchomości. 

Nie byłoby tych przestępstw, gdyby nie działalność CBA. I dlatego Kamiński musi odejść, a nie dlatego, że kłamie premierowi. I to Kościół pierwszy powinien tego żądać.

PS. Agent Tomasz mieni się polskim Bondem. Bond ryzykował życiem; agent Tomasz ryzykował w swoich misjach najwyżej przedwczesną ejakulacją. Bond uwodzi panienki, aby z nimi iść do łóżka, a nie żeby je wsadzić do więzienia. Taka to różnica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*