Nowości

Prawo po wrocławsku

Dwa wyroki, które ostatnio wydały wrocławskie sądy zasługują na szczególną uwagę nie tylko prawników, ale również potencjalnych podsądnych.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Dwa wyroki, które ostatnio wydały wrocławskie sądy zasługują na szczególną uwagę nie tylko prawników, ale również potencjalnych podsądnych. Pierwszy z nich to sprawa motorniczego MPK, który przy pomocy internetu nawiązał kontakt ze szwedzkim internautą, po to, aby dać upust swoim uprzedzeniom rasowym wobec Romów. Przy czym posługiwał się takim językiem, że sędziowie nie chcieli go nawet cytować, gdyż “było to tak wulgarne, że przytaczanie tego na sali sądowej godziłoby w powagę sądu”. Motorniczy pouczony przez jakiegoś domowego kauzyperdę twierdził, że przestępstwem jest u nas tylko lżenie publiczne Romów, a on to robił w domowym zaciszu i przy pomocy swego komputera. Sąd stanął na stanowisku, iż jeżeli treść rozmowy została zamieszczona na YouTube, gdzie poznali ją nawet internauci z USA, to tym samym stała się ona publiczna. Dlatego też kara pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata jest adekwatna do popełnionego przestępstwa. Skazany twierdzi, że wyrok jest niesprawiedliwy i krzywdzący. Oczywiście, przecież do tej pory i on, i jemu podobni internauci mogli bezkarnie obrzygiwać w Internecie, kogo chcieli i jak chcieli. Ten wyrok sprawia, że przestali się czuć ponad prawem. I tak trzymać, i nie popuszczać.

Drugi wyrok ma również charakter precedensowy. Otóż wrocławski sąd nakazał szpitalowi wypłacenie odszkodowania za śmierć pacjentki, choć wcześniej nie orzeczono winy żadnego lekarza. A doszło do tego tak. Dziesięć lat temu pacjentka zmarła w czasie porodu. Prokuratura prowadziła śledztwo w ślimaczym tempie, więc rodzina zwróciła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Ten trzy lata temu orzekł, że naruszony został drugi artykuł Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli prawo do wyjaśnienia przyczyn śmierci.

Na takie dictum Trybunału prokuratura ustaliła niemal natychmiast, czyli mniej więcej po roku, że pacjentka zmarła, gdyż widocznie taka była wola nieba, bo nie stwierdzono winy żadnego lekarza, i umorzyła postępowanie. Innego zdania był rzecznik odpowiedzialności zawodowej, który ustalił, że anestezjolog popełniła kilka uchybień i złożył wniosek o ukaranie lekarki. Sprawa się przedawniła, więc pani doktor może nadal usypiać pacjentów według swojej wiedzy i talentu, a czy się jeszcze obudzą, to na dwoje babka wróżyła. Natomiast wezwani przed oblicze Temidy biegli z najwyższej półki medycznej zgodnie stwierdzili, że nie są w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci kobiety.

W tej sytuacji sąd okręgowy uznał odpowiedzialność kliniki położniczej, bo przecież poza sporem było, że na salę porodową przyjęto kobietę zdrową, a wyniesiono stamtąd tylko żywego noworodka.Wyrok ten powinien być wskazówką dla pacjentów i innych sądów, jak walczyć ze sługami tzw. służby zdrowia i organami ścigania, które robią wszystko, aby śledztwa prowadzić aż do przedawnienia się przestępstw.

A propos służb, które mają dbać o nasz zdrowie, to wrocławski NFZ popisał się taką interpretacją prawa, że nie wiadomo, czy się jeszcze śmiać, czy już zacząć płakać. Otóż stwierdził, że termin ukończenia szkoły średniej przypada na dzień przed egzaminami maturalnymi, a nie w momencie otrzymania świadectwa maturalnego. Dlaczego NFZ wkracza w uprawnienia resortu oświaty? Z oszczędności. No bo jeżeli maturzysta dostanie się na studia, to przez połowę wakacji wrocławski NFZ nie będzie płacił za niego ubezpieczenia zdrowotnego, a tym samym ewentualne zabiegi medyczne.

Ministerstwo Zdrowia przesłało do wszystkich oddziałów NFZ interpretację ustawy zdrowotnej, w którym stwierdza, że 30 czerwca jest dniem formalnego ukończenia szkoły średniej, a więc przyszli studenci są ubezpieczeni przez całe wakacje. Wszystkie oddziały stosują się do tych wytycznych, ale nie wrocławski. Jego urzędnicy proponują studentom, aby rejestrowali się jako bezrobotni, albo ubezpieczali się prywatnie. Zwykła samowola, czy już samodzierżawie, które z racjonalnym gospodarowaniem publicznymi pieniędzmi na ochronę zdrowia niewiele ma wspólnego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*