Nowości

Przyjaciel sądu

Czy w ogóle może istnieć przyjaciel sądu? Owszem. Wymyślili go już starożytni Rzymianie i nazwali amicus curiae. Co ciekawe, instytucja ta na stałe zadomowiła się w anglosaskiej praktyce prawnej, ale u nas jakoś do dzisiaj przebić się nie może. Czyżby nasze sądy w ogóle nie potrzebowały przyjaciół?

Czy w ogóle może istnieć przyjaciel sądu? Owszem. Wymyślili go już starożytni Rzymianie i nazwali amicus curiae. Co ciekawe, instytucja ta na stałe zadomowiła się w anglosaskiej praktyce prawnej, ale u nas jakoś do dzisiaj przebić się nie może. Czyżby nasze sądy w ogóle nie potrzebowały przyjaciół?

Instytucja przyjaciela sądu znana była w prawie rzymskim niemal od zawsze. Od IX wieku istnieje w prawie brytyjskim, skąd rozpowszechniła się na inne kraje. Tam „przyjacielem sądu” jest osoba lub organizacja, nie będącą stroną w postępowaniu sądowym, która dobrowolnie i z własnej inicjatywy oferuje sądowi opinię prawną lub fachową dotyczącą przedmiotu postępowania. Opinia przekazywana jest w postaci pisma i ma wesprzeć sąd w rozstrzygnięciu rozpatrywanej przezeń sprawy.

Oczywiście sąd może, ale nie musi przyjmować takiej opinii, a nawet kiedy ją przyjmie, nie jest zobowiązany do jej uwzględnienia. Na gruncie amerykańskim, w trakcie głośnych i kontrowersyjnych spraw, zawsze pojawia się wielu „przyjaciół sądu”. W naszym kraju obserwujemy wręcz odwrotną praktykę i formalnie rzecz biorąc wszystko jest w porządku. Polskim system prawny takiej instytucji nie przewiduje, więc sędziowie odrzucają wszelkie opinie prawne formułowane przez bezstronnych amicis curiae w imię fałszywie pojętej niezawisłości.

Ten stan rzeczy
próbował zmienić Trybunał Konstytucyjny. W 2006 roku wydał wyrok, który uzasadnił między innymi tak: „Prezentacja poglądu przez organizację sprzyja upowszechnianiu wartości konstytucyjnych i kształtowaniu postaw właściwych dla społeczeństwa obywatelskiego. Organizacje społeczne (…) mogą sformułować opinie pozwalającą na bardziej wszechstronną ocenę zagadnienia i zwiększają społeczną akceptację (…) oraz społeczną kontrolę władzy”. I dalej: „Trybunał uznał, że opinia amicis curiae stanowi realizację obowiązku wszechstronnego badania istotnych okoliczności w celu wyjaśnienia sprawy. Uważamy również, że podstawa prawna i uzasadnienie do wydawania opinii amicis curiae znajduje się w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej i jest swoistym wyrazem realizacji jej zasad, w szczególności zasady demokratycznego państwa prawa”.
No i co? No i nic. Trybunał swoje, a sądy nadal swoje. Doświadczyli tego nie raz fachowcy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – niezależnego instytutu zajmującego się badaniami w zakresie praw człowieka. Ostatnio podjęli dwie kolejne próby. Tym razem sporządzili opinię „przyjaciela sądu” dla Trybunału Konstytucyjnego. Obie cytujemy dokładnie i w całości.

Konsekwencje kłamstwa lustracyjnego
W dniu 23 grudnia 2009 r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła opinię „przyjaciela sądu” (amicus curiae) przygotowaną dla Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wszczętej z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, która dotyczy wyciągania konsekwencji za złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego przez osoby wykonujące zawody prawnicze, posiadające własne sądownictwo dyscyplinarne.
Rzecznik kwestionuje w swym wniosku przepisy zarówno ustawy lustracyjnej z 2006 r., jak i ustawy lustracyjnej z 1997 r. dotyczące kompetencji sądów dyscyplinarnych wobec osób, które wykonują zawód sędziego, prokuratora, adwokata, radcy prawnego, radcy i starszego radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, notariusza oraz komornika, których oświadczenia lustracyjne uznane zostały przez sąd za niezgodne z prawdą.

Stosownie do obecnie obowiązujących przepisów, stwierdzając nieprawdziwość oświadczenia lustracyjnego, sąd orzeka w stosunku do wskazanych wyżej osób, tak samo jak w stosunku do pozostałych osób poddanych lustracji, zakaz sprawowania funkcji publicznych oraz pozbawienie biernego prawa wyborczego na okres od 3 do 10 lat. Orzeczenie jednocześnie pozbawia z mocy prawa biernego prawa wyborczego na urząd Prezydenta RP na okres 10 lat. Orzeczenie sądu powoduje co do zasady również utratę z mocy prawa sprawowanej funkcji publicznej. W stosunku jednak do osób wykonujących zawody prawnicze posiadające własne sądownictwo dyscyplinarne to sąd dyscyplinarny orzeka karę skutkującą pozbawieniem pełnionej funkcji publicznej.

Obecna regulacja prawna jest konsekwencją wykonania przez ustawodawcę wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2007 r., sygn. akt K 2/07. W wyroku tym za niezgodny z Konstytucją Trybunał uznał z jednej strony brak kompetencji sądów dyscyplinarnych do orzekania o konsekwencjach „kłamstwa lustracyjnego” pozostałych poza sędziami osób wykonujących zawody prawnicze. Z drugiej natomiast strony, nałożenie na sąd dyscyplinarny obowiązku pozbawienia prawa wykonywania zawodu. TK wskazał na konieczność przyznania sądom dyscyplinarnym pewnego luzu decyzyjnego, tj. przyznania im realnej kognicji, a nie ograniczenie ich jedynie do roli notyfikacyjnej i przyznanie jedynie pozoru kognicji poprzez nałożenie obowiązku orzeczenia jednej możliwej sankcji.

Ustawodawca wykonując wyrok Trybunału Konstytucyjnego, w ustawie z 7 września 2007 r. powrócił jednak do konstrukcji uznanej za niekonstytucyjną. Pomimo tego, że przewidział kompetencję sądów dyscyplinarnych do orzekania o konsekwencjach „kłamstwa lustracyjnego” w stosunku do wszystkich osób wykonujących zawody prawnicze, ponownie związał on te sądy obowiązkiem orzeczenia kary dyscyplinarnej, skutkującej pozbawieniem pełnionej funkcji, np. złożenia z urzędu bądź skreślenia ze stosownej listy.

W ocenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka sytuacja ponownego przyjęcia przez ustawodawcę rozwiązań ustawowych uznanych za niekonstytucyjne wymaga szczególnego potępienia. Sytuacja taka jest niedopuszczalna w demokratycznym państwie prawa.
Jednocześnie Fundacja wskazała na – nie podnoszone wcześniej – naruszenia procedury ustawodawczej przy uchwalaniu ustawy wprowadzającej zmiany do ustawy lustracyjnej, które już same z siebie mogą stanowić podstawę stwierdzenia niekonstytucyjności zaskarżonego przepisu.
Wniosek RPO dotyczy również ustawy lustracyjnej z 1997 r., która do katalogu funkcji publicznych zaliczała sędziego, prokuratora oraz adwokata. Również stara ustawa lustracyjna przewidywała kognicję sądów dyscyplinarnych jedynie w stosunku do sędziów, a ponadto nakazywała sądom dyscyplinarnym orzeczenie pozbawienia sprawowanej funkcji w następstwie stwierdzenia złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia, a zatem również wiązała im ręce.

W ocenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uznanie określonego rozwiązania prawnego za niezgodne z Konstytucją na gruncie ustawy lustracyjnej z 2006 r. winno przekładać się na orzeczenie o niekonstytucyjności analogicznego rozwiązania na gruncie wcześniej obowiązującej ustawy lustracyjnej z 1997 r. Wymaga tego zasada równości wobec prawa, nakazująca takie samo traktowanie osób znajdujących się w takiej samej sytuacji prawnej.
Z tych względów Helsińska Fundacja Praw Człowieka podzieliła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, iż kwestionowane przepisy zarówno ustawy lustracyjnej z 1997 r., jak i ustawy lustracyjnej z 2006 r. są niezgodne z art. 2 Konstytucji, z którego wynika zasada rzetelnej legislacji, jak i z art. 65 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji, jako naruszające w sposób nieproporcjonalny wolność wykonywania zawodu.

Sprawa tzw. ustawy dezubekizacyjnej
W dniu 11 stycznia 2010 r. Helsińska Fundacja Praw Człowieka opracowała i złożyła w Trybunale Konstytucyjnym opinię prawną „przyjaciela sądu” (amicus curiae) w sprawie konstytucyjności tzw. ustawy dezubekizacyjnej.
W ocenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka problematyka uregulowana tzw. ustawą dezubekizacyjną ma niezwykle złożony i skomplikowany charakter. Fundacja podkreśliła, że co do zasady nie jest wykluczone, że ograniczenie świadczeń emerytalnych byłych funkcjonariuszy komunistycznych organów bezpieczeństwa państwa jest do pogodzenia z zasadami konstytucyjnymi, w szczególności zasadą demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej oraz zasadą proporcjonalności.

Jednak konkretne rozwiązania przyjęte tzw. ustawą dezubekizacyjną budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z Konstytucją. Wprowadzają one nieproporcjonalne ograniczenia, przyjmujące cechy sięgnięcia do konstrukcji odpowiedzialności zbiorowej opartej o zasadę domniemania winy. Przyjęte szczegółowe rozwiązania nie mają cech odebrania przywilejów, lecz bardziej przypominają instrumenty zmierzające do odpłaty. Jednocześnie w odniesieniu do przyjętych rozwiązań powstają daleko idące wątpliwości odnośnie do realizacji zasady równości wobec prawa. Szczególnie widoczne jest to w odniesieniu do sytuacji stosowania takich samych rozwiązań wobec funkcjonariuszy komunistycznych organów bezpieczeństwa państwa, którzy przeszli w 1990 r. pozytywnie weryfikację i podjęli służbę w służbach specjalnych państwa demokratycznego oraz funkcjonariuszy, którzy takiej procedurze się nie poddali, bądź jej nie przeszli z pozytywnym wynikiem.

Z tych względów Fundacja stwierdziła, że regulacje wprowadzone na mocy tzw. ustawy dezubekizacyjnej do ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy oraz ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy służb mundurowych budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z Konstytucją RP.

Czy Trybunał Konstytucyjny zainteresuje się opiniami prawnymi sporządzonymi przez fachowców z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka? Czy przypomni sobie swój wyrok z 2006 roku? O tym przekonamy się już niebawem. Będzie to bardzo wyraźny sygnał dla wszystkich tych organizacji, które w imię praworządności chcą być „przyjaciółmi sądu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*