Śmigus i dyngus, czyli o swawolach

Na językach / autor:jk

„Zrobiwszy bałwan z jakich starych gałganów, wypchany słomą na znak Judasza, wyprawili z nim na wieżą kościelną jednego lub dwóch spomiędzy siebie, a drudzy z kijami na pogotowiu przed kościołem stanęli. Skoro Judasz został zrucony z wieży, natychmiast jeden, porwawszy za postronek, uwiązany u szyi tego Judasza, włóczył go po ulicy biegając z nim tu i ówdzie; a drudzy goniąc za nimi bili  go kijami, nieprzestannie wołając co z garła: Judasz!, póki owego bałwana wniwecz nie popsuli. Jeżeli Żyd jakowy niewiadomy tej ceremonii nawinął się im – porzuciwszy zmyślonego Judasza – prawdziwego Judę tak długi i szczerze kijami obkładali, poki się do jakiego domu nie salwował”.

Tak opisywał początek świętowania Wielkiego Tygodnia Jędrzej Kitowicz w swoim „Opisie obyczajów za panowania Augusta III”. Szczęśliwie – jak zaznaczył – wskutek protestów szkolnych profesorów i rządców publicznych z czasem tego niechlubnego obyczaju zaprzestano.

Kije zamieniono na grzechotki, z którymi od Wielkiego Czwartku do Soboty biegali po ulicach chłopcy, „czyniąc nimi przykry hałas w uszach przechodzącym”. Jedni je sobie sami majstrowali, inni kupowali gotowe na targu, bo były masowo przez chłopów w tym okresie wyrabiane. Jeśli już kogoś okładano, to śledzia, którego we dworkach na drzewie, nad drogą, na grubym powrozie wieszano, karząc go tym samym „że przez sześć niedziel panował nad mięsem morząc ludzkie żołądki słabym posiłkiem swoim”. 

Dzień Wielkanocny upływał pod znakiem rezurekcji i procesji, podczas których z radości  „strzelano z moździerzów, harmatek, organków, albo też z ręcznej strzelby, pod którą w niektórych miejscach stawali żołnierze”. Stąd wzięło się zresztą przysłowie, bardzo popularne w dawnej Polsce wśród myśliwych – „Strzelają jak na rezurekcję” – gdy odgłos strzałów było szczególnie dolegliwy.

W Poniedziałek Wielkanocny przychodził czas na „swawolę powszechną”, czyli dyngus. „Temu dyngusowi – pisze Kitowicz – dwojaki początek naznaczano. Jedni mówią, iż się wziął z Jerozolimy, gdzie Żydzi schodzących się i rozmawiających o zmartwychwstaniu Chrystusowym wodą z okien oblewali dla rozpędzenia z kupy i przytłumienia takowych powieści. Drudzy, iż ma początek dyngus od wprowadzenia wiary świętej do Polski, w początkach której nie mogąc wielkiej liczby przyjmującej wiarę chrzcić w pojedynczych osobach, napędzali tłumy do wody i w niej nurzali”.

         Sam Kitowicz dystansuje się jednak od tych opowieści. I słusznie. Według językoznawców Brücknera i Karłowicza słowo „dingus” pochodzi z języka niemieckiego i znaczy „okup , wykupno od podpalenia,rabunku; kontrybucja wojenna”. Dyngus był więc datkiem (w postaci jaj, wędlin) od gospodyń dla chłopców psotników chodzących po domach. Śmigus z kolei przerobiono ze Schmackostern (Schmacken ‚bić’, Ostern ‚Wielkanoc’), gdy śmigano na szczęście rózgą z baziami z niedzieli palmowej  i zlewano wodą każdego, kogo w łóżku zastano. Niektórzy dopatrują się też korzeni śmigusa i dyngusa w dawnym słowiańskim zwyczaju włóczebnym, polegającym na wiosennym wzajemnym odwiedzaniu się sąsiadów i obdarowywaniu podarunkami, na który nałożyć się miał zwyczaj wykupywania się jajami od zlania wodą, powszechnie praktykowanego na wiosnę ,by symbolicznie oczyścić się i uwolnić od brudu. 

Te dwa osobne obyczaje z czasem zrosły się w jedno i dotrwały aż do naszych czasów, choć już za Władysława Jagiełły uznawane były za zabobon i, dla przykładu, synod duchowny diecezji poznańskiej ostro nakazywał: „Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie się nazywa dyngować, ani do wody ciągać, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego”.

Owych pozostałości z czasów przedchrześcijańskich jest, paradoksalnie, w tym najważniejszym z chrześcijańskich świąt dużo więcej. Choćby pisanki.  We wczesnym chrześcijaństwie były one na cenzurowanym, ba, zakazywano wręcz spożywania jaj podczas Wielkanocy, widząc w nich pozostałość starodawnych obrzędów magicznych, praktykowanych szczególnie mocno podczas przesilenia wiosennego. Okazało się jednak, że to spuścizna zbyt silna, by ją wykorzenić,  i Kościół chcąc nie chcąc w końcu ją wchłonął, ogłaszając, że poświęcone pisanki stanowią symbol Zmartwychwstania.

 

 

 

 

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 103)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*