Nowości

Specjaliści na zamówienie

źródło: fotolia.com źródło: fotolia.com

Najwyższa Izba Kontroli podsumowała realizowany do roku 2013 ministerialny  program tzw. kierunków zamawianych  na uczelniach. Miał on zwiększyć atrakcyjność kierunków technicznych i zachęcić młodzież, by – idąc na studia – wybierała specjalności strategiczne dla gospodarki. Czy to się udało?

Pilotażowy program „Zamawianie kształcenia na kierunkach technicznych, matematycznych i przyrodniczych” ruszył wraz z początkiem roku akademickiego 2008/2009.

„Chodziło o to – jak czytamy w dokumencie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, –  by więcej osób wybierało studia na kierunkach strategicznych dla gospodarki i by ich wykształcenie i kompetencje pomagały im na rynku pracy”. Ministerstwo liczyło też na to, że dzięki programowi poprawi się współpraca na linii uczelnia – pracodawcy, a  jakość kształcenia na kierunkach technicznych czy matematycznych będzie wyższa.

Wśród zamawianych kierunków znalazły się m.in. automatyka i robotyka, budownictwo, biotechnologia, chemia, energetyka,

a także fizyka, inżynieria materiałowa oraz środowiskowa, mechanika i budowa maszyn, mechatronika oraz wzornictwo. Według danych zebranych przez ministerstwo, podczas trwania programu skorzystało z niego ok. 90 tys. studentów – czterokrotnie więcej niż zakładano w momencie jego wdrażania.

Jak działał program? Uczelnie przygotowywały specjalne projekty konkursowe z myślą o poprawie jakości kształcenia oraz zachęcania absolwentów szkół średnich do wyboru kierunków technicznych. Na przykład poprzez uatrakcyjnienie programu studiów, finansowanie praktyk i staży studenckich, współpracę z pracodawcami czy – przede wszystkim – stypendia motywacyjne.

Te działania zostały przez NIK ocenione pozytywnie: w roku akademickim 2005/2006 absolwenci kierunków inżynieryjnych  stanowili zaledwie ok. 16 proc. wszystkich absolwentów szkół wyższych, a w 2013 r. ten odsetek wzrósł już do 21 proc.

Program kosztował 1,2 mld złotych, NIK ma jednak zastrzeżenia do podziału tych funduszy: „Najwięcej środków finansowych , ponad połowę całej puli , przeznaczono na stypendia za wyniki w nauce, znacznie mniej natomiast – 21 proc. – na wzbogacenie oferty edukacyjnej, np. wykłady wybitnych specjalistów polskich i zagranicznych, zakup sprzętu do laboratoriów, komputerów, wydawnictw naukowych oraz staże i praktyki. Na niezbędne zajęcia wyrównawcze , głównie z matematyki, fizyki i chemii, wykorzystano 4 proc. środków”.

W programie kierunków zamawianych z powodzeniem brały udział także wrocławskie uczelnie.

– Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu trzykrotnie , w latach 2009, 2011 i 2012, znalazł się w gronie beneficjentów konkursu organizowanego przez MNiSW na kierunki zamawiane, zyskując łącznie 9,3 mln zł na: biotechnologię, inżynierię środowiska, budownictwo, ochronę środowiska, inżynierię i gospodarkę wodną oraz odnawialne źródła energii i gospodarkę odpadami – mówi Jolanta Cianciara, rzecznik UP we Wrocławiu.

Z programu korzystała również Politechnika Wrocławska. Jak tłumaczy nam Andrzej Charytoniuk z biura prasowego PWr, uczelnia w latach 2008–2013 realizowała dwa projekty związane z kierunkami zamawianymi – „Zamawianie kształcenia na kierunkach technicznych, matematycznych i przyrodniczych” oraz „Wzrost liczby absolwentów Politechniki Wrocławskiej na kierunkach o kluczowym znaczeniu dla gospodarki opartej na wiedzy”. W ramach pierwszego z nich utworzono takie specjalności, jak:  biotechnologia medyczna, technologie informacyjne w systemach automatyki, energetyka komunalna, technologie informacyjne w mechanice i budowie maszyn, matematyka przemysłowa oraz elektronika medyczna. W roku 2012, w wyniku kolejnego konkursu ministerialnego, dofinansowanie otrzymało siedem nowych projektów na Wydziale Mechanicznym, Wydziale Elektroniki oraz Wydziale Informatyki PWr.

Uniwersytet Przyrodniczy potwierdza, że wśród kandydatów na studia wzrosło zainteresowanie kierunkami technicznym:

– Rekrutacja na zamawiane kierunki zawsze wzrasta. Po pierwsze dlatego, że dofinansowanie kierunku w ramach „zamówienia” pozwala władzom wydziałów zaplanować nieco więcej miejsc. Po drugie, bo rośnie zainteresowania kandydatów, przy czym niewątpliwie znaczenie ma tu nie tylko wzbogacona formuła tych kierunków, ale też możliwość otrzymywania 1000 złotych stypendium – dodaje Jolanta Cianciara.

Stypendia motywacyjne wypłacane studentom NIK uznała jednak za piętę achillesową programu kierunków zamawianych.

W raporcie Izby czytamy wprost:

„W ocenie NIK system stypendialny został zaprojektowany wadliwie. W ramach programu udzielano stypendiów w wysokości do 1000 zł za wyniki w nauce. Jednakże stypendium można było otrzymywać już na pierwszym roku na podstawie wyników egzaminu maturalnego, a najniższa średnia ocen uprawniająca do wypłaty stypendium wynosiła 3,1. Dodatkowo, niezależnie od osiągniętych wyników, wszyscy uprawnieni studenci otrzymywali stypendia w tej samej wysokości”.

Jak to wyglądało we Wrocławiu?

– Dofinansowanie otrzymywało maksymalnie 50 proc. studentów zapisanych na semestr; według wyników w nauce. W ramach pierwszych dwóch projektów studenci otrzymywali wsparcie w wysokości 700 zł wypłacane przez 9 miesięcy w roku. W ramach trzeciego studenci zakwalifikowani do udziału w projekcie otrzymywali stypendium motywacyjne w wysokości 1000 zł miesięcznie – wyjaśnia Andrzej Charytoniuk z PWr.

Dodaje również, że środki pochodzące z projektów pozwalały na organizacje zajęć wyrównawczych, płatnych praktyk i szkoleń, staży zagranicznych oraz udział studentów w międzynarodowych targach i sympozjach, a także niwelację barier w dostępie do edukacji dla osób niepełnosprawnych, jeśli te zdecydowały się na studia na kierunkach zamawianych.

Tymczasem NIK ma jeszcze jedno poważne zastrzeżenie: zbyt duża liczba studentów rezygnowała w trakcie studiów z kształcenia zamawianego. Dane zebrane podczas kontroli mówią, że w 2013 r. odsetek studentów rezygnujących po pierwszym roku z kształcenia sięgnął aż 29 proc. W programie jakoś tego nie przewidziano, tak jak nie przewidziano konieczności zwrotu wypłaconych na stypendia środków.

Co na to przedstawiciele wrocławskich uczelni?

– Na wszystkich kierunkach zanotowaliśmy wzrost liczby chętnych o ponad 10 proc. Szczegółowych danych dotyczących rezygnacji nie posiadam, ale jeśli nawet jakieś się zdarzyły, to były to pojedyncze osoby  – twierdzi Andrzej Charytoniuk. – Na kierunkach zamawianych studenci otrzymywali wysokie stypendia, więc raczej z nich łatwo nie rezygnowali

Co na to wszystko rynek pracy?

Dla uczelni duży odsetek zatrudnienia absolwentów „w zawodzie” to powód do dumy i w materiałach promocyjnych wiele szkół wyższych podkreśla ten fakt. W szczególności, jeśli przemawiają za tym konkretne liczby.

Według danych zebranych przez Biuro Karier Politechniki Wrocławskiej absolwenci tej największej technicznej uczelni na Dolnym Śląsku nie mają problemów ze znalezieniem pracy po studiach: 70 proc. absolwentów znajduje ją do 3 miesięcy po ukończeniu studiów, a w okresie 6 miesięcy ten odsetek wzrasta do 90 proc. Jak dodaje Andrzej Charytoniuk, ok. 35 proc. studentów PWr. zdobywa doświadczenia zawodowe jeszcze podczas trwania edukacji. W 6 miesięcy po ukończeniu studiów pracę znajduje też 65 proc. absolwentów Uniwersytetu Przyrodniczego.

Czy jednak przyczynił się do tego ministerialny program? Tego się nie dowiemy. Jak zauważa NIK, ani ministerstwo, ani Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nie monitorowało losów absolwentów kierunków zamawianych. Żadna z tych instytucji nie wiedziała więc, ilu stypendystów ukończyło lub przerwało studia. Nie można też było ustalić, czy absolwenci kierunków zamawianych znaleźli pracę.

PS

W 2014 r. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozpoczął kolejny pilotaż – Program Rozwoju Kompetencji o wartości ponad 50 mln zł, który zastąpił kształcenie na kierunkach zamawianych. Program kładzie nacisk na rozwój tak zwanych umiejętności „miękkich”, jak kreatywność, komunikatywność, umiejętność pracy w zespole, ale także pomaga studentom w zdobywaniu kompetencji zawodowych, analitycznych, w zakresie przedsiębiorczości. Program ten nie przewiduje już jednak systemu stypendialnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*