Nowości

“Spodki” prof. Lipińskiego

Wszystko zaczęło się pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku wraz z ogłoszeniem konkursu na projekt obserwatorium meteorologicznego, które miało powstać na szczycie Śnieżki. Profesor Witold Lipiński był wówczas młodym pracownikiem naukowym na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej, pełnym pomysłów oraz niekonwencjonalnych projektów.

“Spodki” prof. Lipińskiego
Wrocławianie nazywają je różnie: latającymi spodkami, kopułami, eskimoskimi igloo, a czasem nawet i bunkrami. Mimo że mają już sporo lat, swoim wyglądem nadal wzbudzają zachwyt tych, którzy je po raz pierwszy widzą. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy w budownictwie jednorodzinnym obowiązywała powszechna moda na domki typu sześcian – prostopadłościenne pudełka, te nietypowe wille były pierwszym nieśmiałym powiewem nadciągających zmian w architekturze.

Wszystko zaczęło się pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku wraz z ogłoszeniem konkursu na projekt obserwatorium meteorologicznego, które miało powstać na szczycie Śnieżki. Profesor Witold Lipiński był wówczas młodym pracownikiem naukowym na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej, pełnym pomysłów oraz niekonwencjonalnych projektów.

Obserwatorium w kształcie UFO

– Kiedy mąż usłyszał o tym konkursie, postanowił wziąć w nim udział – wspomina Bożena Lipińska, wdowa po słynnym architekcie. – W związku z tym, że w tamtym okresie wiele się mówiło o niezidentyfikowanych obiektach latających, a jego zawsze fascynowały linie krzywe oraz kuliste powierzchnie, zdecydował, że obserwatorium będzie miało kształt latających talerzy.

Pomysł Witolda Lipińskiego spodobał się członkom komisji konkursowej i został zrealizowany. Mimo upływu lat, zaprojektowane przez niego Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne nadal zach¬wyca niekonwencjonalnymi rozwiązaniami architektonicznymi, roz¬machem i niepowtarzalnym pięknem.
 

W tym czasie, gdy na szczycie Śnieżki wznoszono obserwatorium, we Wrocławiu przy ul. Moniuszki na Zalesiu pan Li¬piński budował swoją willę o równie niespotykanych kształtach. Kiedy skończył, natychmiast stała się architektonicznym wydarzeniem, a wszyscy wrocławscy przewodnicy obowiązkowo pokazywali ją każdej oprowadzanej przez siebie wycieczce. Był też ten budynek obiektem nieustannych badań i pomiarów, które Witold Lipiński wykorzystał później w swojej pracy habilitacyjnej.
 

Willa ma 5 metrów wysokości oraz 72 metry kwadratowe. Kopuła zbudowana została z cegły i przykryta aluminiową blachą. Zwieńcza ją sporych rozmiarów świetlik. Wnętrze przypomina pokrojony tort. W centrum jest okrągły salon, z którego wchodzi się do poszczególnych pokoi, a każdy pokój ma swoje okno w kształcie połowy elipsy, sięgające od podłogi aż po sufit. Nad salonem znajduje się antresola, na której jest dodatkowa sypialnia dla gości. Według zapewnień pani Bożeny, w ich nietypowym, lecz przytulnym domku mieszka się bardzo wygodnie. Dzięki zastosowaniu odpowiedniej izolacji, w zimie jest w nim ciepło, w lecie chłodno. Mimo że budynek nie ma piwnicy, ani śladu w nim wilgoci. Niepowtarzalny klimat tworzą kwiaty oraz różne ozdobne rośliny, których jest mnóstwo w przylegającej do salonu oranżerii, a uderzające podczas deszczu w świetlik i dach krople wspaniale kołyszą do snu.

Warunek – nietypowa


Drugą wrocławską kopułę można obejrzeć przy ulicy Wyścigowej. Zbudował ją w latach 1968–1975 Bolesław Jahn, z zawodu inżynier elektryk.

– Pod koniec lat sześćdziesiątych zwróciłem się do Dzielnicowej Rady Narodowej Wrocław-Krzyki z prośbą o sprzedaż działki u zbiegu ulic Wyścigowej i Turniejowej, na której chciałem wybudować dla siebie dom – wspomina pan Bolesław. – Ówcześni decydenci postawili jednak ultimatum – sprzedadzą działkę, ale pod warunkiem, że wybuduję na niej willę o nietypowych kształtach. Wtedy o pomoc poprosiłem kolegę, inż. architekta Witolda Lipińskiego. Sporządzony przez niego projekt mojego przyszłego domu przypadł urzędnikom do gustu i działkę otrzymałem. Mogłem więc rozpocząć prace budowlane.

Według dokumentacji technicznej, wykonanej w roku 1967, budynek przy ulicy Wyścigowej ma kształt elipsoidy niesymetrycznej, ściętej skośnie od strony południowej, oderwanej od ziemi poprzez cofniętą konstrukcję wspartą na słupach żelbetowych i ścianach. Zarówno forma budynku, jak i konstrukcja daleko odbiegają od ogólnie stosowanych rozwiązań domów jednorodzinnych. Jest to budynek unikalny, trudny w realizacji, o konstrukcji żelbetowej wylewanej w deskach, o nietypowej zmiennej geometrii. Ścięta żelbetowa elipsoida obrotowa wymagała specjalnej technologii wykonania, dokładności i nietradycyjnych materiałów.

Wzniesienie domu w tamtych latach według takiego projektu technologicznego wymagało nie lada determinacji. Pan Jahn nie przeląkł się jednak trudności i

postanowił stawić czoło wyzwaniu.

W 1968 roku ruszył z robotą. Według założeń, miał się z nią uporać w ciągu czterech lat. Okazało się jednak, że przy ówczesnym systemie zaopatrzenia w materiały budowlane było to niemożliwe i budowa trwała aż siedem lat.

– To były czasy, kiedy nawet zdobycie kilograma gwoździ było nie lada sukcesem – wspomina Bolesław Jahn. – Przydział materiałów budowlanych odbywał się raz w miesiącu i nigdy nie było wiadomo, co się akurat dostanie. Mimo tych trudności, wolno, bo wolno, ale jakoś ten dom wybudowałem.

Willa pana Bolesława, w odróżnieniu od tej na Zalesiu, ma część parterową, a sześciocentymetrowej grubości kopuła, zwieńczona świetlikiem ze szkła zbrojonego, wykonana jest z siatki stalowej oblanej betonem i przykryta ocynkowaną blachą. Do jej ocieplenia użyto waty szklanej oraz styropianu. Jest też znacznie większa niż ta z ulicy Moniuszki, bo jej powierzchnia użytkowa wynosi 110 metrów kwadratowych.

Na parterze znajdują się pomieszczenia gospodarcze, piec centralnego ogrzewania oraz garaż. Na górze jest łazienka, kuchnia oraz spory salon, z którego wchodzi się do czterech pokoi i na niewielki taras wychodzący na ogród. Mimo upływu lat, budynek trzyma się świetnie i – jak twierdzi jej właściciel – długo jeszcze postoi.

Trzecią willę, zbudowaną według projektu profesora Witolda Lipińskiego, można obejrzeć idąc ulicą ks. Emiliana Szramka. Ma ona 100 m kw. powierzchni mieszkalnej, jest jednopiętrowa i też bez podpiwniczenia. Żelbetowa konstrukcja została ocieplona ośmiocentymetrową warstwą waty szklanej i przykryta folią aluminiową. Według zapewnień właścicielki domu, Marianny Wojtasińskiej, w tym nietypowym pod względem konstrukcyjnym domu mieszka się znakomicie. <
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*