Spółdzielnie do likwidacji?

Musimy się przygotować na to, że zamienią nam nasze spółdzielcze domy we wspólnoty mieszkaniowe. Ze wszystkimi tego faktu nieszczęsnymi konsekwencjami: dla nas i dla naszych domów. Bo posłowie właśnie dokonują kolejnych zmian w prawie spółdzielczym i w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Co prawda 8 czerwca Komisja Infrastruktury skierowała projekt nowej ustawy do konsultacji sejmowych prawników i rządu, ale posłowie Platformy na pewno nie odpuszczą.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Musimy się przygotować na to, że zamienią nam nasze spółdzielcze domy we wspólnoty mieszkaniowe. Ze wszystkimi tego faktu nieszczęsnymi konsekwencjami: dla nas i dla naszych domów. Bo posłowie właśnie dokonują kolejnych zmian w prawie spółdzielczym i w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Co prawda 8 czerwca Komisja Infrastruktury skierowała projekt nowej ustawy do konsultacji sejmowych prawników i rządu, ale posłowie Platformy na pewno nie odpuszczą.

Przez ostatnie piętnaście lat sejm zajmował się ustawami o spółdzielniach mieszkaniowych pięćdziesiąt sześć razy! Ani służbą zdrowia, ani edukacją, ani bezpieczeństwem publicznym, ani nawet lustracją posłowie nie zajmowali się częściej, więcej i gorliwiej, niż prywatnym spółdzielczym majątkiem.
Jaki jest powód takiego nieustannego zainteresowania? Przecież nie stan techniczny spółdzielczych zasobów (nieporównywalnie lepszy od zasobów komunalnych i wspólnot) ani nie brak demokracji w spółdzielniach (odbywają się właśnie walne zgromadzenia, na których spółdzielcy oceniają pracę zarządów i rad nadzorczych). Więc o co chodzi?
Dlaczego po raz kolejny tak zasadnicze zmiany zostają przygotowywane przy całkowitym wyłączeniu zainteresowanych, czyli blisko 12 milionów Polaków? Nie ma społecznej dyskusji, nie ma konsultacji z przedstawicielami środowisk spółdzielczych (z posiedzenia sejmowej podkomisji spółdzielcy zostali wyproszeni) i nawet wrogie spółdzielczości media milczą na temat przyczyn, a tym bardziej skutków projektowanej rewolucji.
O co więc chodzi? Znawcy zagadnienia przywołują starą maksymę:

jak nie wiadomo, o co chodzi,
to chodzi o pieniądze.

Czyli o spółdzielczy majątek: grunty budowlane, pawilony, lokale usługowe oraz – co chyba najważniejsze – przejęcie przez prywatnych zarządców  3,5 miliona mieszkań. Na spółdzielczym majątku „uwłaszczyło” się już sporo biznesmenów, nieraz na majątku wielomilionowej wartości (niektóre przykłady opisywaliśmy w „Gazecie Południowej”). Jednak ambitnych przedsiębiorców nie brakuje i zapewne to jest powód tak zdumiewającego zainteresowania posłów Platformy Obywatelskiej i ich partyjnych, tudzież bezpartyjnych przyjaciół, skutecznie lobbujących za wyeliminowaniem spółdzielni z naszego życia gospodarczego i społecznego.
Dowodem tej zdumiewającej determinacji jest choćby fakt, że kilka zapisów nowej ustawy jest identycznych z tymi zapisami w poprzedniej, które Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczne z Konstytucją (ale posłowie wyrok TK zlekceważyli i ponownie wprowadzili je do ustawy). Kilka innych jest, zdaniem konstytucjonalistów, również sprzecznych z zapisami ustawy zasadniczej, a kilkanaście kolejnych – jest prawdopodobnie niekonstytucyjnych. I nie tylko polscy spółdzielcy, i nie tylko polscy prawnicy konstytucjonaliści już piszą do Prezydenta RP, aby skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Wystąpiły o to do Prezydenta RP również organizacje międzynarodowe (skróty tych wystąpień publikujemy poniżej). Bo stałaby się Polska jedynym krajem Unii Europejskiej (o USA, Kanadzie czy krajach skandynawskich nie wspominając) w którym prawo dyskryminuje sektor spółdzielczy!

Nie miejsce tu na omawianie prawniczych subtelności ani, tym bardziej, na symulacje pokazujące, jak znakomitym interesem dla developerów będzie wyeliminowanie z rynku inwestycyjnego spółdzielni (we Wrocławiu budowały o 800-1000 złotych za metr kw. taniej od developerów), jak atrakcyjne cenowo staną się grunty budowlane oraz nieruchomości spółdzielcze przymusowo i masowo nagle wyprzedawane. Spora część naszych Czytelników i tak zresztą potraktowałaby takie argumenty podejrzliwie, albowiem od 20 już lat nieustannie wszędzie słyszy i czyta, że jest zniewalana i gnębiona przez szajki prezesów – bezkarnych, dożywotnich i bezwzględnych.
I nie ma znaczenia, że ci prezesi są ustawowo raz w roku poddawani – w głosowaniu – surowej ocenie przy udzielaniu absolutorium, a członków rad nadzorczych spółdzielcy sami sobie wybierają!

Tu liczą się emocje,
nie rozum, nie fakty.

Ten sączony przez lata jad wrogości i nieufności do spółdzielni przyniósł oczekiwane efekty. Inaczej mówiąc, wieloletnie zmasowane przygotowanie artyleryjskie spełniło swoją rolę i, moim zdaniem, społeczny klimat i emocje sprzyjają posłom.
I praktycznie nie będzie spółdzielni, a będą wspólnoty. Do tej zmiany trzeba te 12 milionów obywateli zamieszkujących spółdzielcze osiedla przygotować.

Po pierwsze. We wspólnotach mieszkaniowych inny jest tryb podejmowania decyzji finansowych. W spółdzielni – decyduje większość obecnych na zebraniu (na przykład na walnym, czy na zebraniu mieszkańców nieruchomości). Jeśli więc z 50-mieszkaniowego budynku przyjdzie na zebranie 15 lokatorów, decyzja będzie podjęta, jeśli przynajmniej 8 będzie głosowało za nią. Na przykład za remontem dachu, zrobieniem ławeczki przy trawniku albo wstawieniu ładniejszych drzwi wejściowych. We wspólnocie zgodę na jakikolwiek wydatek musi wyrazić większość – przy czym głosuje się procentowym udziałem własności. Jeśli właściciele nie przyjdą na zebranie w wystarczającej ilości udziałów – trzeba ich zgodę i podpis zorganizować. Chodząc od mieszkania do mieszkania, tygodniami, nieraz miesiącami (ludzie odnajmują mieszkania, wyjeżdżają, nie życzą sobie nic podpisywać itp., itd.).

Po drugie. Spółdzielnia zarządza spółdzielczą nieruchomością – jak stwierdza jednoznacznie statut – w interesie członków bezwynikowo. To znaczy – nie może na tym zarządzaniu zarabiać. Zarządza „po kosztach”, a koszty w każdej chwili weryfikować może wybrana przez członków rada nadzorcza (a także biegły księgowy i lustrator). Firma zarządzająca wspólnotą jest w myśl swojego statutu firmą prywatną, nastawioną na zysk i nikt – poza właścicielami – nie ma prawa ingerować w relacje jej kosztów i cen usług. Jeśli komuś za drogo, to może sobie znaleźć inną firmę do zarządzania.

Po trzecie. Można wydać na remont czy modernizacje tylko tyle, ile się ma na koncie nieruchomości. We wszystkich spółdzielniach – tak jak we wspólnotach – wszystkie nieruchomości są już rozliczane indywidualnie (wpływy z odpisów, wydatki, spłaty kredytów itp.). Zasadnicza zmiana będzie polegać na tym, że już nie będzie można – jak w spółdzielni – naprawić dachu czy windy, jeśli na koncie nieruchomości nie będzie wystarczających środków. Spółdzielnia mogła w sytuacjach awaryjnych manewrować środkami finansowymi, korzystać chwilowo z nadwyżek jednej nieruchomości, aby sfinansować nagły wydatek w innej. We wspólnocie dach będzie dziurawy albo winda będzie stała tak długo, aż większość nie uchwali (patrz wyżej) sposobu zdobycia środków. To zaś może trwać bardzo długo, bo ci mieszkający do czwartego piętra zazwyczaj robią wszystko, aby oszczędzić na dachu czy windzie (doświadczenia wspólnot są w tym względzie wystarczająco bogate).
Po czwarte. W większości (bo może trafiają się wyjątki)

znikną osiedlowe place zabaw,
trawniki, klomby, parkingi,

ławeczki, zadbane dróżki, ścieżki i chodniczki, czyli to, co stanowi osiedlową infrastrukturę. To przepadnie, bo – jak pokazuje praktyka – nie ma takiej możliwości, aby kilka, a jeszcze częściej kilkanaście wspólnot zgodziło się finansować takie fanaberie. Nie ma we Wrocławiu (i chyba w Polsce całej) takiego przykładu. W spółdzielniach było to możliwe, bo stosowne propozycje i wyliczenia przedstawiała rada, a uchwalało wydatki walne zgromadzenie. Co więcej spółdzielnie tę infrastrukturę (łącznie z domami kultury, klubami osiedlowymi i festynami dla dzieci) finansowały częściowo z własnych dochodów z wynajmu lokali usługowych czy dzierżawy terenów. Tych dochodów już nie będzie, bo majątek spółdzielczy ma być sprywatyzowany.

To tylko skromny wybór absolutnie najważniejszych zagrożeń dla przyszłości tych 12 milionów lokatorów mieszkań spółdzielczych. Być może są to lęki nieuzasadnione i posłowie mają mocne argumenty przemawiające za podjęciem nieuchronnego, zważywszy dotychczasowe doświadczenia wspólnot, ryzyka dewastacji spółdzielczych domów i osiedli. Nie przedstawiono nam jednak żadnych argumentów. Poza jednym, tym samym od dwóch dziesięcioleci: że trzeba rozwalić spółdzielnie, bo są komunistycznym reliktem (pierwsze spółdzielnie w Polsce tworzył za Bismarcka w Wielkopolsce ksiądz Piotr Wawrzyniak), a ludzie są w spółdzielniach zniewoleni.

Znaczna część Polaków w to wierzy. I tak, jak załogi pegeerów radośnie swego czasu popierały balcerowiczowską likwidację i prywatyzację tych wrażych tworów, tak i dzisiaj pomysły likwidacji spółdzielczości spotykają się raczej z przychylnym przyjęciem mieszkańców. Więc posłowie, zamiast martwić się, że mieszkań nie przybywa (tylko Rumunia w UE buduje mniej w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), zajmują się tymi mieszkaniami, które są i nie popadają w ruinę. Taka jest siła ideologii. Albo lobbingu.

PS
Siła uprzedzeń poselskich jest tak wielka, że w projektowanej ustawie dopuścili możliwość, aby użytkownik lokalu spółdzielczego mógł bezkarnie nie wnosić opłat przez 6 miesięcy. To jasne, że pozostali członkowie spółdzielni będą zmuszeni ponosić koszty utrzymania nieruchomości, w której zamieszkują dłużnicy, a co się stanie, jeżeli wszyscy w tym samym czasie w danej nieruchomości zechcą skorzystać z możliwości bezkarnego niewnoszenia opłat za 6 miesięcy? Sytuacja niewyobrażalna, ale prezesom utrze się nosa…

ICA Housing
Organizacja sektorowa Międzynarodowego Związku Spółdzielczego

Szanowny Panie Prezydencie,
Piszemy do Pana list (…) aby wyrazić nasze poważne obawy i niepokój w związku z wpływem na polskie spółdzielnie dwóch projektów ustaw, nad którymi pracuje obecnie polski Sejm. Te dwie ustawy to Ustawa o spółdzielniach (druk sejmowy nr 3493) i Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych (druk sejmowy nr 3494). (…)

Szanowny Panie Prezydencie,Piszemy do Pana list (…) aby wyrazić nasze poważne obawy i niepokój w związku z wpływem na polskie spółdzielnie dwóch projektów ustaw, nad którymi pracuje obecnie polski Sejm. Te dwie ustawy to Ustawa o spółdzielniach (druk sejmowy nr 3493) i Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych (druk sejmowy nr 3494). (…)

 Nadzór administracyjny nad spółdzielniami przez Ministra zawarty w Art. 123 projektu Ustawy o spółdzielniach jest sprzeczny z Dru-gą i Czwartą Zasadą Spółdzielczą, przyjętymi przez Międzynaro-dowy Związek Spółdzielczy, (…)

 Ustawowe narzucenie członkostwa w spółdzielni mieszkaniowej proponowane w Art. 3 ust 4 projektu Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych jest sprzeczne z Pierwszą Zasadą Spółdzielczą, mówiącą, że członkostwa w spółdzielni jest otwarte i dobrowolne dla wszystkich, (…)

 Przepis Art. 48 ust. 1 projektu Ustawy o spółdzielniach mieszka-niowych (…) będzie naru-szeniem praw własności spółdzielni, jakiemu nie podlegają żadne inne podmioty gospodarcze w Polsce. Jak rozumiemy, takie naru-szenie praw własności spółdzielni zostało uznane za niekonstytu-cyjne przez Trybunał Konstytucyjny Waszego kraju, który stwier-dził w swoim postanowieniu z dn. 15 lipca 2009 r., że własność spółdzielcza jest konstytucyjnie uprawniona do takiej samej ochro-ny, jak wszelkie inne formy prywatnej własności.

 Obowiązkowe przekształcanie spółdzielczych praw własnościo-wych do mieszkań, (…) i stosowanie „odrębnych praw własnościowych do mieszkania” przy takich przekształce-niach zlikwiduje w efekcie spółdzielnie mieszkaniowe. To również jest sprzeczne z Międzynarodowymi Zasadami Spółdzielczymi i konstytucyjnymi prawami własności spółdzielni.

Z tych powodów uprzejmie prosimy, by użył Pan wszelkich kon-stytucyjnych uprawnień, jakie Pan posiada jako Prezydent Rzeczypo-spolitej Polskiej, by nie dopuścić do wejścia w życie obydwu wzmian-kowanych ustaw. (…)

Jesteśmy świadomi dumnej historii Waszego kraju. Spółdzielcze formy przedsiębiorstw mogą być postrzegane jako związane z czasami, które w tej dumnej historii były smutne i trudne, lecz nazwa spółdzielni była wówczas nadużywana i wykorzystywana przez reżim, który nie dopuszczał do jakiejkolwiek autonomii i demokratycznej kontroli członkowskiej poprzez nieuznawanie prywatnej własności przedsiębiorstw. A spółdzielcze przedsiębiorstwa są przecież prywat-nymi przedsiębiorstwami prowadzonymi przez zwykłych ludzi. (…) Na całym świecie ponad 900 milionów ludzi jest członkami przedsiębiorstw spółdzielczych działających jako część wolnorynko-wej globalnej gospodarki. Są istotną częścią gospodarki europejskiej. (…) Polska, by być konkurencyjną w Europie, potrzebuje żywotnego sektora przed-siębiorstw spółdzielczych. Choć są one odmienne od innych, ponie-waż są przedsiębiorstwami kontrolowanymi przez swoich członków i działają na rzecz swoich członków raczej niż osób wnoszących kapitał, są one niemniej przedsiębiorstwami wolnorynkowymi. Spół-dzielnie nie mogą być dyskryminowane w polskich ramach legislacyj-nych.(…)

Obawiamy się również, że wejście w życie obydwu ustaw naru-szy także międzynarodowe zobowiązania Polski jako członka Mię-dzynarodowej Organizacji Pracy, a zwłaszcza Zalecenia MOP nr 193, które wymaga od państw członkowskich promowania i umacniania tożsamości spółdzielni przez stworzenie odpowiednich ram legisla-cyjnych, w których mogą one działać. (…) W 1920 r. Polska miała jedną z najnowocześniej-szych legislacji spółdzielczych na świecie, która uznawała, szanowała i wspomagała rozwój spółdzielni. Wasz kraj ma prawo być dumny z faktu, że był członkiem Komisji, która w 1919 r. zaprojektowała konstytucję MOP i był jednym z jej członków założycieli. Powinno to być również brane pod uwagę dzisiaj, aby działać zgodnie z zalece-niami rezolucji MOP nr 193.

Podobne listy wysłaliśmy do polskiego Premiera i Marszałka Sejmu.

Z wyrazami szacunku
(–) Davld A. Rodgers   Prezydent Sekcja Spółdzielcza CECODHAS Housing Europe
(-} Luciano Caffini       Prezydent ICA Housing

15 kwietnia 2011 r.

COOPERATIVES EUROPE

Szanowny Panie Prezydencie

„Cooperatives Europa” jest europejską organizacją reprezentującą przedsiębiorstwa spółdzielcze, jak również Europejskim Regionem Międzynarodowego Związku Spółdzielczego (MZS). Reprezentujemy 160 tys. przedsiębiorstw o ponad 5,4 mln zatrudnionych i 123 mln członków spółdzielni w całej Europie, działających we wszystkich sektorach gospodarki. Jednym z naszych zadań jest wspieranie rozwoju odpowiednich ram prawnych dla firm spółdzielczych w róż-nych krajach europejskich. Jeżeli to konieczne, zapewniamy również pomoc w przeglądzie istniejących ustaw spółdzielczych, aby bronić zasad spółdzielczych MZS. (…)

Na poziomie Unii Europejskiej, spółdzielnie, będąc uznanymi przez artykuł 54 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, są również przedmiotem szeregu uregulowań, takich jak Rozporządzenie (WE) Nr 143512003 w sprawie Statutu Spółdzielni Europejskiej {SCE} czy Komunikat o promowaniu spółdzielni w Europie, który wprost uznaje„ że Zalecenie Międzynarodowej Oganizacji Pracy „było oficjalnie przyjęte przez Rządy wszystkich Państw Członkowskich UE, jak również przez Rządy wszystkich krajów przystępujących i kandy-dackich”.
Projekty ustaw dyskutowanych obecnie w polskim Sejmie są nie-zgodne z tymi międzynarodowymi i europejskimi zobowiązaniami. (…) Spół-dzielnie zapewniają model przedsiębiorstwa, który jest szczególnie gotów do podjęcia i pomocy w przezwyciężeniu obecnych wyzwań ekonomicznych i społecznych w Europie. Wreszcie, spółdzielnie są przedsiębiorstwami, które mają u sedna swojego ukierunkowania biznesowego i struktury organizacyjnej zwykłych obywateli i ich pod-stawowe potrzeby.

W tym kontekście usilnie prosimy żeby jakiekolwiek nowe ustawy zapewniały polskim spółdzielniom właściwe ramy do konkurowania na równych prawach na rynku i do rozwijania swojej działalności, pod-trzymując zarazem swój szczególny model działania i zarządzania. Z wyrazami szacunku

(-) Etienne Pflimlin          (-) Felice Scalvini

Współprezydent             Współprezydent

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*