Spółka ZOO

-Zoo nie służy do tego, aby zamykać zwierzęta w klatkach i po prostu je mieć, bo to żadne uzasadnienie. Współczesne ogrody zoologiczne muszą spełniać zupełnie inne funkcje – mówi dyrektor Radosław Ratajszczak i od 30 miesięcy konsekwentnie wciela w życie swoją filozofię. A wrocławski ogród dosłownie zmienia się w oczach.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

-Zoo nie służy do tego, aby zamykać zwierzęta w klatkach i po prostu je mieć, bo to żadne uzasadnienie. Współczesne ogrody zoologiczne muszą spełniać zupełnie inne funkcje – mówi dyrektor Radosław Ratajszczak i od 30 miesięcy  konsekwentnie wciela w życie swoją filozofię. A wrocławski ogród dosłownie zmienia się w oczach.


Znikają grube kraty i ciasne wybiegi. Kapucynki igrają pod otwartym niebem, odkrytym wybiegiem cieszą się lemury, gibony zyskały nowy pawilon i tzw. wyspę – teren rekreacyjny z plątaniną lian. Niedźwiedzie brunatne (w tym sławny już dziś Mago) żyją na wybiegu przypominającym do złudzenia naturalne środowisko  – ogromny teren z wodospadem, zaroślami, gawrami należy do największych i najnowocześniejszych w Europie.

Atrakcji stale przybywa. Z początkiem września oddano do użytku basen uchatek, który pozwala, poprzez ogromne szyby o grubości 12 centymetrów, podglądać wodne akrobacje tych zwierząt.

-Naliczyłem, że do tej pory przeprowadziliśmy już w sumie około 300 remontów – mówi dyr. Ratajszczak. – Także tych niedostrzegalnych dla zwiedzających, jak wymiana elektryki, instalacji wodnej czy kanalizacji, które były w  fatalnym stanie. Do tego doszły wyburzenia niektórych nie nadających się już do niczego obiektów, adaptacja starych pawilonów do nowych funkcji, remonty nawierzchni.

Jednym z najważniejszych wyzwań, jakie stanęły przed nowym dyrektorem, było

urozmaicenie zwierzostanu

a jednocześnie jego rozgęszczenie. W 2006 roku we wrocławskim ogrodzie  żyło aż 7,5 tys. zwierząt, reprezentujących w sumie 520 gatunków. Teraz liczba zwierząt zmniejszyła się do 3,3 tysięcy, ale liczba reprezentowanych gatunków wzrosła do 690, a to już, jak zapewnia dyrektor, całkiem licząca się kolekcja.

-Nie ma potrzeby utrzymywania w zoo stu pawianów, tak jak nie ma potrzeby trzymania tutaj gatunków pospolitych, które równie dobrze mogłyby żyć na wolności – mówi. – Racją bytu ogrodów jest umożliwienie przetrwania zwierzętom zagrożonym wyginięciem, w tym się przejawia ich zasadnicza funkcja – hodowlana i naukowa.

Jak się okazało, większym problemem było pozbycie się „nadwyżkowych” zwierząt – tych z gatunków pospolitych i domowych, zamieszkujących pomieszczenia tymczasowe, gospodarcze czy zaplecza zoo, było niemal 2 tysiące – niż pozyskanie nowych. Część z nich przejęły mniejsze, zainteresowane nimi ogrody, część – inne wyspecjalizowane ośrodki. W zamian do zoo przyjechały zagrożone wyginięciem daniele mezopotamskie  czy renifery, których w ogrodzie nigdy nie było. Są nowe ciekawe ptaki: korońce, kazuary, nandu plamiste. Wiele nowych gatunków dotarło do gadziarni: jest tu teraz prawie 30 gatunków żółwi, w tym tak rzadkie jak gwiaździste żółwie  birmańskie czy wężoszyje z wyspy Roti, niemal na wymarciu. Nowością jest fossa, drapieżnik z Madagaskaru. A także jedyna w Polsce para afrykańskich mrówników, zwanych prosiętami ziemnymi.

Prace modernizacyjne nie ustają

Trwa remont pawilonu fauny Madagaskaru. Już na wiosnę  ma być gotowy wybieg dla pand małych. Również wiosną planuje się oddanie  do użytku tzw. wejścia japońskiego do ogrodu – od strony kładki Zwierzynieckiej –  dla tych pieszych i rowerzystów, którzy przyjdą tu groblą.

Zmienia się także status wrocławskiego zoo. Latem miejscy radni zdecydowali, że zostanie ono przekształcone w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Tak będzie  racjonalniej, nowocześniej i lepiej, tłumaczy dyrektor:
-Otworzą przed nami zupełnie nowe możliwości. Dotąd, jako jednostka budżetowa, byliśmy uzależnieni wyłącznie od miejskiej kasy, nie mogliśmy też, nie posiadając osobowości prawnej, występować o dodatkowe dotacje, korzystać z kredytów, leasingu czy prowadzić własnej działalności wydawniczej.

Spółka pozostanie własnością miasta, które jeszcze przez kilka kolejnych lat wesprze finansowo dalszą modernizację ogrodu. Będzie to jednak ledwie ułamek dotychczasowej dotacji, więc zoo będzie musiało utrzymać się same. Tej niezależności finansowej dyr. Ratajszczak wcale się jednak nie boi, ufając, że podstawą sukcesu ogrodu stanie się rosnąca frekwencja. Już teraz zoo zanotowało blisko stuprocentowy wzrost liczby zwiedzających, a jak zapewnia dyrektor – będzie jeszcze lepiej.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 97)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*