Superprzytulisko

Od 6 września wrocławskie schronisko dla bezdomnych zwierząt ma nową siedzibę. Na ulicy Ślazowej, na prawie sześciohektarowym terenie, w otoczeniu zieleni, powstał nowoczesny kompleks budynków. To skok w XXI wiek – mówią pracownicy schroniska.

Od 6 września wrocławskie schronisko dla bezdomnych zwierząt ma nową siedzibę. Na ulicy Ślazowej, na prawie sześciohektarowym terenie, w otoczeniu zieleni, powstał nowoczesny kompleks budynków. To skok w XXI wiek – mówią pracownicy schroniska.

Budowa nowej placówki trwała niemal dwa lata, kolejne kilka miesięcy – przystosowywanie jej do przyjęcia zwierząt. Sama przeprowadzka była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym: najpierw przez dwa tygodnie przewożono ruchomości, sprzęt, aparaturę medyczną i wszelkie niezbędne akcesoria, na koniec zaś – w ciągu zaledwie trzy dni – zwierzęta. Czyli około 320 psów i 120 kotów, nie licząc pomniejszego zwierzęcego drobiazgu, który znalazł w schronisku swój dom.

– Pracujemy niemal na okrągło, bo mnóstwo jest jeszcze do zrobienia, a musimy się tu jak najszybciej urządzić, zorganizować. Schronisko musi działać przecież cały czas, bez przestojów  – mówi Zofia Białoszewska, dyrektor placówki.
Z czego najbardziej ucieszy się, gdy zmęczenie i stres wreszcie miną?
– Z kwarantanny. Na Skarbowców brakowało nam takich pomieszczeń, nowo przyjęte psy musieliśmy umieszczać od razu we wspólnych klatkach, a to rodziło kłopoty, bo trafiające do nas zwierzęta są bardzo zdenerwowane, zestresowane, czasem bywają agresywne. No i nierzadko chore. Teraz przez czternaście dni będą się mogły spokojnie aklimatyzować w osobnych, pojedynczych boksach.

Oprócz budynku kwarantanny (wyposażonego w kolektory słoneczne na dachach, które posłużą do podgrzania wody użytkowej dla schroniska) obiekt posiada funkcjonalne pomieszczenia dla psów z boksami i wybiegami, osobny dom dla szczeniaków, wygodne pomieszczenia kociarni z izolatką i wybiegami a także nowoczesne zaplecze weterynaryjne z ambulatorium, laboratorium, salą operacyjną i rentgenem. Placówkę wyposażono także we własną wstępną oczyszczalnię ścieków.

Idealne schronisko

to takie, którego nie ma, bo nie jest potrzebne, mawiała  Joy Lenney, szefowa Światowego Towarzystwa Ochrony Zwierząt. Dlatego Zofia Białoszewska niechętnie wspomina o tym, że jej nowa placówka będzie mogła pomieścić niemal dwukrotnie więcej zwierząt niż dotychczas:
– Schronisko, choćby najnowocześniejsze,  jest tylko schroniskiem. Nawet najlepsze warunki bytowe nie zrekompensują zwierzętom braku miłości, domu, właściciela. To nie jest tak, że wybuduje się przepiękny obiekt, gdzie zwierzęta mogą żyć w godziwych warunkach, i ma się problem z głowy. Bo ten problem, problem niechcianych, porzuconych, źle traktowanych zwierząt ciągle istnieje.  I to my, ludzie, jesteśmy za to odpowiedzialni.

Liczby mówią same za siebie: rocznie przez wrocławskie schronisko przewija się ponad dwa tysiące psów i około tysiąca kotów. Znikomy procent z nich to zwierzęta, które straciły właściciela w wyniku wypadków losowych. Większości po prostu pozbyto się z domu: bo przeszkadzały, bo hałasowały, bo urosły i przestały być rozkosznym pluszakiem, bo – wreszcie – komplikowały właścicielom wakacyjne plany. W tym roku było to szczególnie widoczne – w czerwcu i lipcu do schroniska trafiało nawet po  250 (!) psów miesięcznie. Tak złego wyniku nie zanotowano tutaj od lat.

Osobny problem to sprawa handlu zwierzętami domowymi: brak jasnych regulacji sprawia, że rozmnażać je może właściwie każdy i to w sposób niekontrolowany, każdy też może nimi handlować, na bazarach, chodnikach, targowiskach, tak popularnych i chętnie odwiedzanych w niedzielne przedpołudnia. To wylęgarnie nieszczęścia, bo prędzej czy później część ze sprzedawanych tam zwierząt i tak trafia na ulicę. Czyli – w dalszej perspektywie – do schroniska.

Dziś mniej jest może
medialnych, brutalnych przypadków znęcania się nad zwierzętami, ale ciągle jeszcze zbyt wiele jest przewlekłego zaniedbywania zwierząt – przyznaje Zofia Białoszewska. – Posiadanie zwierzęcia to ogromna odpowiedzialność, trzeba o niego dbać, karmić, leczyć. To oczywiste? Nie dla każdego. Zwierzęta bywają niedojedzone, niedoleczone, niedoczesane. Zaniedbane po prostu. I często traktowane jak rzecz, jak zabawka, której można się pozbyć, gdy się znudzi. To też rodzaj znęcania się, bo porzucone zwierzę cierpi niewyobrażalnie.

Dlatego schronisko bezustannie szuka domu dla swoich podopiecznych. Apele, akcje, ogłoszenia dają nadspodziewanie dobre rezultaty: aż dziewięćdziesiąt procent schroniskowych zwierząt trafia do adopcji. Ich miejsce jednak od razu zajmują inne. Teraz na nowy dom czeka – przypomnijmy – ponad 300 psów i ponad 100 kotów. Może warto więc zajrzeć na ulicę Ślazową?

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 97)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*