Nowości

To oni…

Jest jednak kosmiczna pod względem prawnym i etycznym różnica między wzięciem koperty (albo kilograma wieprzowiny lub koniaku) po leczeniu, po zabiegu, a – uwaga! – uzależnieniem podjęcia leczenia od otrzymania pieniędzy

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Przesławny doktor G. jest jednym z najwyżej kilkunastu lekarzy potrafiących dokonywać transplantacji serca i różnych innych wyjątkowo trudnych zabiegów chirurgicznych na otwartym sercu. Według prokuratorów jest też dr G. łapówkarzem, czyli przestępcą. Według poprzedniego ministra sprawiedliwości, dr G. był też mordercą.

Pewne jest tylko to, że dr G. potrafi kroić i wymieniać serca. Ale pan doktor G. tego akurat nie robi, nie leczy ludzi, bo ważniejsze od tych umiejętności ratowania życia okazały się pomówienia, podejrzenia czy subiektywne opinie głoszone przez różnych funkcjonariuszy. Cała armia specjalistów zajęta była przez rok szukaniem dowodów przestępczych działań doktora, zatrudniono nawet zagranicznych konsultantów, aby dowieść orzeczonych przez ministra skłonności morderczych. Za pieniądze na to wydane można by przeszczepić ze trzy serca albo dziesięć protez biodrowych, na które chorzy czekają w cierpieniach przez trzy lata w kolejce.

Chciałoby się wierzyć, że takie wydarzenia są za nami. Że będzie w cenie zdrowy rozsądek, a nie mściwa i obsesyjna chęć dowalenia kolejnemu lekarzowi wykształciuchowi. Przecież po drodze była jeszcze sprawa pani profesor, okulistki, na którą nasłał prokuratora gorliwy pan redaktor i która – zamiast przywracać ludziom wzrok – włóczona jest po sądach. Była też sprawa rodzinnego lekarza z Dołhobyczowa, o którym jedna pani powiedziała, że pięć lat temu dała mu dwa kilo wieprzowiny! Policjanci i prokuratorzy przez rok z zajadłością poszukiwali dowodów winy, nie popuszczali, dopiero sąd przerwał tę skandaliczną nagonkę. Ja wymieniam tylko najgłośniejsze sprawy, a ile jest mniej znanych, zatruwających atmosferę, szkodliwych nie tylko dla medyków ale przede wszystkim dla pacjentów?

I oto znowu czytam, że jakiś pan ujawnił śledczym, że dał pieniądze okuliście. Dał – jak twierdzi – aby nie czekać w kolejce na zabieg. I nie czekał. Pan doktor zdjął mu te zaćmy czy katarakty ekspresowo. I zadowolony z odzyskanego wzroku, ale żałujący straconych pieniędzy pacjent postanowił – ku niebywałej radości śledczych –  zniszczyć okulistę. Policjanci i prokuratorzy raźno wzięli się do pracy (odwiedzają dziesiątki byłych pacjentów, straszą, każą mówić o łapówkach), pan doktor nie może leczyć i kolejka oczekujących na zabieg się błyskawicznie wydłuża.

Wiem, że niektórzy lekarze biorą. Jest jednak kosmiczna pod względem prawnym i etycznym różnica między wzięciem koperty (albo kilograma wieprzowiny lub koniaku) po leczeniu, po zabiegu, a – uwaga! – uzależnieniem podjęcia leczenia od otrzymania pieniędzy. Ale w działaniach organów ścigania i działaniach donosicieli często nie znać, aby widzieli tę różnicę. I to jest straszne, samobójcze i niegodziwe. Co zrozumiałe, skoro najczęściej motywy działań tropicieli i donosicieli są obrzydliwe są: zawiść, nienawiść, cyniczne lizusostwo i frustracja.

Ale nie myślmy o tym przy świątecznych życzeniach zdrowia, szczęścia i radości. Bo to nie my, to oni….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*