Upust i opust

Na językach / autor:jk

„Bardzo źle się dzieje z językiem polskim, a wszystko zaczyna się od mediów”, pisze do mnie jeden z czytelników, sięgając – na dowód – po kilka cytatów z codziennej prasy. W pierwszym, poświęconym sklepowym wyprzedażom, błędnie, według autora listu,  użyto formy „upustu” zamiast „opustu”. W innych nagminnie używano sformułowania „w przypadku” zamiast „w wypadku” –  jak chciałby czytelnik, bo tylko tę formę uznaje za prawidłową.

Czy nam się to jednak podoba, czy nie, trudno przytoczone przykłady uznać za błędy. Są raczej świadectwem zmian, jakie zaszły w języku.

Faktycznie, jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych słowniki (choćby monumentalny, jedenastotomowy „Słownik języka polskiego” pod redakcją Witolda Doroszewskiego) dopuszczały wyłącznie formę „w wypadku czegoś” i przestrzegały przed użyciem słowa przypadek w tym kontekście. Cóż z tego, skoro praktyka językowa zdecydowała inaczej? Być może miały na to wpływ negatywne skojarzenia – „wypadek” to przecież także „nieszczęśliwe wydarzenie”.  Zastępowano więc wypadek przypadkiem na tyle często i na tyle skutecznie, że obecnie obie te formy uznawane są za poprawne. Można więc mówić: „w najlepszym wypadku lub w najlepszym przypadku, w wypadku zatrucia lub w przypadku zatrucia” i to, które sformułowanie wybierzemy (za wyjątkiem kilku utartych zwrotów, których zmieniać nie wolno: w żadnym wypadku, na wszelki wypadek, na wypadek, przez przypadek), zależy wyłącznie od naszych upodobań. 

Z upustem i opustem rzecz ma się właściwie podobnie. Słowo upust w znaczeniu obniżki cen (w przeciwieństwie do opustu, który pojawił się w polszczyźnie już jakieś 100 lat temu) używane jest od niedawna – jeszcze do lat 90. kojarzono je raczej z terminologią techniczną lub medyczną. Słownik poprawnej polszczyzny PWN z 1980 roku podaje, że upust to „urządzenie do przepuszczania wód” oraz „odprowadzenie nadmiaru cieczy, pary i gazu z jakiegoś zbiornika” bądź też „zabieg leczniczy polegający na nacięciu żyły i wytoczeniu pewnej ilości krwi”. Co sprawiło, że funkcjonujący od lat w języku wyraz wyszedł z użycia, a inny rozszerzył swoje znaczenie i zajął jego miejsce – nie wiadomo. Faktem jest, że trafił do najnowszych słowników i jako taki – uznawany jest za poprawny. Co prawda, profesor Jan Miodek wielokrotnie upominał: „Rodacy Kochani! Jeśli posługujecie się polskim odpowiednikiem rabatu, tego włoskiego z pochodzenia słowa, używajcie logicznego brzmienia opust. Logicznego, bo oto przecież ktoś nam, mówiąc potocznie, cenę opuścił! Obecny już też w słownikach upust logicznością – najdelikatniej mówiąc – nie grzeszy. Czyż cenę nam upuszczono?”,  większość językoznawców jest jednak pod tym względem bardziej liberalna i dopuszcza obie te formy. Potwierdza to nawet oficjalny komunikat Rady Języka Polskiego: „Co do tego, że  upust występuje współcześnie w znaczeniu ‘obniżka ceny’, nie ma wątpliwości. Innowacyjne znaczenia nie zawsze są akceptowane przez użytkowników języka, lecz jeśli któreś z nich jest bardzo rozpowszechnione, to słowniki nie mogą pozostać wobec niego obojętne”.

Dalej pisze Rada, że upust z jakichś powodów pojawił się w polszczyźnie i że nie jest jedynym rzeczownikiem odczasownikowym pozbawionym motywacji znaczeniowej: „Od lat słyszy się na przykład o naborze na studia, podczas gdy czasownik nabrać (kogoś) nie ma znaczenia przyjąć (go). A jednak nabór to przyjęcie. Niestety, język nie zawsze jest logiczny”. Czy może być lepsza puenta?

 

 

 

 

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 99)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*