Nowości

Witaj szkoło

Z okazji nowego roku szkolnego wielu nauczycieli ma mieszane uczucia. No bo z jednej strony kilkuset z nich musi się liczyć z tym, że zostanie bez pracy (likwidacja szkół), z drugiej zaś przestanie się wreszcie obawiać o swoje bezpieczeństwo i codziennie żegnać się z rodziną, tak jakby szli na wojnę.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Z okazji nowego roku szkolnego wielu nauczycieli ma mieszane uczucia. No bo z jednej strony kilkuset z nich musi się liczyć z tym, że zostanie bez pracy (likwidacja szkół), z drugiej zaś przestanie się wreszcie obawiać o swoje bezpieczeństwo i codziennie żegnać się z rodziną, tak jakby szli na wojnę. Ze statystyk policyjnych wynika bowiem, że w podstawówkach i gimnazjach jest niemal tak samo niebezpiecznie, jak  w nocy na ciemnych ulicach.

 

– Pójdę na zasiłek i zabiorę się za udzielanie korepetycji – cieszy się nauczyciel matematyki z Krzyków. – Kilku tumanów z bogatych domów przyniesie mi co miesiąc jakieś siedem tysięcy złotych i to bez podatków. 

 

Są jednak tacy, którzy nowego roku szkolnego wyczekiwali jak przysłowiowa kania dżdżu. To właściciele niepublicznych szkół policealnych. Dlaczego się cieszą? Dlaczego śpiewają hosanna i chwalą rząd? Kulisy tej radości odsłania Jarosław Krauze, członek Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej Wrocławia.  

 

– Zakładam niepubliczną szkołę, np. policealną szkołę z zakresu finansów czy administracji. Mam dużą rodzinę i znajomych. Wszystkich zapisuję do szkoły. Wychodzi z tego około 40 czy 50 osób. To moi słuchacze w szkole, którzy przez rok funkcjonują jako "martwe dusze". Zgodnie z prawem, nie mają obowiązku uczestniczenia w zajęciach, podpisywania listy obecności, zdawania egzaminów czy przystąpienia do egzaminu zawodowego, ale od momentu zapisu, niepubliczna szkoła otrzymuje dotacje z budżetu miasta To dopiero początek. Mogę założyć jeszcze inne filie, w innych miastach, gdzie zapiszę do nich tych samych uczniów, co we Wrocławiu. Tam otrzymam kolejne dotacje na tych samych uczniów. I nikt nie ma prawa mi zrobić krzywdy. Nawet jeżeli tego samego człowieka zapiszę do dwudziestu szkół. Wszędzie otrzymam na niego subwencje, bo pozwalają na to dziurawe przepisy.

 

 No, ale resort oświaty nie jest zainteresowany poprawianiem prawa, bo w końcu to są pieniądze nie jego, tylko samorządu, a Urząd Miasta nie jest w stanie skutecznie kontrolować subwencji oświatowych na prywatne szkoły policealne. 

 

Z nowego roku rozgrywkowego cieszą się też kopacze miejskiej drużyny piłki nożnej. Otóż udało im się doprowadzić do zwolnienia z pracy trenera, który najpierw uratował ich przed spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej, a następnie przygotował fizycznie tak, że zdobyli mistrzostwo Polski oraz superpuchar.

 

Niestety nie udało mu się poukładać kopaczom klepek w ondulowanych główkach, ani też nauczyć rzetelnego podchodzenia do rzemiosła, więc krótkowzroczni właściciele tego manszaftu woleli pogonić trenera, a nie zbuntowanych kopaczy. Takie postępowanie jest nie do pomyślenia w Niemczech, Hiszpanii czy Anglii, no ale tam gra się w piłkę nożną, a nie w ustawianie meczy. 

 

Co więcej, jeżeli są już jakieś przekręty, to nie dokonuje ich człowiek zajmujący się na co dzień fryzjerstwem damskim, męskim i dziecinnym. Według prokuratury, to właśnie „Fryzjer" założył i kierował zorganizowaną grupą przestępczą, która przyjmowała i wręczała łapówki w zamian za „ustawianie” wyników meczów piłkarskich na różnych szczeblach rozgrywek. Grupa miała działać od lipca 2003 r. do czerwca 2006 r. Oskarżenie dotyczy przypadków korupcji w klubach piłkarskich, m.in. Widzewie Łódź, Zagłębiu Lubin, Górniku Polkowice, Zawiszy Bydgoszcz, Kujawiaku Włocławek, Świcie Nowy Dwór, Pogoni Szczecin i Podbeskidziu Bielsko-Biała.

 

W sumie akt oskarżenia w tej sprawie obejmuje 114 osób, więc proces pozostałych został podzielony na dwie części, bo we wrocławskim sądzie nie ma tak dużej ławy dla oskarżonych.

 

O korupcji w futbolu zwolniony trener Orest Lenczyk wiedział chyba trochę więcej niż prokuratura, bo w czasie rozgrywek niektórym osobom nie podawał ręki oraz nie zgadzał się występować obok nich na pomeczowych konferencjach prasowych. 

 

Widać z tego, że nie rozumiał, na czym polega polska szkoła piłkarska i dlatego musiał odejść. A na jego miejsce przyjęto Czecha, który szlifował swoje umiejętności w takiej potędze futbolowej jak Albania. Witaj szkoło.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*