Nowości

Wporzo na Fejsie

Na językach / autor:jk

czyli o nowym słowniku ortograficznym

 

Rzadko kiedy kwestie językowe budzą aż tyle emocji. Tymczasem, odkąd ukazał się nowy, zaktualizowany „Wielki słownik ortograficzny PWN”, w internecie i mediach wrze. Piszą o tym gazety, komentują telewizyjne serwisy, kłócą się internauci na rozmaitych forach.

Co wywołało takie poruszenie? To mianowicie, że w słowniku, liczącym sobie ponad 140 tysięcy haseł, pojawiły się oto oficjalnie nienowe, ale funkcjonujące dotąd wyłącznie w szarej strefie języka –  popularne, lecz pozostające poza poprawnościowym kanonem  – słowa. Słowa kojarzone na ogół jedynie z młodzieżowym slangiem. Takie jak: Fejs (potoczna nazwa serwisu społecznościowego Facebook), selfie (zdjęcie zrobione samemu sobie), lajkować (oznaczać post internetowy, by pokazać, że przypadł nam do gustu), cefałka (potocznie: CV), ściema (fałsz, kłamstwo), a nawet – uwaga! – sru (wykrzyknik nazywający czynność wykonywaną nagle, z impetem) czy wporzo (potocznie: w porządku).

Dla jednych to dowód, że polszczyzna idzie z duchem czasu, dla innych – przeciwnie, znak degrengolady i upadku. „Tragedia. A może wróci do słownictwa grypserka”, biadolą internauci. „Co jest fajnego w słowie lajk, że już nikt nie chce zastąpić go polubieniem?”, pytają. „Nie tweetuj ściemy dla lansu hipsterze, bo pójdziesz jako mem w wiral na Fejsie – od wczoraj, zgodnie z nowymi zasadami, to zdanie jest poprawne”, ironizują.

Poproszony przez jeden z serwisów informacyjnych o komentarz prof. Jerzy Bralczyk okazał zdecydowanie więcej aprobaty, odpowiadając z właściwym sobie humorem: „Cefałka jest dla mnie lepsza niż CV, bo pokazuje pewien dystans, a poza tym przypomina cofanie, czyli to, co zostaje z tyłu, za nami”.

Cóż, z tyłu, za nami, zostały czasy, gdy polszczyznę kształtowała wysoka literatura (czy zresztą może być inaczej, skoro większość Polaków nie czyta nawet jednej książki rocznie?). Czy się nam to podoba, czy nie – dziś mają na nią wpływ głównie elektroniczne media i świat nowoczesnych technologii, co znajduje odzwierciedlenie w języku młodych Polaków. Mówi się szybko, mówi się skrótowo, mówi się anglicyzmami. To tak powszechne, jak posiadanie profilu na Fejsie. Redaktor „Wielkiego słownika”, prof. Edward Polański, znany kodyfikator polskiej ortografii (był m.in. inicjatorem spolszczenia pisowni takich zapożyczeń jak dżojstik, slamsy, pankowy, lancz czy fanklub – inna sprawa, że nie wszystkie się przyjęły), odpowiedział więc jedynie na te potrzeby. A że nie wszystkim się to podoba?

Przed wojną zapożyczone z języka angielskiego słowo weekend też kłuło purystów w oczy,  do tego stopnia, że rozpisano nawet konkurs na jego polski odpowiednik. Żadna z propozycji – świętówka, końcówka, potygodnie, miłoczas, kresówka i tysiąc innych, równie nieudolnych, które obśmiewał potem Tuwim  – nie zyskała jednak akceptacji, więc weekend pozostał weekendem. A czy ktokolwiek dziś wyobraża sobie tydzień bez niego?

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 109)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*