Nowości

Ziobrówka

Rok temu prokuratura dostała komplet dokumentów z Dolnośląskiego Centrum Onkologii dotyczących kontaktów z firmą farmaceutyczną. W grudniu ubiegłego roku doktor Pudełko napisał list do prokuratury w Radomiu z sugestią, aby zaproszono go na rozmowę. Przez ponad pół roku nie dostał żadnej odpowiedzi, zaś w lipcu potraktowano go jak pospolitego bandytę.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Ziobrówka

– Miałem nadzieję, że wraz z odejściem byłego ministra sprawiedliwości, radykalnie zmieni się styl działania prokuratury, ale niestety zawiodłem się, ziobrówka nadal obowiązuje – zwierzył się naszej redakcji zaprzyjaźniony radca prawny. – Znów wcześnie rano zjawiają się w mieszkaniach szanowanych ludzi przedstawiciele Agencji Budzenia Wczesnego lub też – wstydliwie zakrywający pończochami swoje oblicza – agencji CBŚ i konwojują ich na drugi koniec Polski. A kto za te widowiska płaci? Oczywiście, my podatnicy.

Tych wszystkich, którzy akurat w lipcu byli na urlopie informuję, że w ten sposób został „zdjęty” o siódmej rano i przewieziony przez uzbrojonych funkcjonariuszy do prokuratury w Radomiu doktor Marek Pudełko, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu i wojewódzki konsultant w dziedzinie chirurgii onkologicznej. Pełne dane osobowe ujawniam na życzenie doktora, wyrażone w trakcie konferencji prasowej. Natomiast tajemnice „intensywnego śledztwa” w sprawie niecnych działań firmy farmaceutycznej Johnson & Johnson zostały opublikowane w kilku dziennikach, więc tylko za nimi powtórzę, że od dwóch lat śledztwo jest „rozwojowe”, a zarzuty postawiono już 111 pracownikom służby zdrowia. Rok temu prokuratura dostała komplet dokumentów z Dolnośląskiego Centrum Onkologii dotyczących kontaktów z firmą farmaceutyczną. W grudniu ubiegłego roku doktor Pudełko napisał list do prokuratury w Radomiu z sugestią, aby zaproszono go na rozmowę. Przez ponad pół roku nie dostał żadnej odpowiedzi, zaś w lipcu potraktowano go jak pospolitego bandytę.
 

– Za moich czasów takie demonstracje siły były zabronione – twierdzi emerytowany prokurator. – Jeżeli to nie był recydywista czy jakiś menel, wysyłało mu się odpowiednie zawiadomienie i on z reguły sam stawiał się na wezwanie. Jeżeli zaś chodziło o lekarzy, to staraliśmy się nie przeszkadzać im w ich pracy zawodowej i nie odrywać ich od stołu operacyjnego czy łóżka obłożnie chorego, tylko uzgadniać najdogodniejszy dla nich czas przesłuchania. Poza tym ani świadków, ani podejrzanych nie ciągaliśmy po całym kraju, tylko do najbliższej prokuratury na zasadzie pomocy prawnej. To dopiero teraz jest taka moda, że prokuratura z Suwałk zajmuje się sprawami Ślązaków, a prokuratura z Radomia prowadzi śledztwo w sprawach Dolnoślązaków. Jeżeli nie wierzą w rzetelność i uczciwość prokuratorów z Katowic czy Wrocławia, to niech ich zwolnią z pracy i przestaną urządzać objazdowy cyrk z wymiaru sprawiedliwości.

Usłużni „dziennikarze śledczy” natychmiast podali też do publicznej wiadomości w misyjnych środkach przekazu, że doktor Pudełko może usłyszeć zarzuty korupcyjne. Ba, niektórzy wiedzieli nawet, jakie sumy trafiły do jego kieszeni. Radomski pan prokurator doszedł jednak do wniosku, że doktor Pudełko nie wziął od firmy farmaceutycznej łapówki, ale oszukał ją i dlatego powinien trafić „pod celę”, chyba, że zapłaci 150 tysięcy złotych kaucji, a póki co zabrał mu paszport.

Nasi Czytelnicy odebrali oświadczenie prokuratora jako przyznanie się do tego, że ścigając doktora Pudełko, broni on raczej interesów firmy farmaceutycznej, a nie walczy z przestępczością.

– No bo jeżeli prawdą jest, że doktor firmę oszukał, to niech ona podaje go do sądu, a nie państwowe organa ścigania – proponuje pan Zygmunt, spółdzielca z Krzyków. – Niech wniesie odpowiednią opłatę sądową i walczy o swoje. A jak i sąd uzna za stosowne stanąć w obronie tej biednej firmy farmaceutycznej, to prawomocny wyrok zapadnie wręcz błyskawicznie, czyli mniej więcej po pięciu latach. <
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*