Nowości

Barbarzyński chwast

Mija właśnie 80 rocznica od dnia, kiedy gazety należące do magnata prasowego Hearsta przeprowadziły zmasowaną, histeryczną kampanię przeciwko „barbarzyńskiemu chwastowi tkwiącemu korzeniami w piekle”. Kampanię prowadzono oczywiście w imię dobra ludzkości i uchronienia jej przed narkomanią. Ten „barbarzyński chwast” to konopie.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Mija właśnie 80 rocznica od dnia, kiedy gazety należące do magnata prasowego Hearsta przeprowadziły zmasowaną, histeryczną kampanię przeciwko „barbarzyńskiemu chwastowi  tkwiącemu korzeniami w piekle”.  Kampanię prowadzono oczywiście w imię dobra ludzkości i uchronienia jej przed narkomanią. Ten „barbarzyński chwast” to konopie.

– Wprowadzony rozmyślnie lub wskutek zbiegu okoliczności zakaz uprawy konopi utorował drogę dramatycznej transformacji światowej gospodarki – twierdzi dr Andrew Katelaris. – Przed XIX wiekiem świat opierał się na systemie węglowodorowym, w którym wszelkie włókna, paliwa i leki zaspokajające potrzeby człowieka były wytwarzane w procesie fotosyntezy. W XX wieku znaczna część tych węglowodorów została zastąpiona przez ich odpowiedniki wytwarzane przez przemysły oparte na wydobywaniu węgla i ropy naftowej. Miejsce naturalnych włókien konopnych zaczęły zajmować włókna petrochemiczne. Nylon, poliester i inne syntetyki produkowano na masową skalę i promowano poprzez agresywną reklamę, zaś miejsce papierowych torebek i pudełek zajęły wszechobecne torebki i opakowania plastikowe. Zamiast więc wytwarzać papier z corocznych zbiorów roślin włóknistych, na ogromnych obszarach wycina się stuletnie drzewa, rozdrabnia je i traktuje chlorem oraz innymi niebezpiecznymi chemikaliami, aby wyprodukować coś gorszego od tego, co to coś zastąpiło.

Komedia pomyłek
Międzynarodowa Komisja ds. Kontroli Narkotyków ONZ (INCB) z uporem godnym lepszej sprawy starała się wprowadzić w Europie zakaz produkcji z nasion konopi wyrobów przeznaczonych do spożycia przez człowieka. Tę zmianę uzasadniano tym, że „nasiona konopi nie mają wartości odżywczych” i że „jest to łagodny sposób wprowadzania narkotyków wśród nieletnich”. Jednak Związek Konopi z Wielkiej Brytanii przekonał Unię Europejską oraz rząd Wielkiej Brytanii i w rezultacie INCB wycofała się ze swojej propozycji.
– Dzięki nowoczesnemu procesowi wytwarzania oleju konopnego, zwłaszcza stosowanemu w Kanadzie od roku 1998, udało się znacząco obniżyć w nim zawartość THC, czyli narkotyków, i nie dają już one efektów psychoaktywnych – twierdzi dr Susanna Wilkerson, znakomita specjalistka od upraw konopi siewnych, aktualnie pracująca w Australii.
Inaczej mówiąc, aby odurzyć się konopiami siewnymi, trzeba wypić kilka litrów kiepsko oczyszczonego oleju lub zjeść około pięciu kilogramów ziarna i to za jednym posiedzeniem. Nawet najbardziej „wygłodzony” narkoman tego nie wytrzyma.
Dlaczego więc nawet specjaliści z ONZ zwalczają tę roślinę? Prawdopodobnie do jednego worka wrzucają i konopie indyjskie i konopie siewne, choć miedzy nimi istnieje kolosalna różnica. Te pierwsze można uprawiać tylko w odpowiednim gorącym i wilgotnym klimacie lub w szklarniach, po to tylko, aby wytworzyć narkotyk, te drugie zaś są niezwykłą rośliną oferowaną nam przez naturę.

Włókna
Już w roku 1916 Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych obliczył, że z hektara konopi można uzyskać tyle papieru, ile z sześciu hektarów drzew. Przy czym łodygi konopi potrzebują jedynie czterech miesięcy, by osiągnąć dojrzałość, a drzewa od 20 do 60 lat. No i co? No i nic, nadal wycina się drzewa, zamiast sadzić konopie.
W roku 1941 Henry Ford wykonał z biologicznego plastiku opartego na konopiach karoserię samochodu ważącą sześć razy mniej od stalowej i dziesięć razy bardziej wytrzymałą na uderzenia od niej. Ba, do dzisiaj film dokumentujący to niezwykłe osiągnięcie jest dostępny w Internecie. No i co? No i nic, nadal dominują metalowe karoserie lub z tworzyw sztucznych.
– Z krojonych wewnętrznych włókien łodyg konopi zmieszanych z wapnem, żużlem lub innymi dodatkami można produkować celulozowy cement: konopny beton – przypomina dr Andrew Katelaris. Jest on lżejszy od konwencjonalnych materiałów i ma znacznie lepsze własności izolacyjne, zarówno cieplne, jak i akustyczne. Ten materiał zachowuje się jak zwykły beton i jednocześnie daje się ciąć jak drewno. Każdą niepotrzebną konstrukcję będzie można więc zemleć i ponownie wykorzystać w produkcji budowlanej. No i co? No i nic. Po prostu przemysł materiałów budowlanych nie jest zainteresowany tym produktem.
Warto też przypomnieć, że włókna konopne znakomicie nadają się do wyrobu tkanin i to od odzieżowych do tapicerskich.

Nasiona
Przeprowadzone w ostatnich kilku latach badania nad wartością odżywczą nasion konopi ujawniły zdumiewające rewelacje i przypuszczalnie przyczynią się do radykalnej zmiany opinii na ich temat – jest przekonana dr Susanna Wilkerson. – Udowodniono bowiem, że nasiona konopi są niedoścignione jako wysoko odżywcze pożywienie. Zawierają antyoksydanty, proteiny, karoten, fitosterole i fosfolipidy oraz szereg soli mineralnych, w tym wapnia, magnezu, siarki, potasu, żelaza, cynku i fosforu. Są źródłem pełnych protein i zawierają wszystkie znane aminokwasy. Zarówno nasiona, jak ich olej zawierają także witaminy: A (beta karoten w postaci rozpuszczalnej w tłuszczu), B1, B2, B3, B6, C, D i E (naturalny przeciwutleniacz) – wszystkie w łatwo przyswajalnej formie.
Naukowcy odkryli, że olej z nasion konopi jest bardzo bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe (EFA).  Olej ten może zapewnić nam wszystkie konieczne do życia EFA ze względu na ich zrównoważoną 80-procentową zawartość. Żaden inny olej pochodzący z jednego źródła nie ma tak idealnej kombinacji kwasów tłuszczowych. Spożywanie raz dziennie jednej łyżki stołowej (15 mililitrów) oleju z nasion konopi pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu człowieka na EFA.
Nasiona konopi posiadają od około 30 do 35 procent pełnych protein, czyli dwa razy więcej protein niż większość produktów mięsnych i, co więcej, są zaliczane do najłatwiej przyswajalnych. Dlatego też są idealne dla wegan i wegetarian.
-Jeden kilogram miesięcznie dostarcza wszystkich protein, niezbędnych kwasów tłuszczowych i dietetycznego błonnika koniecznego ludzkiemu organizmowi do przetrwania – twierdzi dr Susanna Wilkerson. – Gdyby więc uprawa konopi przyjęła się we wszystkich krajach Trzeciego Świata lub gdyby dostarczano do nich produkty z nasion konopi, wówczas zmniejszono by w nich głód w takim stopniu, w jakim nie byłby w stanie tego dokonać żaden inny produkt spożywczy.
No i co? No i nic. Według zasad prawnych obowiązujących w wielu krajach konsumpcja nasion konopi i wytwarzanego z nich oleju jest nielegalna, bo ważniejsza jest profilaktyka wobec narkomanów niż zdrowie większości społeczeństwa.

Co dalej?
– Czy jest szansa, że kiedykolwiek zobaczymy ustawy, których celem jest zapewnienia zdrowia i pomyślności wszystkim ludziom żyjącym na Ziemi? – stawia pytanie dr Andrew Katelaris. I odpowiada. – Panujące obecnie gospodarcze i polityczne systemy zdają się znajdować pod kontrolą kliki oszustów o moralności gadów. Obecnie na całym świecie oczekującym zaspokojenia podstawowych potrzeb w zakresie żywności, czystej wody i schronienia, ponad 70 procent naukowców zatrudnia sektor wojskowy. Spożywanie pokarmów z konopi może uzdrowić i ożywić społeczeństwo. Ale czy niszczycielska siła chciwego kapitalizmu podsycającego bezrozumny konsumpcjonizm zostanie pokonana na tyle szybko, aby ocalić cenne resztki, jakie nam pozostały ze świata natury, zanim zostaną unicestwione?

Przy opracowaniu artykułu wykorzystano informacje zawarte w publikacjach  dr Susanny Wilkerson  i dr Andrew Katelarisa zamieszczonych w czasopiśmie „NEXUS – Nowe Czasy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*