Ciężar słowa czyli o przekraczaniu granic

Ot, wypsnęło się i popłynęło w eter. Poseł Marzena Wróbel raczyła w programie publicystycznym Moniki Olejnik oburzyć się na słowo „ciąża”.

Na językach / autor:jk

Ot, wypsnęło się i popłynęło w eter. Poseł Marzena Wróbel, znana ze swych spektakularnych, choć niekoniecznie płodnych intelektualnie wypowiedzi, raczyła w programie publicystycznym Moniki Olejnik oburzyć się na słowo „ciąża”. Program dotyczył planów Komisji Kodyfikacyjnej – działającej przy Ministerstwie Sprawiedliwości –  by zaostrzyć ustawę antyaborcyjną, w tym obciążyć kobiety prawną odpowiedzialnością za przerwanie ciąży, a nawet za ewentualne poronienia, którym odtąd miano by się przyglądać uważniej: czy aby nie były zaplanowane.

 Pani poseł Wróbel, która, jak łatwo się domyślić, przyklaskuje tym pomysłom, w swym oburzeniu na upadek współczesnych obyczajów poszła tak daleko, że zaproponowała nawet wykreślenie ze słowników języka polskiego słowa „ciąża”, uznając je za odhumanizowane, obraźliwe i sugerujące, że „stan błogosławiony” (tą oto formułką proponuje zastąpić trwale nieszczęsną „ciążę”) jest dla kobiety udręką i ciężarem.

 Cóż, trzeba przyznać, że w jednym ma rację pani poseł: słowa „ciąża”, tak jak i „ciężar”, „ociężały czy „obciążać” mają oczywiście wspólny źródłosłów, który oznaczał w staropolszczyźnie nic innego jak brzemię, ucisk i dolegliwość – ogólnie rzecz ujmując: jakąś przykrość i rzecz nieprzyjemną.

Takie też znaczenie podaje w swoim sześciotomowym, wydanym w latach 1807-1814 „Słowniku języka polskiego” Samuel Bogumił Linde: ciąża jest czymś „co przykrywa i swoją ciążą (to jest: ciężarem) zatrzymywa od wznoszenia się”, może być też synonimem kary („spowiednik miasto ciąży abo kaźni, kazał mu do Rzymu jechać”), podatków czy zobowiązań na kogoś nakładanych, a w formie czasownikowej „ciążyć na kogoś” –odpowiednikiem żalenia się bądź narzekania („na króla niektórzy sobie ciążyli, że ludziom nierządnym urzędy zlecał”).

Linde przywołuje w tym kontekście także zupełnie już zapomniany rzeczownik „ciążacz”, oznaczający kogoś, „który coś zagrabił albo zrobienie czegoś hamuje”. Samą ciążę łączy też etymologicznie ze słowami ciąg, tęga oraz tęsknić. Czemu? Jak można przypuszczać,  wszystkie te słowa pochodzą od prasłowiańskiego *tęžarъ – coś ciężkiego, ciężar właśnie. Tęga to dawniej tęsknica, melancholia (ciężar na duszy) – „wielmi mię tęga po tobie” cytuje Linde – ale także, co ciekawe (i co, mówiąc żartobliwie, na ślad dzisiejszej ciąży może nas naprowadzić)… „żądliwość”, pożądanie.

 Sama ciąża oznaczająca „stan odmienny” to jednak rzecz całkiem świeża (stąd w słowniku Lindego pojawia się to znaczenie dopiero jako któreś z kolei), bo sięgająca XVIII wieku. Wcześniej używano słowa „brzemienna” (i tak tłumacze Biblii przedstawiali np. w Nowym Testamencie stan Marii, co jakoś nikogo nie oburzało), które  znajdujemy również  u Lindego: brzemienność to „brzemienia noszenie, zajście płodem, ciężarność”. „Ktoby niewiastę w czasie jej brzemienności bił” – dziwi się zasłużony językoznawca. Inna sprawa, że owo brzemię (w staropolszczyźnie oznaczające m.in. duży tobół do noszenia na plecach; wywodzące się zapewne od prasłowiańskiego *bermę, *bermene –  „noszenie”, a jeszcze wcześniej od praindoeuropejskiego  *bher – „nieść”) to również nic przyjemnego.

 Dlaczego zresztą miałoby być inaczej? Język jest wszak odbiciem rzeczywistości, w której żyjemy, a rzeczywistość wieków średnich bywała raczej okrutna.

Ówczesne kobiety tkwiły w niekończącym się cyklu poczęć, ciąż i narodzin – urodzenie kilkanaściorga dzieci nie było wtedy niczym nadzwyczajnym, ba, przy panującej wówczas wysokiej śmiertelności było poniekąd warunkiem sine qua non; wszak i tak niewielu potomków doczekać miało dorosłości. To jarzmo fizjologii nie kojarzyło się zatem najlepiej ani też nie wzbudzało podniosłych – jak chciałaby pani poseł – uczuć, było po prostu  (nieco wstydliwą) koniecznością.

„Granice mego języka wyznaczają granice mego świata”, pisał niegdyś logik i filozof Ludwik Wittgenstein. Dopatrywanie się w „zlaicyzowanej i moralnie zgniłej” (a jakże) współczesności tej siły, która odhumanizowuje kobiety w odmiennym stanie i piętnuje je pogardliwym słowem „ciąża” jest granic przekraczaniem. Nie języka, nie świata. Śmieszności.

 

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 97)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*