Czekanie na dom

źródło: fotolia.com adopcje

Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która weszła w życie dwa lata temu, miała znacznie skrócić i uprościć bardzo dotąd przewlekłe postępowania adopcyjne. Czy spełniła swoje zadanie?

 

Oblicza się, że w placówkach opiekuńczych w Polsce przebywa ok. 25 tysięcy porzuconych dzieci. 80 procent  z nich to tak zwane sieroty społeczne – mają rodziców, ale ci nie chcą albo nie są w stanie się nimi zajmować. Kontakt z biologicznymi rodzicami jest często bardzo utrudniony: unikają urzędów, przebywają za granicą lub nie można ich w ogóle odnaleźć. Cierpią na tym dzieci, które latami żyją w placówkach.

Ustawa, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku, miała skrócić czas i uprościć postępowania adopcyjne, jednak

 

problem adopcji w Polsce to nadal przewlekłość postępowań spowodowana nieuregulowaną sytuacją prawną dzieci.

 

Ustawa niczego w tej kwestii nie zmieniła.

– Od wielu lat nie ma dużych zmian w przepisach dotyczących przysposobienia – twierdzi sędzia sądu opiekuńczego z Wrocławia.

Dziecko można przysposobić (to jest: adoptować) tylko wtedy, gdy ma uregulowaną  sytuację  prawną, czyli: rodzice nie żyją, rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich lub podpisali zgodę blankietową i tym samym zrzekają się praw do dziecka bez wskazania osób przysposabiających w przyszłości. Dziecko musi mieć przy tym ukończone 6 tygodni.

Sądy opiekuńcze zawsze jednak dają pierwszeństwo biologicznym rodzicom i niechętnie odbierają im prawa do dziecka.

Efekt jest łatwy do przewidzenia: dzieci przebywają w placówkach opiekuńczych zbyt długo, a decyzje o ich dalszych losach zapadają zbyt powoli.

Rzecznik praw dziecka, Marek Michalak, zwraca też uwagę, że nawet dzieci, które kwalifikują się do adopcji, przebywają w domach dziecka latami, bo nie są do ośrodków adopcyjnych zgłaszane.

Według przepisów, dyrektor placówki ma obowiązek natychmiastowego zgłoszenia dziecka do ośrodka adopcyjnego, jeśli jego sytuacja prawna została uregulowana.  Ale, jak wykazała kontrola NIK na Dolnym Śląsku, placówki nie zawsze wywiązują się z tego obowiązku. Dotyczy to także sądów, które informacje o pozbawieniu praw rodzicielskich przekazują do ośrodków  z opóźnieniem.

Tymczasem czas gra tu ogromną rolę –  wraz z wiekiem dziecka maleją jego szanse na adopcję.

 

Ustawa przyniosła jednak pewne zmiany: ujednoliciła procedury i zlikwidowała rejonizację. Dziś można więc dowolnie wybrać ośrodek adopcyjny.

 

Zdaniem pracowników socjalnych dzięki temu jest więcej możliwości szukania rodziców adopcyjnych.

W całym kraju funkcjonuje sześćdziesiąt osiem takich ośrodków, na Dolnym Śląsku trzy – w tym dwa we Wrocławiu: publiczny Ośrodek Adopcyjny przy Dolnośląskim Ośrodku Polityki Społecznej i niepubliczny Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny.

– Dobieramy dla dziecka kandydatów na rodziców przygotowanych przez nasz ośrodek – mówi Katarzyna Zbąska, kierownik publicznego Ośrodka Adopcyjnego we Wrocławiu. –  Jeśli nie znajdziemy rodziców, to jego dane przekazywane są do Wojewódzkiego Banku Danych i szuka się ich w całym kraju, a jeśli nadal nie znajdzie się rodziny adopcyjnej, to informacje o dziecku przekazujemy do Centralnego Banku Danych w Warszawie, gdzie dziecko jest kwalifikowane do adopcji zagranicznej.

W 2014 roku ośrodek zakwalifikował do adopcji 180 dzieci.

Z punktu widzenia rodziców, chcących adoptować dziecko, sprawa nie wygląda jednak tak różowo: likwidacja rejonizacji i części ośrodków (powiatowych) sprawiła, że na szkolenia, choćby do Wrocławia, dojeżdżać muszą z daleka – niejednokrotnie z odległych krańców województwa.

Szkolenia kandydatów na rodziców adopcyjnych są obowiązkowe –  trwają około 3 miesięcy, są bezpłatne i dostępne przez okrągły rok. Ale ukończenie kursu to nie wszystko.

– Chcemy dobrać jak najodpowiedniejszych rodziców dla konkretnego dziecka. Kiedyś nie mówiono rodzicom wszystkiego, nie znali historii dziecka, co powodowało, że na pewne rzeczy nie byli przygotowani – mówi Katarzyna Zbąska z Dolnośląskiego Ośrodka Adopcyjnego. – Tymczasem 98 proc. dzieci przeznaczonych do adopcji pochodzi z rodzin patologicznych.  Wiele z nich ma zespół FAS, czyli zaburzenia rozwojowe wywołane alkoholizmem matki, a prawie wszystkie borykają się z zaburzeniami więzi. Zadaniem ośrodka jest więc wyszukanie rodziców, którzy będą w stanie unieść jego problemy.

 

Czy jednak dziecko potrzebuje rodziny idealnej, czy może po prostu rodziny? – pytają potencjalni rodzice.

 

– Podczas procesu adopcyjnego często czuliśmy niepewność i strach: co jeszcze można takiego w nas odkryć, że jednak nie zakwalifikujemy się na rodziców – wspomina jedna z par.

– Stereotypem jest myśl, że miłość zwycięży – replikuje Grażyna  Ładyżyńska, dyrektor Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego we Wrocławiu. – Musi być wola osoby wspierającej i świadomość, czego się podejmuje. Proces rodzenia się bliskiej więzi pomiędzy dzieckiem a jego nowymi rodzicami wymaga czasu. Zresztą, matka biologiczna często także potrzebuje czasu, aby przyzwyczaić się do nowej sytuacji.

– Kandydaci na rodziców adopcyjnych to osoby z całego wachlarza społecznego – dodaje Katarzyna Zbąska. – Zdarza się, że w trakcie szkolenia ktoś stwierdza, że nie jest gotów na adopcję i to należy uznać za sukces, bo szkolenie ma uświadomić przyszłym rodzicom, na co powinni być gotowi, i zapobiegać rozwiązywaniu adopcji.

W Dolnośląskim Ośrodku Adopcyjnym nie zdarzył się jeszcze przypadek, że ktoś zrezygnował z adopcji.

Okres oczekiwania na dziecko trwać może od 3 miesięcy do nawet 3 lat.

– To zależy także od kandydatów na rodziców. Czasem mają bardzo sprecyzowane oczekiwania:  szukają na przykład tylko dziewczynki, w określonym wieku, z jasnymi włosami – podkreśla Iwona Włodarczyk, zastępca dyrektora Ośrodka Adopcyjnego w Dolnośląskim Ośrodku Polityki Społecznej we Wrocławiu.

Ze statystyk wynika, że w całym kraju rocznie adoptuje się ok. 3,5 tysiąca dzieci.

Są wśród nich również dzieci chore i niepełnosprawne, ale te znajdują rodziny głównie za granicą –  najczęściej we Włoszech, USA, Holandii. Czyżby w swoim kraju było im jeszcze trudniej?

 

W przepisach adopcyjnych nadal jest sporo luk prawnych. Problem, który dostrzegają sami adoptowani, to brak zapisów o nierozdzielaniu rodzeństwa.

 

Fundacja „Zerwane Więzi” od lat nie może przebić się z takim postulatem. Do organizacji zgłosiło się już 3,5 tysiąca osób adoptowanych, które po latach szukają swojej tożsamości, rodziców czy rodzeństwa.

– Parę razy byłam i pytałam w ośrodku, ale niewiele chciano mi powiedzieć. Nie wiem nawet czy miałam rodzeństwo – mówi Marta Zalewska, adoptowana 35 lat temu.

Według prawa, dzieci z rodzeństwa podzielonego na dwie różne rodziny adopcyjne stają się dla siebie obcymi osobami.

Ustawa uchwalona dwa lata temu nie jest idealna i wiele instytucji domaga się jej nowelizacji. Do tej pory były już dwie jej nowele, a wkrótce szykuje się kolejna. W planach jest uściślenie zasad tak zwanej „adopcji ze wskazaniem” – odtąd rodzice zrzekający się dziecka mogliby wskazywać przed sądem wyłącznie swoich krewnych jako osoby do przysposobienia.

Ma to, z założenia, ukrócić  tzw. „handel dziećmi”,  czyli przekazywanie dzieci – poza ośrodkiem adopcyjnym i najczęściej za pieniądze – nowej rodzinie. Tego rodzaju ogłoszenia nietrudno dziś znaleźć w internecie.

Tylko czy ten proceder nie jest po prostu znakiem, że obecny system działa nieefektywnie, bo zmusza do szukania pomocy poza wyznaczonymi ośrodkami?

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*