Elegancja

Na językach / autor:jk

 

         Dawno, dawno temu, co dzisiaj brzmi jak bajka, język, niczym strój, skrojony był dokładnie na miarę – nie tyle zdobił, ile przede wszystkim wyznaczał status człowieka i był jednocześnie tego statusu odbiciem. Innym językiem mówił więc dziedzic na włościach, innym chłop, jeszcze innym robotnica w przędzalni włóczki, a języki te, jak odrębne światy, właściwie nie miały prawa się spotkać.

W czasach nie tak już od nas odległych światy zaczęły się do siebie zbliżać, ale w dalszym ciągu bezbłędnie dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka takiego choćby, przepraszam za słowo, inteligenta – bo był kompletnie wykształcony, bo sporo czytał, bo wysławiał się gładko, swobodnie i ze swadą. A jak potrafił pisać!

         Czemu o tym wspominam? Sprowokowała mnie otóż pewna wymiana zdań w internecie – nic wielkiego, właściwie błaha sprawa, drobiażdżek wręcz, a jednak dający do myślenia:

„Czy elegancki mężczyzna idąc na rower powinien ubrać marynarkę?”, zastanawiał się pewien internauta na jednym z forów poświęconych modzie. „Nie powinien niczego ubierać, jeśli ceni elegancję, szczególnie słowa”, padła natychmiastowa odpowiedź. W ten delikatny a dowcipny sposób zasygnalizowano młodemu cykliście, że, po pierwsze, użył formy uznawanej za niepoprawną (zamiast poprawnej: włożyć marynarkę, ewentualnie ubrać się w marynarkę), po drugie, że stylowy mężczyzna – albo chcący za stylowego uchodzić – nie powinien błędów językowych popełniać. Bo nie przystoi.

Zaskakujące stwierdzenie w dzisiejszych, pomieszanych czasach…

Wszak, gdy ostre niegdyś granice społecznych klas się zatarły, a społeczeństwo, jak to mówią, się zdemokratyzowało, dawne kodeksy, obyczaje i języki wymieszały się całkowicie i dokładnie. Uliczny przeniknął na salony, nieparlamentarny – do parlamentu, a wiotkie gimnazjalistki nauczyły się kląć w takim stylu, że zawstydziłyby niejednego dorożkarza.

Te różnice, te zmiany widać najwyraźniej w ewolucji tak zwanych form grzecznościowych. Można nawet powiedzieć, że etykieta tak się dziś uprościła, iż w zasadzie w ogóle jej nie ma. Słowo „nie uchodzi” praktycznie wyszło z obiegu, tak samo jak „stosowny”, choć ono akurat ma z grzecznością bardzo wiele wspólnego (dzisiejsze „grzeczny” powstało ze staropolskiego „k rzeczy”, oznaczającego coś odpowiedniego, zdatnego, stosownego, właściwego).

W radiu, pod wpływem angielszczyzny, coraz popularniejsze staje się „tykanie” słuchaczy, niezależnie od ich wieku, i tylko wyjątkowe dinozaury wśród stacji odwołują się jeszcze do staromodnego Pan/Pani. W telewizji i na politycznych salonach króluje zwrot „posłuchajcie Państwo”, choć forma „Państwo”  łączyć się powinna z trzecią, a nie drugą osobą liczby mnogiej, bo tak nakazuje gramatyka i grzeczność. Co prawda Doroszewski w swoim słowniku poprawnej polszczyzny z lat 70. dopuszcza tę konstrukcję – „Czyście Panie widziały ten film?” – ale raczej tylko w półoficjalnych, nieformalnych kontaktach. Zwolennicy jej oficjalnego użycia przekonują, że jest użyteczna, gdyż skraca dystans i wprowadza sympatyczny ton poufałości. Być może. Lecz czy wyraża szacunek? Śmiem wątpić.

Puenta będzie jednak optymistyczna. Bo internetowy dialog pozwala wierzyć, że – powolutku, powolutku – idzie nowe, skoro są młodzi, dla których elegancja  to już nie tylko synonim markowego wdzianka.  Nie łudźmy się, że zaczną się teraz snobować na poprawność językową jak na Pradę, ale nawet jeśli oznacza to tylko troszkę większą staranność w mowie i piśmie –  zawsze to coś, nieprawdaż?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 146)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*