Nowości

Hulaj nogą – prawa nie ma

fot. kaj fot. kaj

Po elektrycznych samochodach i skuterach we Wrocławiu pojawiły się hulajnogi na prąd, którymi można jeździć tylko chodnikami. Aby z nich korzystać, trzeba mieć aplikację na smartfonie i pieniądze na karcie lub koncie. Pierwsza minuta jazdy kosztuje 2,5 zł, każda kolejna – 50 groszy. Po przejażdżce zostawia się je w dowolnym miejscu, co szybko okazało się i zaletą, i wadą.

Elektryczne hulajnogi Lime wypożycza się w 12 krajach Europy: Grecji (Ateny, Saloniki), Hiszpanii (Alcobendas, Malaga, Saragossa, Pampeluna, Madryt), Niemczech (Berlin, Frankfurt), Wielkiej Brytanii (Londyn, Milton Keynes), Francji (Paryż, Marsylia, Lyon), Szwecji (Sztokholm, Malmo, Lund), Portugalii (Lizbona), Belgii (Bruksela), Austrii (Wiedeń), Czechach (Praga) i Polsce (Wrocław, Warszawa, Poznań).W trzech polskich miastach jest ich ok. 3 tysiące. Korzysta z nich ponad 100 tys. unikalnych użytkowników.

Pierwszym polskim miastem, w którym się pojawiły był Wrocław. Amerykański operator uruchomił tu system w połowie października ubiegłego roku. Wartość firmy z Kalifornii wyceniało się wtedy na ok. 1 mld dolarów. Lime zadebiutował we Wrocławiu, ponieważ postrzega miasto jako przyjazne rowerzystom i nowoczesnym środkom transportu. Dyrektor generalny Lime w Polsce tłumaczył, że zdecydowała wrocławska otwartość na idee zrównoważonej, współdzielonej mobilności. Przez pierwsze trzy miesiące z elektro-hulajnóg we Wrocławiu skorzystało ok. 27 tys. osób. Na podstawie obserwacji można śmiało zakładać, że teraz liczba ta jest dużo większa.

Bez smartfona ani rusz

Urządzenia Lime z założenia są alternatywnym środkiem przemieszczania się po mieście. Operator określa je mianem pojazdu przeznaczonego do przejechania „ostatniej mili”, czyli np. odległości z przystanku tramwajowego do biura lub domu. Cena (2 złote opłaty startowej plus 50 groszy za każdą minutę jazdy) raczej nie zachęca do wypożyczania hulajnóg do rekreacyjnej jazdy dla zabawy. Tańsze są rowery miejskie (2 złote za godzinę). Przewaga urządzeń na prąd tkwi w tym, że nie trzeba szukać stacji, aby je zaparkować. Właściwie to można zostawić je w dowolnym miejscu.

Zanim jednak rozpocznie się jazdę, trzeba pobrać na smartfon darmową aplikację Lime. Użytkownik rejestruje konto i podpina do niego kartę płatniczą lub wpłaca pieniądze z góry. Aplikacja pokazuje na mapie lokalizację pojazdów i poziom naładowania akumulatora. Po dotarciu do hulajnogi użytkownik skanuje telefonem kod QR umieszczony na kierownicy i rusza w drogę. Elektryczna hulajnoga rozpędza się do prędkości 25 km/h. Jej zasięg to od 20 do 30 kilometrów. Przyspiesza się prawą manetką, hamuje lewą lub hamulcem tradycyjnym nad tylnym kołem. Jak łatwo policzyć, godzina jazdy kosztuje 32 złote. Po zakończeniu przejażdżki pieniądze są automatycznie pobierane z karty lub zasilonego wcześniej konta.

O nowym środku transportu użytkownicy wypowiadają się najczęściej pochlebnie. Chwalą ich dostępność (wszędobylskość), przyjemność z jazdy nimi oraz możliwość szybkiego przemieszczania się z puntu A do punktu B. Jedyną wadą jest dla nich cena, która mogłaby być niższa.

Zdecydowanie bardziej krytycznie na hulajnogi patrzą piesi i rowerzyści. Zdarza się, że kierowcy przemykają slalomem między pieszymi i zostawiają pojazdy na chodnikach i ścieżkach rowerowych tak, że bezmyślnie zaparkowane hulajnogi tarasują przejście lub stwarzają zagrożenie.

Dolnośląski okręg Polskiego Związku Niewidomych informował już o dużej liczbie problemów zgłaszanych przez osoby niewidome i niedowidzące, które potykają się bądź przewracają o jednoślady. Podobne zastrzeżenia mają rowerzyści, którzy po zmroku wpadają na przeszkody zostawione przez użytkowników Lime. Stworzenie zagrożenia lub tamowanie ruchu na drodze publicznej (jaką jest też chodnik) podlega karze pieniężnej, ale żeby ukarać niesfornego użytkownika, służby musiałyby znaleźć osobę poszkodowaną. Usuwać niebezpiecznie zaparkowane hulajnogi mogłyby odpowiednie jednostki miejskie (tak zrobiono w Warszawie), ale urzędnicy wrocławscy wolą edukować w sprawie prawidłowego korzystania z Lime, niż usuwać sprzęt.

Departament Infrastruktury i Transportu UM Wrocławia i operator Lime zapowiedzieli wspólną kampanię edukacyjno-informacyjną:

 – W kwestii parkowania hulajnóg kluczem jest edukacja. Zachęcamy użytkowników, aby bezpiecznie i odpowiedzialnie korzystali z naszych hulajnóg i wykorzystywali przestrzeń publiczną nie powodując utrudnień dla pozostałych uczestników ruchu. Każdy, jeszcze przed pierwszym przejazdem, dowiaduje się bezpośrednio w aplikacji o zasadach m.in. właściwego parkowania. Uruchomiliśmy także globalną kampanię o nazwie Respect the Ride, w ramach której zachęcamy użytkowników do podpisania deklaracji zasad odpowiedzianego poruszania się po mieście, w tym także parkowania. Do bezpiecznego pozostawiania hulajnóg skłania również konieczność wykonania im zdjęcia przed zakończeniem przejazdu. Niedawno spotkaliśmy się też w tej sprawie ze Związkiem Niewidomych, z którym rozmawialiśmy o zestawie dobrych praktyk parkowania hulajnóg. Wykorzystamy je w działaniach edukacyjnych skierowanych do naszych użytkowników – informuje biuro prasowe Lime Polska.

Warto w tym miejscu podać przykłady kreatywności niektórych osób: hulajnogi pływały już w Odrze, stały na Krześle (rzeźba przy ul. Rzeźniczej) i na pomniku Bolesława Chrobrego… Być może pomysłowy miłośnik dwóch kółek myślał, że król naładuje hulajnogę mądrością. Tymczasem pojazdy są ładowane w inny sposób:

 – W każdym z miast, w których działa Lime, firma wynajmuje magazyny, w których pracownicy Lime’a przechowują, serwisują i ładują hulajnogi. Dzięki modułowi GPS i łączności 3G położenie hulajnóg Lime jest monitorowane, a rozładowane urządzenia są zbierane, w razie potrzeby serwisowane, następnie ładowane i rozmieszczane ponownie we właściwych miejscach – dowiadujemy się w biurze prasowym. Urządzenia mogą być również ładowane przez partnerów operatora, też przez osoby prywatne, które zechcą na tym dorobić.

Hulajnogi na ścieżki?

Pojawienie się Lime w Polsce zaskoczyło polski system prawny jak zima drogowców. Regulacje są bowiem zupełnie nieprzygotowane. Osoba poruszająca się na elektrycznej hulajnodze traktowana jest jako pieszy. Jeżdżenie hulajnogami po ścieżkach rowerowych i ulicach jest nielegalne i grozi mandatem. Podobnie jak jeżdżenie po nich na deskorolkach lub rolkach. Wrocławski ratusz zapewnia, że lokalni urzędnicy dostrzegają potencjalne zagrożenia wynikające z niedostosowania istniejących przepisów do zmieniających się trendów. W związku tym prezydent Jacek Sutryk napisał pisma do posłów i Ministerstwa Infrastruktury z prośbą o wsparcie w rozwiązaniu problemu.

 – Widzimy rosnącą popularność różnych urządzeń transportu osobistego: hulajnogi, hulajnogi elektryczne, rolki, segwaye. Wymaga to dostosowania obowiązujących przepisów prawnych do zmieniającej się sytuacji na ulicach miasta – informuje Małgorzata Szafran z UM Wrocławia, dodając, że wpuszczenie hulajnóg i innych pojazdów na drogi rowerowe wymagałoby zwiększenia ich minimalnej szerokości, bo obowiązujące 2 m to za mało ze względów bezpieczeństwa.

Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało, że zajmie się nowelizacją ustawy Prawo o ruchu drogowym. Nowe przepisy mają wprowadzić definicję urządzenia transportu osobistego, czyli napędzanego siłą mięśni lub silnikiem elektrycznym o maksymalnej prędkości i wymiarach. Jest więc szansa, że deskorolkami, hulajnogami elektrycznymi itp. będzie można jeździć bez przeszkód drogami rowerowymi. Ciekawe tylko, czy rowerzyści okażą się bardziej gościnni niż piesi, a miłośnicy hulajnóg pojadą po rozum do głowy w kwestii parkowania i staną się społecznie odpowiedzialni. Chociaż trzeba przyznać, że po burzy wstępnej więcej pojazdów stoi, gdzie należy.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*