Nowości

Jarosław Marek Rymkiewicz, Kinderszenen

Swoją najnowszą książkę Rymkiewicz zatytułował prowokacyjnie „Kinderszenen”, nawiązując do cyklu fortepianowych miniatur Schumanna – słodkich etiud obrazujących marzenia i wydarzenia okresu dziecięcego. Rymkiewiczowskie „Kinderszenen” też zwraca się ku czasom dzieciństwa, tyle że nic w nim ze słodyczy i marzeń – to rozproszony na wiele kawałków obraz krwawej jatki zwanej II wojną światową, jaka wryła się w pamięć kilkuletniego chłopca.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Swoją najnowszą książkę Rymkiewicz zatytułował prowokacyjnie „Kinderszenen”, nawiązując do cyklu fortepianowych miniatur Schumanna – słodkich etiud obrazujących marzenia i wydarzenia okresu dziecięcego. Rymkiewiczowskie „Kinderszenen”  też zwraca się ku czasom dzieciństwa, tyle że nic w nim ze słodyczy i marzeń – to rozproszony na wiele kawałków obraz krwawej jatki zwanej II wojną światową, jaka wryła się w pamięć kilkuletniego chłopca.

„Krwawa dziura – to było właśnie moje dzieciństwo, pisze Rymkiewicz. – Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś wielkie pretensje do Niemców, że czegoś od nich oczekuję czy czegoś żądam. Chciałbym tylko, żeby wiedzieli co mi zrobili – zniszczyli moje dzieciństwo i zrujnowali moją ośmioletnią wyobraźnię. Została kupa gruzów, kupa trupów, wielkie szambo, wielka dziura wypełniona czarną krwią”.

Reminiscencje z dzieciństwa  – ucieczka przed kukuruźnikiem na torach w okolicy Piaseczna, kobieta z dziurą w plecach leżąca na szosie, łapanka na Mokotowskiej – stanowią zresztą tylko jeden plan opowieści, jej swoiste podglebie. Książka Rymkiewicza bowiem to w istocie rzecz o powstaniu warszawskim i polemika z twierdzeniem, że było szaleństwem i narodową tragedią: „Szaleństwo Polaków, którzy zdecydowali się na swoje szaleńcze Powstanie, było tylko odpowiedzią (…) na szaleństwo Niemców, to znaczy na szaleństwo mordowania, w które z jakichś niezrozumiałych przyczyn popadli niemieccy mordercy”.

Rymkiewicz nie dba o polityczną poprawność, a bezkompromisowość prowadzi go często na manowce – w jego czarno-białej wizji świata Niemcy (autor zdecydowania odmawia nazywania ich hitlerowcami bądź nazistami, uznając wprowadzenie tej terminologii za początek niemieckiego fałszowania historii) są nieodmiennie źli, Polacy nieodmiennie szlachetni, a samo powstanie (odarte ze wszelkich politycznych konotacji) staje się walką o przetrwanie samą w sobie – „wspaniałą eksplozją” gniewu, manichejską, niemal odwieczną walką sił światła i ciemności. Ta uproszczona wizja historyczna, wystylizowana i romantyczna z ducha – choć przyjemnie uwodząca – budzi dziś odruchowy sprzeciw. Rymkiewicz estetyzuje powstanie i do galerii krwawych narodowych mitów dodaje kolejny. Co z tego, że pięknie napisany?
(kaj)

Jarosław Marek Rymkiewicz, Kinderszenen, Sic! 2008
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*