Nowości

Julek Anarchista

W dzienniku wydawanym przez Polską Partię Socjalistyczną 27 października 1929 roku ukazał się wiersz Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”. Doprowadził on do szału „zdrowe siły narodu”, czyli wojskowych i narodowców. Domagali się oni albo natychmiastowego osadzenia autora w więzieniu o zaostrzonym rygorze, albo pozbawienia go polskiego obywatelstwa. Powoływali się przy tym na … carskie prawo.

W dzienniku wydawanym przez Polską Partię Socjalistyczną 27 października 1929 roku ukazał się wiersz Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”. Doprowadził on do szału „zdrowe siły narodu”, czyli wojskowych i narodowców. Domagali się oni albo natychmiastowego osadzenia autora w więzieniu o zaostrzonym rygorze, albo pozbawienia go polskiego obywatelstwa. Powoływali się przy tym na … carskie prawo.

Komisarz rządu na miasto Warszawa (urzędnik wojskowy w randze wojewody, mianowany przez generała przy Generalnym Inspektorze Sił Zbrojnych) Lucjan Gałczyński w dniu 4 listopada 1929 roku w taki sposób pisał o sprawie:

„W wierszu tym autor wzywa żołnierzy, ażeby w razie wojny, w razie wezwania do obrony Ojczyzny, rzucali broń i odmawiali posłuszeństwa wbrew nakazaniom przysięgi. Wiersz ten ma za zadanie szerzenie zdrady wśród wojska i przygotowanie gruntu, nie tylko do dezercji z szeregów, ale i do jawnego buntu przeciwko władzom wojskowym i państwowym w wypadku wybuchu wojny. Jednocześnie wiersz ten podburza masy żołnierskie przeciwko innym warstwom narodowym przez twierdzenie, że służbę wojskową pełnią po to, ażeby w razie wojny bronić interesów warstwy posiadającej”.

Dlatego uważał za stosowne wnieść oskarżenie przeciwko redaktorowi naczelnemu „Robotnika”, jak i autorowi wiersza o naruszenie artykułu 129 pkt. 3 i 5 kodeksu karnego. Warto przypomnieć, że wtedy obowiązywał jeszcze carski kodeks karny autorstwa Tagancewa, gdyż prace nad polskim kodeksem karnym jeszcze nie były zakończone. Zgodnie zaś z nim: „głoszenie lub odczytywanie publicznie mowy albo utworu podburzającego do nieuległości lub przeciwdziałania ustawie lub zgodnemu z ustawą rozporządzeniu władzy, a także do uchybiania przez wojskowych obowiązkom służby wojskowej zagrożone jest karą do czterech lat ciężkiego wiezienia albo maksymalnie sześciu w domu poprawy”.

Komisarz rządu Lucjan Gałczyński (przypadkowa zbieżność nazwisk z poetą Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim – żadna rodzina) nie tylko zachęcał prokuraturę do sięgnięcia po carskie prawo, ale również wystosował petycję do ministra spraw wewnętrznych. Pisze w niej, że „wiersz zachęca do czynu buntowniczego lub zdradzieckiego”, więc poetę trzeba przykładowo ukarać.

Tuwim złożył oświadczenie

które ukazało się w „Robotniku”, w kilka dni po ukazaniu się wiersza. Pisze w nim, że:

„(…) nie miałem zamiaru zachęcać żołnierzy do buntu. Wiersz mój ma tendencje pacyfistyczne i humanitarne, politykiem ani działaczem politycznym nie jestem, do żadnej partii nie należę i nigdy nie należałem, i należeć nie będę, ponieważ jestem WOLNYM POETĄ – i posądzenie mnie o czynną propagandę bolszewizmu nie odpowiada mojemu światopoglądowi”.

„Zdrowe siły narodu” nie przyjęły oświadczenia do wiadomości. Środowiska związane z Narodową Demokracją i ziemiaństwem prześcigały się w krytykowaniu poety widząc w nim wroga narodu polskiego i wywrotowca i domagając się osadzenia go w więzieniu. „Prawdziwi Polacy” przypominali też pochodzenie poety i sugerowali pozbawienia go obywatelstwa. Środowiska lewicowe zaangażowały się w obronę Tuwima.

Również skamandryci stanęli po stronie poety.  W taki oto sposób opisywał całą sprawę Antoni Słonimski w „Wiadomościach Literackich”:

„Wiersz Tuwima pt. „Do prostego człowieka”, wydrukowany w „Robotniku” wywołał burzę w szklance wody, i to wody stojącej, i dość cuchnącej. Dzienniki endeckie jak zwykle wypisywały brednie i łobuzerstwa, a poza tym z wiersza zrobiono atut politycznych rozgrywek z socjalistami. Mniejsza o to. Wiersz Tuwima, który był zresztą kaprysem poety, poety impulsu, poety, od którego nie należy oczekiwać ani konsekwencji, ani logiki, nie wywołał żadnego hałasu literackiego, nie stworzył pożądanego pretekstu na tematy ważne i aktualne. Nie mówiło się ani o poezji, ani o sumieniu”.

I dalej: „Tuwimowi nie chodziło o namawianie do dezercji albo zdrady konkretnego narodu, ale o bunt żołnierzy każdej armii i globalny pacyfizm. Przewrotnie, ale umiejętnie, powoływał się nawet na deklarację Józefa Piłsudskiego z listopada 1927 roku, w której Marszałek potępił wojnę”.

Na początku 1930 roku

ukazało się oświadczenie prokuratury warszawskiej, stwierdzające, że zarzuty z artykułu 129 są pozbawione podstaw:

„Po rozpoznaniu dochodzenia w sprawie Juliana Tuwima, zważywszy, że wiersz ten zawiera tendencje pacyfistyczne, humanitarne leżące w tej samej płaszczyźnie ideowej, jak „Na Zachodzie bez zmian”, „Klucze otchłani” Struga czy „Kres wędrówki” itp., że przeciwko pomawianiu go o hasła antypaństwowe świadczy cała jego dotychczasowa działalność twórcza, stojąca na gruncie państwowym i patriotycznym, że w ocenie utworu poetyckiego płodu swobodnego natchnienia należy stosować inną miarę niż w ocenie broszur lub odezw antypaństwowych, mających na celu aktualne zadanie i tendencje polityczne i społeczne, czego, jak widać z wyjaśnień Tuwima, on na myśli wcale nie miał, że poza tym z punktu widzenia polityki kryminalnej okazuje się niecelowym pociąganie autora o takim nazwisku, jakie ma Tuwim, do odpowiedzialności karnej, że zatem wynik dochodzenia nie daje podstaw do wszczęcia postępowania sądowego (…)” prokuratura sprawę umorzyła. Ale komisarz Gałczyński i jego urzędnicy, a także narodowcy odwoływali się do różnych instancji wymiaru sprawiedliwości i urzędów ministerialnych. Bez skutku. Decyzja prokuratury była prawomocna.

Niektórzy twierdzą, że umorzenie postępowania nie wynikało z mądrości prokuratury, ale z rozkazu pułkownika Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego i wielkiego przyjaciela środowiska artystycznego Warszawy.

Dziesięć lat później

Tuwim z żoną uciekali przed hitlerowcami na wschód. Po licznych perypetiach dotarli do Stanisławowa bez bagaży i środków do życia. Miejscowy starosta wydał uchodźcom przepustki graniczne i w dniu 45 urodzin poety przekroczyli granicę polsko -rumuńską. Co się z nimi działo dalej, opisuje amerykanka Marci Shore w swojej książce: „Kawior i popiół”.

„W restauracji po rumuńskiej stronie podeszło do nich dwóch cywilów: „Pan Tuwim? Proszę z nami!”. Mężczyźni zdążyli już odebrać z posterunku granicznego paszporty Tuwimów. Wsadzili ich do samochodu, wyjaśniając, że są polskimi oficerami i mają rozkaz wydostać go z miasta. Pomimo oskarżeń antysemitów, którzy twierdzili, że Tuwim nie jest tak naprawdę polskim poetą, polski rząd nadal uważał go za skarb narodowy. Oficerowie odwieźli Tuwima i jego żonę do Bukaresztu i powierzyli opiece polskiego ambasadora. W ostatnich dniach września po podróży przez Jugosławię i Włochy, Tuwimowie znaleźli się we Francji”.

Ciekawe, czy dzięki akcji oficerów uratowano tylko Tuwimów, czy też i inne osoby zaliczane do „skarbu narodowego” w ramach rządowej akcji? Może zajmie się tą sprawą jakiś polski historyk, bez oglądania się na zagranicznych badaczy.

Do prostego człowieka

Gdy znów do murów klajstrem świeżym

 Przylepiać zaczną obwieszczenia,

 Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”

 Na alarm czarny druk uderzy

 I byle drab, i byle szczeniak

 W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,

 Że trzeba iść i z armat walić,

 Mordować, grabić, truć i palić;

 Gdy zaczną na tysięczną modłę

 Ojczyznę szarpać deklinacją

 I łudzić kolorowym godłem,

 I judzić „historyczną racją”,

 O piędzi, chwale i rubieży,

 O ojcach, dziadach i sztandarach,

 O bohaterach i ofiarach;

 Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin

 Pobłogosławić twój karabin,

 Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,

 Że za ojczyznę − bić się trzeba;

 Kiedy rozścierwi się, rozchami

 Wrzask liter pierwszych stron dzienników,

 A stado dzikich bab − kwiatami

 Obrzucać zacznie „żołnierzyków”. –

 − O, przyjacielu nieuczony,

 Mój bliźni z tej czy innej ziemi!

 Wiedz, że na trwogę biją w dzwony

 Króle z panami brzuchatemi;

 Wiedz, że to bujda, granda zwykła,

 Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,

 Że im gdzieś nafta z ziemi sikła

 I obrodziła dolarami;

 Że coś im w bankach nie sztymuje,

 Że gdzieś zwęszyli kasy pełne

 Lub upatrzyły tłuste szuje

 Cło jakieś grubsze na bawełnę.

 Rżnij karabinem w bruk ulicy!

 Twoja jest krew, a ich jest nafta!

 I od stolicy do stolicy

 Zawołaj broniąc swej krwawicy:

 „Bujać − to my, panowie szlachta!”

PS

Tekst wiersza Tuwima nadal jest chętnie cytowany, m.in. przez wykonawców muzyki rockowej (na przykład zespół Akurat).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*