Kłopotliwy człon

Na językach / autor:jk

Kto pomyślałby, że z tego wszystkiego wyniknie taka awantura – z Jackiem Saryuszem-Wolskim w roli głównej? Nie, nie mówię tu wcale o ostatnich  przepychankach w Brukseli, rachubach i strategiach polskiego rządu, jego politycznej klęsce / zwycięstwie, uroczystym witaniu kwiatami powracającej do kraju premier Szydło ani nawet o wyemitowanej w telewizyjnych „Wiadomościach” relacji z wyborów na szefa Rady Europejskiej, opatrzonej budującym hasłem „Polska obnażyła unijne standardy demokracji”. 

Mówię, jakżeby inaczej, o języku.

Gdy o Saryuszu-Wolskim zaczęło się robić głośno, a media odmieniały jego nazwisko przez wszystkie przypadki, poczuł się zobowiązany, by interweniować i zaapelował do dziennikarzy, by zostawili w spokoju  pierwszy człon jego nazwiska. Czemu? „Bo się nie odmienia”, wyjaśnił krótko.

Na takie dictum głos zabrała publicznie córka wybitnego polskiego językoznawcy Walerego Pisarka i – podpierając się autorytetem ojca oraz jego opinią – przypomniała, że język polski jest językiem fleksyjnym, czyli podlega odmianie, a nazwiska nie są tu żadnym wyjątkiem, także te dwuczłonowe. Dopuszczalne jest tylko jedno odstępstwo: gdy  pierwszy człon kończy się spółgłoską i jest nazwą herbu lub zawołaniem bojowym  –  jak Korwin-Mikke, Pobóg-Malinowski czy Korab-Brzozowski. Wtedy (i tylko wtedy) może ów człon pozostać nieodmienny. „Saryusz”, przypominał profesor Pisarek, a za nim jego córka, nie podpada pod żadną z tych kategorii, bo jest przydomkiem i jako taki powinien być odmieniany. Bez wyjątku.

Trudno wymagać od współczesnych Polaków, by orientowali się we wszystkich  subtelnościach naszej zawiłej heraldyki i odróżniali dawne przydomki od jeszcze dawniejszych okrzyków bojowych,  językoznawcy więc radzą: w razie wątpliwości odmieniajmy po prostu oba człony złożonego nazwiska. I tyle.

Wywód ten nie trafił do przekonania samemu zainteresowanemu, więc szybko powrócił do tematu i wystosował kolejny dramatyczny apel: „wielka prośba do mediów o nie odmienianie pierwszej części mojego nazwiska – taka jest tradycja rodowa i nic do niej lingwistom”.

Ot, zaczepka jak u harcownika, w dawnych, buńczucznych, rycersko-dworskich czasach.

Walery Pisarek zareagował na nią z właściwą sobie elegancją. „Caesar non supra grammaticos” (w wolnym tłumaczeniu: Cezar nie jest autorytetem dla gramatyków).  To cytat z Kasjusza Diona, rzymskiego historyka i senatora, który wyraził się tak o Tyberiuszu. Słynne te słowa sparafrazował potem cesarz niemiecki Zygmunt Luksemburski, gdy zarzucano mu, podczas soboru w Konstancji, niedostatecznie sprawne posługiwanie się łaciną: „Cesarzem jestem i stoję ponad gramatyką!”, grzmiał przed prałatami. Zostawmy jednak Tyberiusza i Zygmunta. Nie te czasy i nie ci cesarze.

Że Saryusz-Wolski najwyraźniej nie lubi lingwistów – to wiemy. Czemu jednak prowadzi upartą krucjatę przeciw polskiej gramatyce?

Słowo „nieodmienianie”, tak jak każdy inny rzeczownik z przeczeniem „nie” (nieczytanie, niepisanie, niemiłość, nieprawda, nierozmawianie), piszemy razem.

Pisownia rozłączna obroniłaby się tylko w jednym przypadku – gdyby dotyczyła wyraźnego przeciwstawienia. Jacek Saryusz-Wolski  mógłby więc ukuć twierdzenie: „nie odmienianie, ale nieodmienianie mojego nazwiska jest poprawne”. Brzmiałoby to jednak zbyt karkołomnie, a przed wszystkim – byłoby z gruntu fałszywe.

Joanna Kaliszuk (Artykułów: 95)
Joanna Kaliszuk jest dziennikarką, redaktorką naczelną Gazety Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*