Nowości

Kran z podwyżkami

Pod koniec stycznia Rada Miasta uchwaliła nowe taryfy opłat za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków we Wrocławiu. Cena sprzedaży metra sześciennego wody i odbioru ścieków dla mieszkańca wzrosła, po uwzględnieniu jeszcze 1-procentowej podwyżki VAT, z 6,46 do 7,61.

Pod koniec stycznia Rada Miasta uchwaliła nowe taryfy opłat za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków we Wrocławiu. Cena sprzedaży metra sześciennego wody i odbioru ścieków dla mieszkańca wzrosła, po uwzględnieniu jeszcze 1-procentowej podwyżki VAT, z 6,46 do  7,61.

A to nie wszystko. Równocześnie MPWiK wprowadziło zupełnie nowy składnik pod nazwą opłaty abonamentowej. Płaci ją każdego miesiąca każdy odbiorca niezależnie od tego, czy pobrał z miejskich wodociągów chociaż litr wody i odprowadził choćby wiadro ścieków, bo podstawą ustalania jej wysokości są nominalne zdolności przepustowe (przepływy) przyłączy i częstość odczytu.
Wprowadzenie tej dodatkowej opłaty umożliwia – jak wyjaśnia uprzejmie MPWiK – obciążenie każdego klienta rzeczywistymi kosztami wynikającymi z istniejących warunków technicznych przyłączenia nieruchomości do sieci, czyli kosztami zależnymi bezpośrednio od nominalnego przepływu dostarczanej wody. Rozumieć należy, że jest to zupełnie nowy koszt, niespodziewana dodatkowa opłata, ale za to sprawiedliwa, bo ci z grubszymi rurami przyłączy zapłacą więcej.
Jak policzyły służby finansowe SM Wrocław-Południe opłata abonamentowa oznacza dla mieszkańców kolejną 3,4-procentową podwyżkę dotychczasowych kosztów opłat za wodę.

W sumie, od 1 marca będziemy więc płacić za dostarczaną wodę i odbierane ścieki o 21,2 procent więcej!

Żaden dostawca licznych usług, z których korzystamy nie odważył się na tak drastyczną podwyżkę. W końcu oficjalne wskaźniki inflacji to 2,6 procent. Ale zdecydowana większość dostawców towarów i usług działa w warunkach rynkowych, ma jakichś konkurentów i nagłe podniesienie przez nich cen o ponad jedną piątą oznaczałaby samobójstwo. Nawet monopoliści, nasi dostawcy ciepła, Fortum SA i Kogeneracja SA okazali się łaskawsi i podnoszą swoje ceny mniej więcej o 7-8 procent rocznie (o ponad 20 procent wzrosły ceny ciepła od 2008 roku). Czuwający nad cenami energii cieplnej Urząd Regulacji Energetyki ciut bardziej dba o klientów, niż wrocławscy radni o mieszkańców – uznający widać, że do wyborów daleko!

– My oczywiście stanowczo zaprotestowaliśmy. To są działania niedopuszczalne – mówi Józef Śnieżek, prezes SM Wrocław Południe. – Nikt nas nie uprzedził o nowym składniku opłat, nie zadbał o symulację skutków – drastycznie zróżnicowanych dla poszczególnych budynków – ani  o skali tej podwyżki. Radni, którzy podjęli 20 stycznia stosowną uchwałę, nikogo z zainteresowanych, o ile wiem, nie pytali o zdanie, nie rozważyli,  jak to zafunkcjonuje, nie skonsultowali ze spółdzielniami sposobu i terminu wprowadzenia tak drastycznych zmian.

Zaprotestowały wszystkie duże spółdzielnie wrocławskie, bo ten aspołeczny tryb i skala podwyżek rujnują ich plany finansowe. Trzeba pamiętać, że Prawo spółdzielcze dokładnie precyzuje sposób określania wysokości opłat i tryb postępowania. Wszystkie kategorie kosztów muszą być zawarte w statucie i regulaminach, a wysokości opłat każdorazowo zatwierdzane – na podstawie przedkładanych przez zarządy analiz – przez rady nadzorcze. Dalej – o zwiększeniu jakiejkolwiek opłaty lokator musi być powiadomiony 3 miesiące wcześniej. Oczywiście, ustawodawca przewidział sytuacje wyjątkowe, to znaczy zwiększanie cen przez zewnętrznych dostawców – prądu, gazu, ciepła czy wody. W takich nadzwyczajnych przypadkach nie jest konieczny trzymiesięczny termin powiadomienia członków (mniejsze spółdzielnie bez finansowych rezerw mogłyby popaść w finansowe tarapaty), ale powiadomić mieszkańców przed wprowadzeniem podwyżki trzeba.

I przede wszystkim ludziom takie decyzje jakoś wytłumaczyć!

Dlatego spółdzielnie, przewidując regulacje cenowe (bo tak się nazywają podwyżki u dostawców) uwzględniają te przyszłe zwiększone koszty w planach finansowych i odpowiednio kalkulują składniki czynszu. I kiedy już poczta przynosi od dostawców zawiadomienia o podwyżkach, trzeba wszystko od nowa policzyć, określić nowe stawki, omówić wszystko z przedstawicielami mieszkańców np. w radach osiedli, podjąć konieczne formalne uchwały i – razem z innymi regulacjami cen – dostarczyć lokatorom nowe naliczenia opłat. Tak wysokiej, ponad 20 procentowej podwyżki cen wody nikt nie przewidywał!

– W ubiegłym roku MPWiK podwyższyło nam ceny o 10 procent. To było dużo, ale zmieściliśmy się uruchamiając inne źródła płynności finansowej – wyjaśnia prezes Józef Śnieżek. – W tym roku to jest niemożliwe. My za wodę i odbiór ścieków płacimy blisko 6 milionów rocznie, 500 tysięcy miesięcznie. Ta podwyżka oznacza dodatkowy miesięczny koszt ponad 100 tysięcy złotych, które musimy zebrać w opłatach i to musi uderzyć bezpośrednio i od zaraz w naszych mieszkańców!  – bo przecież jeszcze trwa zima i płatności faktur za ciepło są wielokrotnie większe niż zbierane od mieszkańców zaliczki. Tymczasem o podwyżkach obowiązujących od 1 marca poinformowano nas pod koniec stycznia! Musieliśmy w kilkanaście dni zmieścić całą wymaganą prawem procedurę uchwalania nowego składnika opłat i nowych wysokości stawek i zawiadomić o nowych opłatach ponad 11 tysięcy naszych lokatorów.
Tak więc nie tylko skala podwyżek, ale wprowadzenie bez uprzedzenia nowej opłaty, nielogiczne z punktu widzenia mieszkańców jej zróżnicowanie między budynkami, brak konsultacji z zarządcami, najgorsza na takie zmiany pora roku – powodują, że

wprowadzenie tak drastycznych zmian opłat za wodę jest niedopuszczalne.

To, że miejscy radni, idąc za polityczną modą, z reguły ignorują istnienie spółdzielni mieszkaniowych – wiadomo. Ale w takich przypadkach mogliby się rajcowie wznieść ponad uprzedzenia i przynajmniej zapytać w tych 8 największych spółdzielniach, zarządzających blisko 50 tysiącami mieszkań, co o takich podwyżkach i trybie ich wprowadzania sądzą.

MPWiK jest spółką gminną. To szczególny i osobliwy byt. Zgromadzeniem  wspólników jest prezydent Rafał Dutkiewicz a rada nadzorcza pochodzi z politycznego nadania. Spółka ma działać w interesie mieszkańców i pod ścisłą kontrolą miejskich władz, bo jest to spółka o znaczeniu absolutnie strategicznym. Co oznacza, że jej kierownictwo nie kieruje się – jak w każdej handlowej, usługowej czy produkcyjnej spółce – głównie zyskiem ale interesem mieszkańców Wrocławia. A więc również interesem spółdzielców.

Oczywiście – w interesie miasta i jego mieszkańców jest również rozwój spółki dostarczającej wodę, jej bezpieczeństwo finansowe i techniczna modernizacja. I zapewne takie były motywy ponad 20-procentowego podniesienia cen wody. Dlaczego jednak nikt z decydentów nie pofatygował się, aby to mieszkańcom, klientom wyjaśnić, uzasadnić tak drastyczną regulację i zmiany. Nawet takim klientom, którzy – jak spółdzielnie – regularnie co miesiąc i co do grosza płacą faktury MPWiK za tę usługę i co więcej –

płacą za wszystkich mieszkańców, niezależnie ilu z nich zalega spółdzielni z opłatami.

Dopiero w marcu doszło do spotkania władz największych spółdzielni mieszkaniowych Wrocławia z zarządem MPWiK. I tylko dlatego, że zaistniało realne zagrożenie odmowy płacenia tych podwyższonych cen przez największych klientów, zobowiązanych przecież do obrony praw i interesów spółdzielców. Groźba taka była realna, bowiem zmiana warunków umowy dostaw wody i odbioru ścieków (w tym wypadku wprowadzenie dodatkowego składnika opłat plus podwyżki) nastąpiła bez uzgodnienia z klientem. Prawo zaś zabrania jednostronnych zmian w umowie, uznaje je za bezprawne zerwanie umowy, przewiduje tryb odszkodowawczy, a co najważniejsze, w konkretnym przypadku dostawców wody – wyklucza jednostronne zaprzestanie świadczenia takich usług.

– Spotkanie – mówi prezes Śnieżek – skończyło się kilkoma uzgodnieniami, głównie w sprawie tej nowej opłaty abonamentowej. Chodziło nam o to, żeby lokatorzy spółdzielczych domów płacili, jeśli już muszą, za lokal jednakową stawkę w osiedlu lub całej spółdzielni  (około 70 groszy miesięcznie). Bo niby dlaczego mieszkańcy sąsiednich domów mieliby jedni płacić 20 groszy, a drudzy 5 złotych?

Udało się też kilka spraw wynegocjować, uściślić i w efekcie oszczędzić w sumie trochę spółdzielczych pieniędzy. Cała ta historia skłania jednak do postawienia zasadniczego pytania o partnerskie traktowanie ze strony monopolisty. I trzeba ufać, że mieszkańcy spółdzielczych mieszkań, analizując nowe wyliczenia opłat, będą pamiętali, że to nie władze spółdzielni sięgają do ich kieszeni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*