Nowości

Miejskie pszczoły

fot. kaj fot. kaj

Od kilku lat we Wrocławiu przybywa miejskich pasiek. Ule są ustawiane na dachach urzędów, galerii handlowych i biurowców. Głównym zadaniem pszczół jest ożywianie zieleni. Dzięki nim urzędnicy mają miód do częstowania gości, a firmy narzędzie do promocji postawy eko.

Dolnośląski Urząd Wojewódzki, Teatr Muzyczny Capitol, Wroclavia, a od czerwca i sierpnia biurowiec Green2Day i Centrum Handlowe Borek – na dachach tych budynków mieszkają pszczoły miodne. Miejskie pasieki są także w ogrodzie Pałacu Królewskiego i w Ogrodzie Botanicznym. Każda z nich składa się z kilku uli. Jeden domek jest zamieszkały przez jedną rodzinę pszczelą, składającą się nawet z 60 tysięcy owadów. Można oszacować, że w centrum Wrocławia żyje ponad pół miliona pszczół miodnych.

Hodowla pszczół na terenach zamieszkałych we Wrocławiu jest możliwa od połowy 2016 roku – wtedy weszła w życie uchwała rady miejskiej. Radnych do pszczół przekonywali pszczelarze z koła Wrocław Krzyki, działkowicze i spółdzielcy z Południa oraz Greenpeace. Stosowną interpelację złożył Marcin Krzyżanowski, obecny wicemarszałek. Radni podnieśli ręce na tak, a wszystkiemu wtórował wojewoda Paweł Hreniak, który jako pierwszy zaproponował założenie pasieki na dachu. Miód z urzędu jest co roku, wojewoda gości częstuje. Pierwszy zbiór zamknięto w kilkadziesiąt słoików.

Od tego czasu pszczoły mają się w mieście coraz lepiej, a pasiek przybywa. Pracowite owady można hodować nie tylko na terenach rolnych w granicach miasta, ale także bez zgody na ogródkach działkowych lub na dachach budynków w centrum, gdzie mogą bez przeszkód pracować, nie latając przy tym człowiekowi koło nosa.

Zachowanie ładu i symbiozy

Ule w mieście nie są niczym nowym. Przed Wrocławiem stawiano je na dachach w innych miastach, a zjawisko dotarło do nas z Zachodu. Już kilkanaście lat temu pszczoły pojawiły się na budynku opery w Paryżu czy Bundestagu w Berlinie i wielu innych miastach w Europie.

Zadaniem miejskiej pszczoły miodnej nie jest produkcja miodu, bo od tego są tereny rolnicze, ale utrzymywanie ładu w przyrodzie i symbiozy pomiędzy owadami a roślinami rosnącymi w mieście.

– Bez pszczół drzewa, krzewy i kwiaty nie są zapylane, przez co zamierają – wyjaśnia Mirosław Majcherek, prezes koła Wrocław Krzyki. – Rola pszczoły w środowisku jest ogromna, ponieważ zapylają one ok. 95 procent roślin owadopylnych, a te występują w zdecydowanej większości w naszej szerokości geograficznej. Pozostała część zapylana jest przez inne owady, takie jak trzmiele czy szerszenie. Dzięki pszczołom mamy lepsze gruszki, jabłka, marchewki, buraki i inne owoce i warzywa uprawiane przez rolników – podkreśla.

Dr hab. inż. Adam Roman, profesor nadzwyczajny z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu (uczelniana pasieka znajduje się na Swojczycach), zauważa, że w miastach jest dużo terenów zielonych, które pozbawione owadów zapylających nie mogą się w pełni rozwijać. W wyniku postępu cywilizacyjnego i dynamicznej urbanizacji dzikich zapylaczy jest coraz mniej, dlatego pszczoły miodne są coraz milej widziane w obrębie miast:

 – Po dwóch, trzech latach ich działalności obserwuje się wzrost bioróżnorodności roślinności miejskiej. Drzewa i krzewy lepiej się rozwijają i pięknieją, kwiaty są bardziej kolorowe i pachnące – tłumaczy profesor. 

Mieszkańcy Kopenhagi już zauważyli ożywioną zieleń. Wrocławianie jeszcze chwilę poczekają. Podczas tego lata pszczoły nie mogły rozwinąć skrzydeł, bo było sucho i gorąco, co źle znosiły i one, i rośliny. Poza tym miejskie pasieki we Wrocławiu dopiero się rozwijają.

Na dystansie kilometra

Miasta rozszerzają się na tereny peryferyjne, więc dla pszczelarzy i pasiek brakuje miejsca. Odbija się to także na pszczołach, która lądują na dachach wcale nie z wyboru. Tam gdzie można stawiać pasieki tradycyjne, należy to robić – na dachach bywa zbyt wietrznie, w ulach czasami jest za gorąco. Oczywiście w odpowiednio skonstruowanej i ustawionej pasiece pszczoły czują się dobrze, niemniej stworzenie im wygodnego domu na wysokości nie jest łatwym zadaniem.

– Opieka nad pszczołami z dachu wymaga więcej pracy niż nad tymi z tradycyjnej pasieki. Nie można ustawiać zbyt wielu uli, żeby nie przepszczelić terenu, inaczej owady nie będą miały w okolicy dość dużego obszaru z roślinami z pożywką, czyli z nektarem i pyłkiem. Zbyt duża liczba uli powoduje, że pszczoły są słabe i podatne na choroby – mówi Majcherek.

Projektując pasiekę trzeba pamiętać, że pszczoły są najbardziej efektywne, gdy pracują w promieniu 1 km, choć potrafią latać na dystans nawet 5 km. Należy też dbać, żeby sąsiadami człowieka były osobniki jak najbardziej łagodne (aczkolwiek pszczoły są niegroźne z natury). W ciągu roku muszą wyprodukować do 140 kg miodu, żeby wykarmić rodzinę. Nadwyżkę zbiera pszczelarz. Jeżeli rok jest obfity, to z jednego ula pasieki stacjonarnej zabiera do 50 kg miodu.

Dachy jako miejsca posadowienia pasiek to niestety w wielu miastach konieczność, często wykorzystywana do celów propagandowych i marketingowych.

– Niektóre firmy i instytucje miód pozyskany z pasiek dachowych traktują jako produkt reklamowy – argumentuje prof. Adam Roman. – Niektórzy stawiają je bardziej jako wizytówkę reklamową, aby zademonstrować proekologiczną postawę. Z drugiej strony wpływ takich pasiek na środowisko jest pozytywny – dodaje. 

Mirosław Majcherek podaje przykład MPWiK, które postawiło ule na dachu budynku, choć  wokół są rozległe tereny zielone. – Trzeba rozróżnić efektywność pasieki od snobizmu. Jak można na ziemi, to trzeba na ziemi – kwituje Majcherek. MPWiK planuje stworzyć pasiekę także na dachu Hydropolis, który wkrótce ma się zazielenić.  

Taniec wywijaniec

Ule ustawia się w centrum miasta wysoko również z innego powodu. Startując z dachu pszczołom łatwiej trafić do drzew i krzewów, a później wrócić z pożywką do ula:

 – Nie muszą latać w labiryncie budynków, choć warto zaznaczyć, że mają doskonałą orientację w terenie – twierdzi Majcherek. Rozwinięty zmysł topograficzny pozwala im nie tylko poruszać się po polu i w lesie, ale także w miejskiej dżungli, odnajdując lipy czy akacje.

Pszczoły miodne potrafią także tańczyć. To ich unikatowy sposób komunikacji z innymi członkami rodziny. Bardzo szybko kręcą odwłokiem, spacerują przy tym na plastrze miodu, machają skrzydłami i zataczają koła. Tańcząc przekazują innym informacje, którędy lecieć po pyłek i nektar. Kolejną niezwykłą umiejętnością pszczół jest odróżnianie zdrowych od trujących pyłków, a nawet oczyszczanie pożywki.  

– Pszczoły robotnice w trakcie przetwarzania surowca – nektaru lub spadzi – na miód usuwają z niego część zanieczyszczeń mechanicznych, a wraz z nimi także chemicznych, np. metali ciężkich – informuje prof. Roman. – Dzięki temu miód jest bardziej czysty pod względem toksykologicznym, a tym samym zdrowszy. Niestety, znaczna część tych zanieczyszczeń pozostaje w organizmach pszczół, skracając ich życie, ale nie ma to większego wpływu na liczebny rozwój całych rodzin, chyba że żyją one w bardzo skażonym środowisku, w którym tych zanieczyszczeń jest bardzo dużo.  

Miód pozyskany z terenów miejskich jest równie smaczny i zdrowy jak każdy inny. Zdarza się nawet, że znajduje się w nim mniej metali ciężkich niż w miodach zebranych na wsiach. Wprawdzie w miastach jest więcej spalin, ale nie stosuje się pestycydów, więc wszystko się wyrównuje.

Stosowanie chemicznych środków ochrony roślin w rolnictwie, ogrodnictwie i leśnictwie to największe zagrożenie dla pszczół. Ich populacja zmniejsza się zauważalnie, szczególnie w miastach, dlatego właśnie zakłada się pasieki na dachach. – Trzeba to jednak robić rozważnie i z głową– apeluje Mirosław Majcherek. Kolejne ule pojawią się prawdopodobnie na Dworcu Głównym PKP. Będzie nawet konkurs dla artystów i plastyków na zaprojektowanie modeli nawiązujących do kolejnictwa.

Jakie jeszcze niekonwencjonalne działania, podejmowane, by w mieście żyło się lepiej, przywędrują do nas Zachodu? We Wrocławiu powstają już zielone dachy – a powstać też mają zielone przystanki – są ekologiczne budynki, samochody na prąd i rowery miejskie, a w planach wodny tramwaj. Są panele fotowoltaiczne na dachach budynków mieszkalnych. Czy kiedyś, tak jak w Amsterdamie, będą tu powstawać nowe dzielnice z materiałów odzyskanych z rozbiórki nieużywanych obiektów? Czy mieszkańcy będą decydować, jakie meble wytworzyć ze śmieci i gdzie je ustawić, tak jak robią to mieszkańcy Salonik? Czy w centrum doczekamy się poletek uprawnych jak w Detroit? Czy pojawią się wielkie wentylatory oczyszczające miejskie powietrze? I czy po Odrze będą pływać ogródki stworzone z recyklingu jak w Rotterdamie?

Pożyjemy zobaczymy. Jeszcze kilka lat temu pszczół na dachach Wrocławia też pewnie nikt się nie spodziewał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*