Nowości

Odra musi ożyć

Bohdan Krakowski znany jest w mieście ze swej miłości do kajakarstwa i turystyki. Niedawno wydał przewodnik „Wrocław znad Odry jeszcze piękniejszy”, poświęcony części Wrocławskiego Węzła Wodnego.

Bohdan Krakowski, członek SM „Metalowiec”, znany jest w mieście ze swej miłości do kajakarstwa i turystyki. Niedawno wydał przewodnik „Wrocław znad Odry jeszcze piękniejszy”, poświęcony części Wrocławskiego Węzła Wodnego. Bohdan Krakowski jest również założycielem i honorowym prezesem Wrocławskiego Integracyjnego Klubu Kajakowego KAPOK, a także działaczem środowisk osób niepełnosprawnych i seniorów.  W 1992 roku za swoją działalność zawodową i społeczną został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

– W swoim dorobku ma Pan aż dziesięć przewodników, a większość z nich poświęcona jest turystyce wodnej. Skąd u Pana ta wodniacka pasja?

– Pasji w moim życiu miałem kilka – w młodości byłem czynnym sportowcem, grałem w piłkę nożną, z niezłymi rezultatami, ale ciężka kontuzja sprawiła, że już w latach 50. stałem się właściwie osobą niepełnosprawną. Zainteresowałem się więc sportami motorowymi, byłem jednym z założycieli sportu żużlowego w kraju, wielokrotnie sędziowałem zawody żużlowe, także tu, we Wrocławiu. W 1975 roku przeprowadziłem się do Wrocławia na stałe i wtedy z kolei zacząłem interesować się wodniactwem. To świetna forma rekreacji, no i daje tę możliwość, że nawet osoby ze schorzeniami narządu ruchu mogą się poczuć na wodzie wspaniale, zapomnieć o swojej niesprawności.

– I to stąd wziął się pomysł, by stworzyć Wrocławski Integracyjny Klub Kajakowy KAPOK?

– Impuls przyszedł z zewnątrz. Zawsze bardzo chętnie jeździłem na Pojezierze Suwalsko-Augustowskie: przepiękne krajobrazy, wspaniała przyroda, mnóstwo ptactwa, bobry. To mój ulubiony region… Kiedyś, będąc na spływie Czarną Hańczą, zauważyłem ludzi, którzy na dziobach kajaków mieli przytroczone wózki inwalidzkie. Zaintrygowało mnie to na tyle, że poczekałem na nich na jednej z przystani. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że to ekipa niepełnosprawnych kajakarzy z Torunia. Ci ludzie zajmowali się zresztą nie tylko wodniactwem – jeździli też na rowerach, konno, wspinali się po skałkach (zresztą do dzisiaj to robią). Fantastyczna sprawa. W pewien sposób mnie to zainspirowało – po powrocie do Wrocławia zacząłem myśleć o stworzeniu czegoś podobnego u nas. Idea chwyciła i tak powstał KAPOK – klub kajakowy. Współpracujemy z wieloma specjalnymi placówkami – z Zespołem Szkół dla Niedowidzących i Niewidomych na Kamiennogórskiej, dla Niedosłyszących i Niesłyszących na Dworskiej, z Zespołem Szkół na Wejherowskiej, na Parkowej i wieloma innymi. Wspólnie ze spółdzielnią RESURS organizujemy spływy, turnusy rehabilitacyjne i szereg podobnych imprez. Jak już wspominałem – osoby, które raz posmakują kajakarstwa, fascynują się tym bez reszty, bo dzięki temu mogą zapomnieć choć na chwilę o swojej niepełnosprawności.

– Ale działacie także na rzecz środowisk senioralnych…

– Z czasem – z uwagi na swój wiek chyba – doszedłem do wniosku, że im człowiek starszy, tym więcej potrzebuje ruchu, aktywności fizycznej. Dlatego postanowiłem wciągnąć seniorów w naszą działalność, zainteresować ich kajakarstwem. Odzew jest spory, współpracujemy z Wrocławskim Centrum Seniora, z Uniwersytetami III Wieku, robimy wspólnie wiele imprez. Z seniorami spotykałem się też w ramach kampanii Babie Lato, a na zaproszenie policji brałem udział w akcji Bezpieczny Senior, przygotowując pogadanki i prelekcje na temat bezpiecznego zachowania się na wodzie. Policja chce zresztą współpracować ze mną systematycznie, z czego się bardzo cieszę. Bo może to dobra wróżba na przyszłość?

Uważam, że tu, we Wrocławiu, nie doceniamy faktu posiadania Wrocławskiego Węzła Wodnego, nie wykorzystujemy go też w pełni do celów rekreacyjnych. Wystarczy policzyć – miasto ma dwanaście wysp, pięćdziesiąt cztery kilometry szlaków wodnych, przyjmuje dopływy Oławy, Bystrzycy, Widawy, Ślęzy i dwunastu strumieni, nad którymi rozpościera się ponad 120 mostów i kładek! Pod tym względem Wrocław konkurować może tylko z Wenecją, Amsterdamem i Sankt Petersburgiem, a w Polsce w ogóle nie ma sobie równych. Powinniśmy wykorzystywać ten atut. Powinna tu przecież kwitnąć turystyka wodna – zwiedzanie miasta z poziomu Odry czy wieczorne rejsy tramwajami, gondolami, łodziami po rzece, jej odnogach i kanałach byłyby wielką atrakcją. A tymczasem co?

– Fakt, niewiele się dzieje.

– Właśnie. Proszę zauważyć, że Odra upadła zupełnie jako droga wodna… Do tego doszło szereg nieprzemyślanych działań władz, jak choćby likwidacja Technikum Żeglugi Śródlądowej, szkoły, która była wizytówką miasta i miała wielką renomę, nie tylko w kraju, ale i w Europie. Takie przykłady można mnożyć. Marnujemy swoje szanse… Nie może być przecież tak, że zainteresowanie rzeką ogranicza się tylko do iluminacji wybrzeży.

– O czym więc powinno się pomyśleć w pierwszej kolejności?

– Po pierwsze, od kilku już lat nieczynna jest śluza Mieszczańska – ta przy moście Pomorskim – która dzieli miasto i rzekę na dwie części: wschodnią i zachodnią. Dziś, z konieczności, wodniacy korzystają głównie z części wschodniej, ta druga jest w zasadzie niedostępna. Wielka szkoda. Należałoby jak najszybciej śluzę wyremontować i uruchomić, tak by cały Wrocławski Węzeł, cały ten przepiękny szlak wodny, był otwarty i dostępny.

Po drugie, należałoby też zwiększyć liczbę przystani i wypożyczalni sprzętu wodnego… W okresie międzywojennym było ich tutaj szesnaście, obecnie czynnych jest tylko pięć. Trudno marzyć, że ściągniemy tutaj turystów-wodniaków z Europy, bo nie będą mieli gdzie zacumować, nabrać wody, biwakować. Jedna marina przy uniwersytecie nie wystarczy.

Po trzecie wreszcie, powinniśmy rozpropagować rekreację rodzinną, takie weekendowe spływy kajakowe. Mamy cudowne trasy wokół. Jedna, przez śluzę Opatowicką nad zalew Bajkał w gminie Czernica, dziś potwornie zaniedbany, zanieczyszczony i zaśmiecony, a przecież piękny i idealnie nadający się do wypoczynku. Ktoś jednak musiałby o niego zadbać. Drugi kierunek – przez most Milenijny, Rędziński do Urazu i Brzegu Dolnego – też warto polecać. Trzeba by to wszystko jednak zorganizować, nagłośnić, wypromować.

Liczę, że z czasem się uda – w Towarzystwie Miłośników Wrocławia, do którego należę, założyłem Sekcję Miłośników Odry, która zajmuje się nie tylko koordynacją inicjatyw kajakarskich, ale także planowaniem przedsięwzięć związanych z szeroko pojętą rekreacją odrzańską. Chcemy zainteresować władze tą tematyką, bo warto: Odra musi ożyć. Szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.

*