Premia dla prezesa

Trwa awantura o premie dla prezesa Narodowego Centrum Sportu. Prezes zobowiązał się, że stadion bedzie w lipcu ubiegłego roku – a w lutym nadal stadion nieczynny. Prezes obrażony zrezygnował – tak brzmi oficjalna wersja prezesa – z posady. Ale z premii – pół miliona złotych – oczywiście nie zamierza rezygnować. Bo mu się należy, ma ją zapisaną w kontrakcie.

Obraz domyślny wpisu fot. r.nial.bradshaw / CC BY-NC-SA 2.0

Trwa awantura o premie dla prezesa Narodowego Centrum Sportu. Prezes zobowiązał się, że stadion bedzie w lipcu ubiegłego roku – a w lutym nadal stadion nieczynny. Prezes obrażony zrezygnował – tak brzmi oficjalna wersja prezesa – z posady. Ale z premii – pół miliona złotych – oczywiście nie zamierza rezygnować. Bo mu się należy, ma ją zapisaną w kontrakcie.

Setki tysięcy Polaków pracują na podstawie umów kontraktowych. Taka teraz moda. W żadnym z tych kontraktów nie ma zagwarantowanej premi bez wzgledu na efekty swojej pracy. Wręcz przeciwnie: jest premia, ale za wykonanie zadania. Za dotrzymanie terminu budowy, za zwiększenie produkcji, za zdobycie nowych rynków, za wprowadzenie nowego produktu albo za zwolnienie ćwierci załogi i poprawienie efektywności. Nie ma premii za to, ze sie przychodzi do pracy.No, chyba że jest to kontrakt na rzecz rządu, za publiczne pieniądze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*